MNOGIE MUTACJE – PRZESZKODA DLA DARWINIZMU?

MNOGIE MUTACJE – PRZESZKODA DLA
DARWINIZMU?
http://idzpodprad.salon24.pl/101021,mnogie-mutacje-przeszkoda-dla-darwinizmu

                                                     Eksperyment Lenskiego
Richard Lenski jest znany dzięki prowadzeniu najdłuższego i bardzo szczegółowo opisanego eksperymentu z ewolucją w laboratorium. Eksperyment dotyczy bakterii Escherichia coli i prowadzony jest przez około dwadzieścia lat w laboratorium Uniwersytetu Stanu Michigan. Ponieważ jest to szybko rozmnażający się organizm, w czasie eksperymentu zaobserwowano ponad 40 tysięcy pokoleń tej jednej wyjściowej bakterii. Można na tej podstawie sporo powiedzieć o ewolucji, przynajmniej o ewolucji tej bakterii.

Potomków bakterii Lenski podzielił na 12 laboratoryjnych populacji, obserwując, jakim zmianom będą one podlegały w trakcie eksperymentu. Większość zmian była podobna. Wszystkie 12 populacji wykształciły na przykład większe komórki, jak też zwiększyły tempo wzrostu, gdy były żywione glukozą. Ale w jednej z tych populacji około 31500-nej generacji wydarzyło się coś nadzwyczajnego – uważa Lenski. Bakterie nagle uzyskały zdolność metabolizowania cytrynianu. Zwykle E. coli nie korzystają z takiego pokarmu. Bakteriologowie nawet odróżniają po tej cesze E. coli od innych bakterii. Zmutowane bakterie zwiększyły dzięki nowemu pokarmowi rozmiary populacji i jej zróżnicowanie.

Lenski obliczył, że do tego momentu wyhodował wystarczającą liczbę komórek bakteryjnych, by uznać, że wszystkie proste mutacje musiały już zajść wiele razy. Wywnioskował więc, że zdolność do wykorzystywania cytrynianu jako pożywienia musiała być wynikiem czegoś szczególnego – jakiejś niezwykle mało prawdopodobnej mutacji, np. rzadkiej inwersji chromosomalnej albo nagromadzenia się kilku kolejnych mutacji pod rząd. Jednym słowem, Lenski wnioskował o zmianie takiego charakteru, na temat którego trwają spory ewolucjonistów z kreacjonistami.

Aby wykryć, co się stało, Lenski korzystał z zamrażarki, w której wcześniej poumieszczał próbki każdej populacji co 500 pokoleń. Pozwoliło mu to powtarzać zdarzenia od takiego punktu wyjściowego, jaki wybrał. Po prostu odmrażał bakterie i umożliwiał im ponowną ewolucję. Miało to odpowiedzieć na pytanie, czy ta sama populacja wyewoluuje ponownie zdolność metabolizowania cytrynianu, czy też równie prawdopodobne będzie wyewoluowanie tej zdolności przez którąkolwiek z pozostałych populacji?

Spośród bilionów komórek bakteryjnych tylko oryginalna populacja była w stanie powtórzyć swój sukces, a i to tylko wtedy, gdy powtórna ewolucja rozpoczynała się od generacji 20 000-nej lub późniejszej. Znaczy to, że w okolicach tej generacji zdarzyło się coś, co później pozwoliło uzyskać zdolność odżywania się cytrynianem. Tylko co to było? Lenski nie potrafi jeszcze udzielić odpowiedzi na to pytanie (Proceedings of the National Academy of Science, June 10, 2008, vol. 105, no. 23, s.7899-7906).

Brak tej odpowiedzi nie powstrzymuje jednak ewolucjonistów od okrzyków tryumfu. Znany biolog ewolucyjny z Uniwersytetu Chicago Jerry Coyne uważa wynik Lenskiego za dowód, że w trakcie ewolucji może nastąpić to, co negują kreacjoniści – powstanie złożonych cech organizmu przez połączenie mało prawdopodobnych wydarzeń. Przypuszczalnie w jednej z 12 linii pojawiła się jakaś szczęśliwa mutacja potrzebna do tego, by w połączeniu z drugą mutacją wytworzyć nową zdolność organizmu. Inne linie komórek nie zdobyły tej pierwszej koniecznej mutacji, wskutek czego nawet jeśli pojawiła się u nich ta druga mutacja, wspomniana zdolność organizmu się nie ukształtowała. Sam Lenski uważa, że tym samym potwierdził się pogląd Stevena Jaya Goulda, zmarłego kilka lat temu wybitnego biologa, że ewolucja jest pełna przypadkowych wydarzeń. Przypadkowe mutacje mogą skierować ewolucję w tę lub inną stronę i gdyby ktoś zapoczątkował jeszcze raz proces ewolucji na Ziemi, to najprawdopodobniej potoczyłaby się ona zupełnie inaczej i doprowadziła do bardzo odmiennych skutków.

    Stephen Jay Gould.

                                               Jerry Coyne.

                                      Przedwczesny tryumf
Czy rzeczywiście wynik badań Lenskiego jest sukcesem ewolucjonistów w walce z kreacjonistami? Czy Lenski otrzymał w laboratorium ten rodzaj ewolucji, który kreacjoniści odrzucają? Przypomnijmy, że kreacjonizm nie jest zwykłą negacją ewolucjonizmu. Kreacjoniści uznają za realną pewną odmianę ewolucji, tzw. mikroewolucję, i robią to od czasów co najmniej o dwadzieścia lat uprzedzających opublikowanie głównego dzieła Darwina. Nawet pojęcie doboru naturalnego zostało wymyślone przez kreacjonistę Edwarda Blytha, który przy jego pomocy tłumaczył niewielkie różnice występujące w ramach tego samego gatunku lub na niewiele wyższym poziomie (rodzaju). Spór między kreacjonistami i ewolucjonistami dotyczy jedynie tzw. makroewolucji albo lepiej: powstawania nowych planów budowy ciała organizmów, czyli zmian na poziomie co najmniej rodziny.

                                                Edward Blyth.

                                                                   Karol Darwin.

Wyniki badań Lenskiego skomentował na swoim blogu znany przedstawiciel koncepcji inteligentnego projektu Michael Behe. Behe komentował wcześniejsze wyniki osiągnięte w trwającym 20 lat eksperymencie Lenskiego w siódmym rozdziale książki „The Edge of Evolution”, wydanej w 2007 roku. Okazało się, że wszystkie korzystne mutacje wykryte w czasie badań miały degradujący charakter. Znaczyło to, że w tych przypadkach pewne funkcjonujące geny były wyciszone (genetycy mówią „znokautowane”) albo mniej aktywne. Wynikało z tego, że przypadkowe mutacje dużo łatwiej niszczą geny, niż je budują – i to nawet w tych sytuacjach, gdy pomagają organizmowi przetrwać. Był to bardzo ważny wniosek. Proces, który tak łatwo niszczy geny, na pewno nie służy do budowania złożonych z wielu białek, spójnie działających układów molekularnych, jakich jest pełno w komórce.
Jak teraz Behe ocenia doniesienie Lenskiego, że po ok. 30 tysiącach pokoleń jedna z linii komórek rozwinęła zdolność odżywiania się na cytrynianie w obecności tlenu, czego dzikie szczepy E. coli nie potrafią? Okazuje się, że te dzikie szczepy posiadają już wiele enzymów, które wykorzystują cytrynian i mogą go trawić, czyli że nie jest to dla nich jakiś egzotyczny związek chemiczny, którego nigdy „na oczy nie widziały”. Tyle że dzikiej bakterii brakuje jednego istotnego elementu – enzymu o nazwie „permeaza cytrynianu”, który jest w stanie przetransportować cytrynian z zewnątrz do wnętrza komórki przez jej ścianę, membranę komórkową. Bakterii E. coli brakowało więc nie całego mechanizmu, a jedynie znalezienia sposobu, jak przenosić cytrynian do wnętrza komórki. Cała reszta mechanizmu, potrzebna do metabolizmu cytrynianu, już się tam znajduje. Sam Lenski wyznał to w cytowanym wyżej artykule: „Jedyną znaną przeszkodą, by bakterie rozwijały się w powietrzu na pożywce z cytrynianu, była ich niezdolność do transportu cytrynianu w warunkach tlenowych”. Zmiana, jaka się dokonała w jednej z 12 linii rozwojowych bakterii w laboratorium Lenskiego, nie polegała więc na zdobyciu całej skomplikowanej zdolności odżywiania się na nowym rodzaju pokarmu, jak mógłby sądzić ktoś mniej zorientowany. Polegała ona tylko na uzupełnieniu o jeden element już istniejącej skomplikowanej maszynerii metabolicznej.

                                                                 Michael Behe.

Behe wspomina również innych badaczy (cytowanych także przez Lenskiego), którzy w ostatnich kilkudziesięciu latach wyróżnili zmutowaną E. coli, zdolną do odżywiania się cytrynianem. W jednym przypadku nie znaleziono odpowiedzialnej za to mutacji (B.G. Hall, Chromosomal mutation for citrate utilization by Escherichia coli K-12, „Journal of Bacteriology” 1982, vol. 151, s. 269-273). W innym przypadku pojawiła się nadekspresja (kodowanego przez gen o nazwie citT) białka, które zwykle transportuje cytrynian przy nieobecności tlenu. To nadekspresywne białko umożliwiło E. coli wzrost na cytrynianie w obecności tlenu (K.M. Pos, P. Dimroth, and M. Bott, The Escherichia coli citrate carrier CitT: a member of a novel eubacterial transporter family related to the 2-oxoglutarate/malate translocator from spinach chloroplasts, Journal of Bacteriology 1998, vol. 180, s. 4160-4165). Lenski jeszcze nie odkrył poszukiwanej mutacji, ale przypuszczalnie – mówi Behe – mutanty Lenskiego okażą się korzystać albo z tego, albo z innego genu, nieco ulepszonego tak, by umożliwić transport cytrynianu przez membranę w obecności tlenu. 
                                              Trudności probabilistyczne


Behe uważa, że wyniki badań Lenskiego znacznie lepiej pasują do poglądów z „The Edge of Evolution”. W książce tej Behe przekonywał, że gdyby uzyskanie nowej zdolności organizmu zależało tylko od jednej mutacji, to darwinowski ewolucjonizm miałby niewielki problem z jej znalezieniem. Ale jeśli potrzeba więcej niż jednej mutacji, to prawdopodobieństwo wystąpienia ich wszystkich niezwykle maleje. Przypomnijmy, że prawdopodobieństwo dwóch niezależnych zdarzeń jest równe iloczynowi ich prawdopodobieństw. Jeśli dla przykładu każde z dwóch zdarzeń ma prawdopodobieństwo wystąpienia 1/1000, to prawdopodobieństwo ich łącznego wystąpienia wynosi 1/1000 000. A prawdopodobieństwo mutacji jest dużo, dużo mniejsze niż 1/1000 – w organizmach wielokomórkowych w najlepszym wypadku 1/100 000 000 (a z reguły jeszcze niższe o rząd lub dwa rzędy wielkości). Ujmując to słowami Behe’ego: „Jeśli zanim wystąpi korzystny skutek, potrzebne są dwie mutacje, i jeśli przy tym stan pośredni [tzn. po pierwszej mutacji] jest niekorzystny dla organizmu, czyli mniej dopasowany do środowiska niż stan wyjściowy – to mamy już wielki problem dla teorii ewolucji” (Michael Behe, „The Edge of Evolution: The Search for the Limits of Darwinism”, Free Press, New York 2007, s. 106). A jeśli potrzeba więcej niż dwu mutacji, z których dopiero ostatnia daje zmutowanym organizmom przewagę nad innymi, to zadanie takie przekracza możliwości przypadkowych mutacji, na których opiera się darwinowski model ewolucji.
Niektórzy biologowie ewolucyjni, co prawda, rozpatrywali już możliwość wielokrotnych mutacji (np. H.A. Orr, A minimum on the mean number of steps taken in adaptive walks, „Journal of Theoretical Biology” 2003, vol. 220, s. 241-247), ale z reguły unikają takich wyjaśnień jak diabeł święconej wody, gdyż prowadzą one do katastrofalnych wniosków probabilistycznych. Wolą znajdować wyjaśnienia przy pomocy serii korzystnych mutacji, gdyż wówczas ma zastosowanie idea doboru kumulatywnego. Tym razem sam Lenski stwierdził, że poszukiwana przezeń mutacja jest prawdopodobnie ostatnią z serii wielokrotnych mutacji, a poprzednia lub poprzednie nie miały korzystnego charakteru. Taka wielokrotna mutacja o ograniczonym skutku (przypomnijmy, że niemal cały mechanizm trawienia cytrynianu jednak już istniał) jest jeszcze do przyjęcia dla kreacjonistów, zwłaszcza jeśli cała seria składała się tylko z dwu mutacji.

ggf

                                                       H.A. Orr
Ale jeśli powstanie wielu złożonych cech komórki wymagało wielokrotnych, więcej niż dwu, mutacji, z których dopiero ostatnia przynosiła korzystny efekt dla komórki, to darwinowski ewolucjonizm nie jest w stanie ich wyjaśnić. Sytuacja w sporze ewolucjonizm-kreacjonizm po odkryciach Lenskiego pod tym względem się nie zmieniła.

(Multiple Mutation Needed for E. Coli, „Michael Behe’s Amazon Blog, 3:35 PM PDT, June 6, 2008, http://www.amazon.com/gp/blog/post/PLNK3U696N278Z93O)

Marta Cuberbiller

8 responses to “MNOGIE MUTACJE – PRZESZKODA DLA DARWINIZMU?

  1. Ryszard Zawadzki

    ewolucja to miliardy lat a nie dwadzieścia, skala! skala! to jak Polacy uważają się za pępek swiata a jest ich tylko ok. 40 mln kiedy właśnie narodził się 7 000 mln człowiek na Ziemi czyli 40:7000 czyli 4:700 Darwin podał mechanizm procesów, które dzieją się w niewyobrażalnym dla nas czasie

  2. @Ryszard Zawadzki napisał:
    „ewolucja to miliardy lat a nie dwadzieścia, skala! skala! to jak Polacy uważają się za pępek swiata a jest ich tylko ok. 40 mln kiedy właśnie narodził się 7 000 mln człowiek na Ziemi czyli 40:7000 czyli 4:700 Darwin podał mechanizm procesów, które dzieją się w niewyobrażalnym dla nas czasie”

    Biosławek:

    Do dowodzenia słuszności hipotez opartych na przekonaniu o SAMOdziejstwie nie wystarcza odwoływanie się do ogromnych przedziałów czasu. Biologia ewolucyjna zajmuje się szerzej tym zagadnieniem. Poniżej linki do moich polemik z ich argumentacją, a pod nimi jeden tekst w całości. Dziękuję za wpis.

    Dlaczego jestem przekonany o istnieniu Boga Projektanta?

    TUTAJ SĄ WSZYSTKIE LINKI:

    http://usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.soc.religia&tid=1495299&MID=%3Cj8phkl%24olk%241%40inews.gazeta.pl%3E

    Argument Bertranda Russela.
    __________________________

    „Jeżeli personifikuje się ‘przypadek’, mówiąc o nim jak o sile sprawczej, (…)to w sposób nieusprawiedliwiony zamienia się pogląd naukowy w koncepcję na poły religijną, mitologiczną”
    Donald M.MacKay.
    „Ponieważ nieznaną przyczynę już od dawna nazywa się ‘przypadkiem’, ludzie zaczynają zapominać, że właśnie taki sens nadano temu słowu. (…) Dla wielu osób założenie: ‘przypadek to nieznana przyczyna’, zamieniło się w
    przeświadczenie, że ‘przypadek jest przyczyną’”.
    Robert C.Sproul
    ________________________
    ARGUMENT BERTRANDA RUSSELA.
    Bertrand Russell mawiał, że jeśli ktoś wyjedzie na autostradę i zapisze numer rejestracyjny przypadkowego samochodu, który spotka, to dojdzie do wniosku, że
    stał się cud. Bowiem spotkanie akurat tego samochodu było znikomo mało prawdopodobne. Jednak jakiś samochód spotkać musieliśmy, więc cudu nie ma……………….
    > Argument Russella jest poważnym nadużyciem. Przenosi on
    > prawdopodobieństwo zdarzenia jednego rodzaju (wynoszące 100%) na > zdarzenie zupełnie innego rodzaju, którego prawdopodobieństwa nawet nie > próbuje policzyć. Do stwierdzenia, że powstanie człowieka jest > zdarzeniem banalnym, wystarcza mu sam światopogląd.
    skroc.pl/57e3
    Odpowiedz na infantylny argument Russella jest banalnie prosta. W naszym wszechświecie istnieją takie zjawiska, które zachodzą z dużym prawdopodobieństwem,średnim,małym i takie, które w ogóle nie mają szans zajść. Russell po prostu stosuje tutaj nielogiczny argument ze złej analogii. Ale jak określić, które zdarzenia są prawdopodobne, a które nie?

    > W istocie jednak Dawkins po prostu NIE WIE, jak powstało życie i jak > wyewoluował człowiek. Posługuje się wyidealizowanymi, uproszczonymi > modelami, w których prawdopodobieństwo zajścia zdarzeń zgodnych z tezą
    > autora jest wielokrotnie przeszacowane.
    skroc.pl/fcb0
    skroc.pl/3808
    skroc.pl/c4de
    Z powstaniem życia jest taka trudność, że jest jest ono złożone z wielu podzespołów, dla których już każdego z osobna prawdopodobieństwo SAMOpowstania jest bardzo znikome. Mało tego każda taka sekwencja SAMOdziejstwa musiałaby być zależna od każdej następnej, albo poprzedniej.
    Nawiązując do argumentu Bertranda Russela wyobrazmy sobie sznur samochodów na autostradzie. Każdy z tych samochodów obrazuje jeden podzespół konieczny do powstania kompletnego żywego organizmu komórkowego. Teraz zajrzyjmy w procesy
    funkcjonowania żywej komórki. Poszczególne cykle życiowe w najprostszej komórce składają się z kilkunastu tysięcy precyzyjnie zgranych podzespołów, np. szlaki metaboliczne z konkretnej ilości konkretnych rodzajów enzymów.
    Takich cykli jest więcej i wszystkie one muszą ponadto pasować do innych cykli. Informacja genetyczna zawarta w DNA, organelle (rybosomy), kwasy
    rybonukleinowe (mRNA, tRNA, rRNA), to wszystko precyzyjnie zgrane podzespoły ,które tworzą jedną nieredukowalnie złożoną całość.

    Teraz wyobrazmy sobie, że podczas powstawania żywego organizmu powstawały losowo podzespoły konieczne, ale bezużyteczne, bo niedopasowane przez to,że nie powstawały we właściwym czasie, kolejności i miejscu.
    Znając możliwości układania na wszelakie sposoby 20 L-aminokwasów w polipeptydzie, czy rybonukleotydów w RNA (A,G,C,U) lub deoksyrybonukleotydów (A,T,G,C) w DNA, otrzymujemy oszałamiającą ilość wymieszanych losowo możliwych i bezużytecznych konfiguracji, a nawet te ewentualnie dobre i tak okazują się niewłaściwe, bo nie powstają gdzie trzeba i kiedy należy!
    skroc.pl/452a
    W tym całym zamieszaniu (racemacie) podzespoły użyteczne i rozproszone pośród tłumu nieużytecznych, to po prostu kropla w morzu innych kropel.
    Kiedy zaczerpniemy z tego zamieszania losową ilość podzespołów to czy da nam to zamierzony efekt, czy za jednym razem pozbieramy rozproszone w czasie i przestrzeni niezbędne życiodajne krople?
    skroc.pl/5d73
    Czy uzyskamy te niezbędne do złożenia żywej komórki? Czy przypadkowe enzymy będą pasowały do innych? A te do konkretnych sekwencji DNA i RNA i w końcu te ostatnie do siebie samych? W którym miejscu tego oceanu byśmy nie czerpali, to zawsze zaczerpniemy mieszaninę bezużyteczną, ponieważ nawet jeżeli istnieją w tej potężnej mieszaninie możliwości poskładania życia na różne sposoby to i tak zawsze
    zaczerpniemy losowy zestaw podzespołów do siebie nie pasujących.
    Jednak zawsze możemy liczyć jakie było prawdopodobieństwo zaczerpnięcia nawet losowej sekwencji, ale czy to ma jakiś praktyczny sens? Nie: dokładnie, jak zapisywanie losowych numerów samochodowych w przykładzie Bernarda Russela.

    Przecież nie osiągamy w ten sposób zamierzonego efektu, czyli nie jest spełniany wymóg kolejnych pasujących do siebie sekwencji!
    Po prostu w znanym nam wszechświecie w pewnych
    warunkach (w tym przypadku w praoceanicznej mieszaninie zbędnych i niezbędnych konfiguracji) pewne zdarzenia nie zachodzą, nie zaszły i nie zajdą.
    Jeżeli zajście prawdopodobieństwa każdego zdarzenia byłoby takie samo, to mielibyśmy naturalne kopalnie złotych monet,studnie z piwem,każdy człowiek za każdym razem wygrywałby główną wygraną w totolotka, a robaki i myszy
    powstawałyby spontanicznie na naszych oczach.
    Sam fakt, że takie zdarzenia nie mają miejsca pokazuje,że pewne zdarzenia są tak mało prawdopodobne,że nie mają szans zajść w naszym Wszechświecie.
    Czy ktoś uwierzy, że komputer może powstać samoistnie z mieszaniny losowo wymieszanych podzespołów?
    Odnosząc to rozważanie do złej analogii Bertranda Russela z samochodami, to jakikolwiek ciąg przejeżdżających samochodów nie obrazuje nieprawdopodobnych zdarzeń w naszym Wszechświecie. Takie zdarzenia obrazowałby napotkany ciąg
    powiedzmy 100 samochodów marki mercedes z tego samego rocznika , tego samego koloru, z tego samego kraju, prowadzone przez rudowłosych kierowców i z miast
    na literę ‚M’, który przejechałby przypadkowo w ciągu godziny po tym samym odcinku autostrady.
    Poza tym zdarzenie takie nie mogłoby być wcześniej zaplanowane, bo w takim przypadku mielibyśmy do czynienia z inteligentnym projektem!
    Dlaczego wszystkimi autostradami świata od początku ich istnienia przejeżdżają każdego dnia różne zestawy samochodów, a taki zestaw nigdy się nie trafił? Dlatego, ponieważ takie konfiguracje samochodów, jak POWSZECHNIE przejeżdżające są wysoce prawdopodobne, a taka akurat nie. Poucza nas o tym nie tylko rachunek prawdopodobieństwa, ale jeszcze DOŚWIADCZENIE!
    Czy trzeba czegoś więcej, żeby móc się o tym przekonać?
    Albo z innej beczki. Każdy przechodząc koło kiosku , gdzie sprzedaje się kupony może znajdować przez 20 dni z rzędu jakieś wypełnione i porzucone pojedyncze kupony
    totolotka. Może też policzyć jakie było prawdopodobieństwo znalezienia tych, w jakiś sposób wypełnionych, kuponów i te prawdopodobieństwo może okazać się rzeczywiście krańcowo małe, niepowtarzalne.
    Ale czy znajdzie 20 razy z rzędu , dzień po dniu, kupony z główną wygraną? Czy takie coś może się zdarzyć?
    Dlaczego pierwsza możliwość jest do przyjęcia, natomiast druga nie? Dlatego, że zawiedzeni ludzie wyrzucają nietrafnie wypełnione kupony, a takich jest przytłaczająca większość, ale nie wyrzucają prawidłowo skreślonych.
    Pilnują ich, ponieważ są dla nich cenne i rzadko się zdarza,że ktoś taki kupon zgubi, czy przypadkowo wyrzuci.
    Nawet jakby zgubił, czy wyrzucił, to rzadko się zdarzy,że ktoś znajdzie go pośród tysięcy kuponów bezużytecznych, które walają się po ulicy.
    Najtrudniejsze etapy ewolucji prebiotycznej wymagały (z założenia) takich właśnie szczęśliwych ciągów zdarzeń ,jak znalezienie 20 razy z rzędu kuponu z loterii z główną wygraną, ponieważ oprócz wypełnionego kuponu niezbędne jest
    jeszcze dopasowanie liczb poprzez przypadkowe losowanie (tutaj odzywa się stara maksyma: „co było pierwsze DNA, RNA czy białka skroc.pl/1b6f ).
    W rzeczywistości prawdopodobieństwo SAMOistnego powstania życia możemy przyrównać do znalezienia kuponu z wygraną miliona złotych każdego kolejnego dnia milion razy z rzędu.
    Albo do tego,że w jakiś sposób, w ciągu jednego miesiąca, przypadkowo przejedzie jakimś konkretnym odcinkiem autostrady 500 000 samochodów tej samej marki, tego samego rocznika, tego samego koloru, z tą sama literą widniejącą
    na początku tablicy rejestracyjnej, prowadzonych przez kierowców płci męskiej, w tym samym wieku, urodzonych tego samego dnia, o rudych włosach, z miast na
    literę „M”.
    Choć tak naprawdę prawdopodobieństwo, a raczej nieprawdopodobieństwo, takiego zdarzenia jest niewyobrażalnie niższe, to już sama ta analogia daje jakieś
    wyobrażenie o całym problemie.
    Filozofia w stylu zacytowanego Bertranda Russella to po prostu zwykły śmiech na sali, totalna porażka jeżeli chodzi o zasady logicznego myślenia i metodę naukową!
    Jeżeli chodzi o możliwość powstania w naszym Wszechświecie takich stałych fizycznych, które umożliwiają istnienie życia, to zasady są identyczne, jak podczas rozważania możliwości powstania życia.
    Tak samo, jak 20 L-aminokwasów mogą się połączyć na wiele różnych bezużytecznych sposobów. Tak samo, jak autostradą zawsze przejadą jakieś samochody, tak samo stale fizyczne mogły teoretycznie powstawać na przeróżne
    sposoby.
    A więc oprócz potrzeby wskazania PRZYCZYNY istnienia Wszechświata, ponieważ każde zjawisko mające POCZĄTEK musiało mieć PRZYCZYNĘ, należy też wyjaśnić dlaczego jest on TAKI A NIE INNY skoro zawsze mógł „pojechać tą autostradą
    przypadkowo, zamiast być prowadzony przez rudowłosych kierowców”.
    Istnieją w naszym Wszechświecie zjawiska, które SAMOistnie nigdy nie zajdą łącznie z powstawaniem całego Wszechświata.
    Tym bardziej,że jak sama żywa komórka, to znaczy jej elementy, układają się w logiczną całość, tak też i cały Wszechświat jest w taką logiczną całość poukładany (komórka jest elementem tej logicznej całości).
    Chodzi tutaj o LOGICZNY ciąg wydarzeń wiodący od powstania Wszechświata do żywej komórki. To jest również peleton „dziesiątek tych samych pojazdów kierowanych przez rudych kierowców.”
    skroc.pl/4665
    Odnośnie (nie)możliwości SAMOistnego powstania życia polecam poczytać informacje dotyczące badań nad tym problemem. Uważam, że lepiej zająć się konkretnymi badaniami niż używać pseudofilozofii rodzaju tej, jaką usiłował posiłkować się Bernard Russel.
    Badania te można podsumować na jednej kartce papieru, z której większość to kolorowe obrazki przedstawiające wyimaginowane procesy chemiczne i biochemiczne.

    bioslawek.files.wordpress.com/2011/09/numer10.png?w=400&h=798

    bioslawek.files.wordpress.com/2011/09/numer-12.png?w=550&h=532

    bioslawek.files.wordpress.com/2011/09/numer-13.png?w=634&h=576
    Tutaj więcej:
    skroc.pl/9484
    skroc.pl/b7e5
    Polecam też ten post:
    skroc.pl/11f0
    „Wielkim problemem biologii, nie jest sam oczywisty fakt, że białko to łańcuch aminokwasów połączonych ze sobą w określony sposób, lecz raczej okoliczność, że ich kolejność nadaje temu łańcuchowi szczególne właściwości (…) Gdyby
    aminokwasy zostały połączone przypadkowo, rezultatem byłaby ogromna liczba kombinacji nieprzydatnych żywej komórce. Kiedy się rozważy, że typowy enzym jest łańcuchem złożonym z jakichś 200 ogniw i że dla każdego ogniwa istnieje
    20 możliwości, to łatwo zauważyć, iż liczba bezużytecznych kombinacji jest kolosalna, większa od liczby atomów we wszystkich galaktykach dostrzegalnych przez największe teleskopy. Tak wygląda sytuacja w wypadku jednego enzymu, a
    przecież jest ich przeszło 2000 i służą na ogół bardzo różnym celom. Jakim więc sposobem wszystkie one zaistniały?Zamiast akceptować znikomo małe prawdopodobieństwo pojawienia się życia za sprawą ślepych sił natury, lepiej jest chyba założyć, że powstało ono w wyniku celowego, rozumnego działania”.
    Fred Hoyle.

    LINKI:
    POCHODZENIE ŻYCIA

    skroc.pl/c1d7
    Czy życie zostało stworzone
    tatanati2.blogspot.com/
    skroc.pl/7583
    RÓZNE FILOZOFICZNE ROZWAŻANIA NA TEMAT GENEZY I WŁAŚCIWOŚCI WSZECHŚWIATA. SAME TE ROZWAŻANIA POKAZUJĄ WYRAZNIE BEZSILNOŚĆ ATEISTÓW PODCZAS PRÓB ODTŁUMACZANIA
    CECH INTELIGETNEGO PROJEKTU WIDOCZNYCH W BUDOWIE WSZECHŚWIATA I W PRAWACH
    PRZYRODY (np. stałych fizycznych).

    skroc.pl/3d79
    Kosmiczny krajobraz Niektórzy ludzie – w tym wielu fizyków – uważają, że im więcej wiemy o fundamentalnych prawach przyrody, tym bardziej zdumiewające jest, że w ogóle istniejemy.
    skroc.pl/98ca
    Spór o to, czy wszechświat ma swego stwórcę, i kto mógłby nim być, należy do najstarszych w historii ludzkości. Ale zarówno wierzący, jak i sceptycy w swych zajadłych kłótniach niemal całkowicie ignorują jedną możliwość – ideę, że nasz wszechświat został stworzony przez istoty podobne do nas przy użyciu technologii przypominających te dostępne współczesnym naukowcom.
    skroc.pl/1e85
    Czym jest teoria inteligentnego projektu?

    pozdrawiam.

  3. Ryszard Zawadzki

    no cóż widzę tu twardego przeciwnika , a nawet mówiąc dosadniej zatwardziałego. nie podobają mi się dwie rzeczy szczególnie w Pańskiej obszernej i wyraźnie majacej na celu zamęczyć mnie cytatami argumentacji otóż 1. raz skala wg. Pana nie wystarcza (cytuję: „odwoływanie się do ogromnych przedziałów czasu”) ale za niedługą chwilę sam Pan stosuje ten argument, nazwijmy go argument skali z wyraźną lubością (np. cytuję :” liczba bezużytecznych kombinacji jest
    kolosalna, większa od liczby atomów we wszystkich galaktykach dostrzegalnych przez największe teleskopy” ).
    2. używanie inwektyw w rodzaju cytuję „używać pseudofilozofii rodzaju tej, jaką usiłował
    posiłkować się Bernard Russel” jest to nieprzyzwoite gdy człowiek w rodzaju Pana czy mnie pozwala sobie mówić o tak wybitnej postaci tak obcesowo – „pseudofilozof , który usiłuje ale nie może”. I dalej: „Filozofia w stylu zacytowanego Bertranda Russella to po prostu zwykły śmiech
    na sali, totalna porażka jeżeli chodzi o zasady logicznego myślenia i metodę
    naukową!

    Nie widzi Pan w powyższych słowach gnębienia przeciwnika zastosowaniem inwektywy? No cóż wolałbym z Panem rozmawiać na zwykłym poziomie, do którego pasujemy bo przecież gdybyśmy byli „choć „tacy jak Russel głośno byłoby o nas.
    Wracając do tematu: przykład z dziesiątkami rudowłosych kierowców z miasta M mnie nie poraża bo mogę sobie wyobrazić, że akurat w tym dniu w mieście M odbywał się jakiś konkurs, eliminacje, na którym wybierano spośród wszystkich mieszkańców najbardziej rudych a następnie odbywał się ich tryumfalny przejazd na który przypadkowo trafił przechodzień ( o zabawie, konkursie) nie wiedział i tyle, tylko tyle. Uogólniając chcę powiedzieć, że jeżeli w jakimś miejscu powstają szczególne warunki ( np. klimatyczne) i nałożą sie na nie inne zmienione szczególne warunki wtedy możę dojść do zaskakujacych rezultatów. Powszechnie mówi się o takim właśnie powodzie wypadków lotniczych. Słowem , jeżeli Pan piszę o współczesnej chemii : „Badania te można podsumować na jednej kartce papieru, z której większość to
    kolorowe obrazki przedstawiające wyimaginowane procesy chemiczne i biochemiczne.
    ” to jak namówić Pana na uczciwą zwykłą, po ludzku rozmowę?
    pozdrawiam i mam nadzieję , że następnym razem nie zarzuci mnie Pan stertą linków a spróbuje porozmawiać

  4. @Ryszard Zawadzki napisał:
    No cóż widzę tu twardego przeciwnika , a nawet mówiąc dosadniej zatwardziałego. nie podobają mi się dwie rzeczy szczególnie w Pańskiej obszernej i wyraźnie mającej na celu zamęczyć mnie cytatami  argumentacji.

    Biosławek:

    A co Pan myślał,że będę wszystko przepisywał od nowa? Rzucił Pan jakiś slogan odnosząc się do dużych przedziałów czasu, co w żaden sposób nie można dopasować do tematu wpisu, pod którym zamieścił Pan swój komentarz i jeszcze Pan narzeka? Trzeba było poruszyć, jakiś konkretny temat do dyskusji, to by Pan dostał jeden link, a tak musiałoby upłynąć bardzo dużo czasu zanim zaskoczę o co Panu chodziło. Chciał Pan w ten sposób testować swoją hipotezę?:).

    Ryszard Zawadzki :

    otóż 1. raz skala wg. Pana nie wystarcza (cytuję: „odwoływanie się do ogromnych przedziałów czasu”) ale za niedługą chwilę sam Pan stosuje ten argument, nazwijmy go argument skali z wyraźną lubością (np. cytuję :” liczba bezużytecznych kombinacji jest
    kolosalna, większa od liczby atomów we wszystkich galaktykach dostrzegalnych przez największe teleskopy” ).\

    Biosałwek:

    Pan wybaczy, ale nie widzę związku.

    Ryszard Zawadzki:

    2. używanie inwektyw w rodzaju cytuję „używać pseudofilozofii rodzaju tej, jaką usiłował
    posiłkować się Bernard Russel” jest to nieprzyzwoite gdy człowiek w rodzaju Pana czy mnie pozwala sobie mówić o tak wybitnej postaci tak obcesowo – „pseudofilozof , który usiłuje ale nie może”. I dalej: „Filozofia w stylu zacytowanego Bertranda Russella to po prostu zwykły śmiech
    na sali, totalna porażka jeżeli chodzi o zasady logicznego myślenia i metodę
    naukową!”
    Nie widzi Pan w powyższych słowach gnębienia przeciwnika zastosowaniem inwektywy? No cóż wolałbym z Panem rozmawiać na zwykłym poziomie, do którego pasujemy bo przecież gdybyśmy byli „choć „tacy jak Russel głośno byłoby o nas.

    Biosławek:

    Szanowny Panie: widzę, że Panu też przydałby się kurs, gdzie się wykłada zasady logicznej argumentacji. Pan zdaje się nie pojmować, co to jest argument AD-PERSONAM. Ja się nie ograniczyłem do stwierdzenia (na ten przykład): „Russel, to kretyn i wypisuje głupoty” i nic poza tym. Ja KROK po KROKU odniosłem się do KONKRETNEGO fragmentu jego twórczości i wykazałem dlaczego są to GŁUPOTY. Swoją drogą, to Russel był znany z wolnych żartów i tekst, który komentowałem, jak mniemam, to skecz przygotowany dla studentów. No cóż, co niektórzy się tym „skeczem” bardzo podniecali, więc postanowiłem to rozebrać na elementy pierwsze.

    Ryszard Zawadzki :

    Wracając do tematu: przykład z  dziesiątkami rudowłosych kierowców z miasta M mnie  nie poraża bo mogę sobie wyobrazić, że akurat w tym dniu w mieście M odbywał się jakiś konkurs, eliminacje, na którym wybierano spośród wszystkich mieszkańców najbardziej rudych a następnie odbywał się ich tryumfalny przejazd na który przypadkowo trafił przechodzień ( o zabawie, konkursie) nie wiedział i tyle, tylko tyle.

    Biosławek:

    Chciałbym przypomnieć,że tekst dotyczył zjawisk losowych,a Pan napisał o INTELIGENTNIE ZAPROJEKTOWANYM konkursie. To tak, jakby Pan się powoływał na ustawione losowanie w totolotka, znaczone karty do gry w pokera,czy ruletkę z magnesem przyciągająca kulkę do konkretnego koloru i numeru. Czym przy okazji dodaje mi Pan amunicji:)

    Ryszard Zawadzki :

    Uogólniając chcę powiedzieć, że jeżeli w jakimś miejscu powstają szczególne warunki ( np. klimatyczne) i nałożą się na nie inne zmienione szczególne warunki wtedy może dojść do zaskakujących rezultatów. Powszechnie mówi się o takim właśnie powodzie wypadków lotniczych.

    Biosławek:

    Pisząc ogólnie, to nie napisał Pan nic ogólnego,a przy okazji popełnił Pan dwa błędy logiczne w jednym stwierdzeniu. Pierwszy to nadużycie przez brak precyzji. Drugi, to błąd logiczny ze złej analogii. Chodzi o przyrównywanie LOSOWEJ katastrofy lotniczej do NIELOSOWEGO konkursu rudych kierowców.

    Ryszard Zawadzki :

    Słowem , jeżeli Pan pisze o współczesnej chemii : „Badania te można podsumować na jednej kartce papieru, z której większość to
    kolorowe obrazki przedstawiające wyimaginowane procesy chemiczne i biochemiczne.
    ” to jak namówić Pana na uczciwą zwykłą, po ludzku rozmowę?

    Biosławek:

    Możemy konstruktywnie podyskutować,ale mam wrażenie, że:

    1)Kolejny raz nie zamieścił Pan swojego wpisu w wątku merytorycznym.

    2)Nie zauważył Pan, że w tym wpisie, gdzie jest napisane o „wyimaginowanych procesach chemicznych” są DWA linki do PDF, gdzie jest napisane dużo więcej na ten temat. Zawsze zaczyna Pan dyskusje od czytania i krytykowania streszczeń? Choć w tym przypadku te streszczenia wystarczają, bo to wszystko, co zwolennicy SAModziejstwa mają na ten temat do powiedzenia.

    A tak w ogóle, to mam rozumieć,że to moje stwierdzenie pod adresem zwolenników możliwości SAMOistnego powstania żywej komórki też traktuje Pan, jako atak personalny z mojej strony?
    Zdziwiłoby mnie to bardzo, ponieważ oni sami opublikowali te kartki z opisami wyimaginowanych procesów biochemicznych

    pozdrawiam.

  5. Ryszard Zawadzki

    Biosławek:

    Chodzi o przyrównywanie LOSOWEJ katastrofy lotniczej do NIELOSOWEGO konkursu rudych kierowców.

    Ryszard Zawadzki:

    Cóż wg. mnie działalność ludzkiego mózgu to też tylko, albo aż wydarzenia losowe. Myślę, więc że to już niestety wszystko co możemy wspólnie ustalić .

    Biosławek:

    Proszę już nic nie planowac, proszę puścić samopas wszystkie losowe procesy mózgowe, a wszystko będzie dobrze. Teraz już wiem,że nawet pięściaki, proce i komputery swobodnie by sobie powstały be żadnego planowania:)


    Ryszard Zawadzki:

    pozdrawiam i życzę wielu sukcesów w Pana bardzo inteligentnym projekcie

    Biosałek:

    Oczywiście, wole tak niż się narażać na katastrofę.

    pozdrawiam.

  6. Ryszard Zawadzki

    cytuję: „Proszę już nic nie planowac, proszę puścić samopas wszystkie losowe procesy mózgowe, a wszystko będzie dobrze. Teraz już wiem,że nawet pięściaki, proce i komputery swobodnie by sobie powstały be żadnego planowania” —tak się składa , że jestem neurologiem -chłopie ty naprawdę nic nie rozumiesz, lub ścislej myslisz bardzo płytko – to jest przerażające

    Biosłwek:

    Nie wiem, co Pana tak przeraża, ponieważ od poczatku, kiedy zaczął Pan pisywać komentarze na moim blogu to:

    1) Pisze Pan nie na temat. Tutaj się powinno pisać o eksperymencie Lenskiego. Ale to się da jeszcze przeboleć.

    2) Od samego początku usiłuje Pan mnie ustawiać na moim terenie, a takie zachowanie gościowi nie przystoi.

    3) Nie rozumiem, co ma neurologia do tego wszystkiego? Neurologia zajmuje się chorobami mózgu, a nie właściwościami myślenia, SAMOświadomością (cokolwiek Pan przez to rozumie). Więc jeżeli chce Pan coś ta ten temat napisać, to proszę pisać na temat, ponieważ informacja o Pańskim zawodzie nie dotyczy w żaden sposób istoty sprawy.

    Ja też ostatnio napisałem coś o mózgu i SAMOświadomości, więc chętnie podyskutuję:

    gf

    dg

    „(…)Faktem jest, że nasze złożone z martwych atomów mózgi są SAME siebie świadome. Jeżeli jądro atomowe powiększono by do rozmiarów piłki nożnej, to elektrony orbitowałyby dziesiątki

    kilometrów od jądra. Czyli nasz mózg to prawie PUSTKA . A mimo to jet SAM siebie świadomy!

    A czym są MYŚLI, z czego się składają i dlaczego mogą być SAME siebie świadome?

    Jeżeli ktoś zażyje heroinę, to ślad urywa się na receptorze opioidowym. A co się dzieje dalej w plątaninie drutów i sprzężeń chemicznych i elektrycznych, że mózg po zażyciu heroiny jest ŚWIADOM doznań po zażyciu tego narkotyku?

    Jeżeli mózg złożony z martwych atomów może być SAM siebie świadomy, to dlaczego nie mogła być SAMA siebie świadoma PRZYCZYNA istnienia naszego Wszechświata, która nie miała początku, która po prostu JEST?(…)”

    https://bioslawek.files.wordpress.com/2011/11/czy-coc59b-mogc582o-powstac487-z-niczego.pdf

    https://bioslawek.files.wordpress.com/2011/11/czy-coc59b-mogc582o-powstac487-z-niczego1.pdf

    Ale o „przypadkowości myślenia” też możemy podyskutować, ponieważ ten temat też przerabiałem w kontekście dawnych rozważań nad zjawiskiem i zakresem wolnej woli człowieka.

    pozdrawiam.

  7. Przeczytałem, trochę zrozumiałem lecz nie rozumiem ostatniego zdania. No bo co do tego wszystkiego ma bycie neurologiem? To tak, jakby ktoś udowadniał wyższość analfabety nad oralfabetką.
    Pomimo poparcia dla kreacjonistów uważam, że ewolucjoniści i ich teorie prawdopodobieństwa mogą być czasem przydatne. Choćby do tego, aby stwierdzić, że gdzieś tam, w odległej galaktyce, na planecie identycznej z naszą, Ryszard Zawadzki dyskutując z Biosławkiem, przyznaje mu rację. Wszak biorąc pod uwagę poglądy ewolucjonistów, takiej możliwości wykluczyć nie sposób.

    Biosławek:

    Oczywiście ewolucjonizm jest jak najbardziej przydatny, jako aparat poznawczy, czy jak kto woli program badawczy. W końcu zwolennicy Teorii Inteligentnego Projektu posługują się tym samym aparatem poznawczym, co zwolennicy ewolucjonizmu (SAMOdziejstwa).

    Pisałem o tym szerzej tutaj:

    http://usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033652&MID=%3Cj6c4c0%24krt%241%40inews.gazeta.pl%3E

    „(….)Każde wyjaśnienie jest dobre, jeżeli jest prawdziwe. A metoda naukowa ma nas przybliżać do prawdy, a nie kierować się subiektywnymi kryteriami oceny prawdziwości wyjaśnień. KAŻDE WYJAŚNIENIE JEST DOBRE JEŻELI JEST PRAWDZIWE, to
    znaczy zgodne z faktami na których można oprzeć wnioski wynikające z badań. Jakiekolwiek wychylanie się poza ludzkie możliwości badawcze,wykraczanie poza możliwe do zaakceptowania programy badawcze, jest sprzeczne z materialistyczną metodą naukową. Dlatego tak często musiałem wam przypominać, tłumacząc że dyskutujemy o PROJEKCIE nie zaś o PROJEKTANCIE. Programy badawcze nie służą dowodzeniu w sposób bezpośredni istnienia Boga, lecz ustaleniu przyczyn pochodzenia Wszechświata, a w nim życia, bo tylko tego, co materialne możemy używać w eksperymentach naukowych.
    Wnioskowanie o istnieniu Boga Projektanta zawsze pozostanie wnioskowaniem pośrednim, to znaczy zawsze będzie można wnioskować o tym niejako po owocach.
    To samo dotyczy teorii ewolucji, w tym przypadku też można wnioskować jedynie na podstawie rozproszonych informacji i ich interpretacji, a nagromadzenie danych, to jeszcze nie nauka (Galileusz),ponieważ te dane należy połączyć w logiczną całość. Ale o tym pózniej.
    Poza tym zwolennicy IP posługują się w dowodzeniu swoich tez tym samym aparatem poznawczym, co ewolucjoniści i poprzez eliminację/falsyfikację tez przeciwnych dochodzimy do swoich wniosków. Jeżeli uważacie, że to niewłaściwa metoda, „dowodzenia IP poprzesz szukanie
    dziur w teorii ewolucji”, jak to często określacie, to tym samym postulujecie,że ewolucjonizm jest odporny na falsyfikację.
    A jak jest rzeczywiście na falsyfikację oporny, to tym samym jest nienaukowy,lub należy założyć,że tak dobrze potwierdzony iż nie ma już czego potwierdzać, lub chodzi o nieistotne szczegóły,a nie o przepastne obszary niewiedzy (z tego ostatniego twierdzenia uśmialiby się pewno nawet poważni i zdeklarowani ewolucjoniści).
    Niestety metodologia naukowa jest tak zdefiniowana,że nie można mieć wszystkiego.
    Metodologia naukowa naucza,że aby dowodzić prawdziwości jakiejś koncepcji/propozycji naukowej należy przeciwstawić jej przynajmniej jedną koncepcję alternatywną.
    Przynajmniej teoretycznie, ponieważ w przeciwnym razie nie byłoby możliwości, czy potrzeby, stawiania założeń i przeprowadzania procesu dowodowego, polegającego na jej skutecznym testowaniu w obliczu innych ewentualnych wyjaśnień. Z uwagi na fakt,że jedyną alternatywną dla bezbożnego (nieteistycznego) ewolucjonizmu jest teoria inteligentnego projektu, czy jak kto woli kreacjonizm, należy uznać,że za pomocą naukowych programów badawczych można dowodzić słuszności teorii ewolucji, jak i teorii inteligentnego projektu.
    Implikuje to przy okazji wniosek,że teoria IP jest podatna na falsyfikację.
    Neodarwiniści pięknie to udowodnili, kiedy bezskutecznie usiłowali sfalsyfikować koncepcję nieredukowalnej złożoności, która jest jednym z podstawowych filarów w argumentacji zwolenników TIP w biologii.
    Usiłowali to uczynić NA WIELE SPOSONBÓW: w wielu artykułach publikowanych w renomowanych pismach naukowych, na swoich stronach internetowych oraz w publicznych debatach. Nie przeszkadza im to jednak podawać do publicznej wiadomości wewnętrznie sprzecznych oświadczeń, że niby zasady na których
    zwolennicy TIP opierają swoje tezy nie poddają się falsyfikacji.
    Jeżeli dalej uważacie,że TIP jest koncepcją nie poddającą się falsyfikacji, to zadajcie sobie pytanie: w jakim celu usiłowano ją sfalsyfikować? Czy znani uczeni zadali by sobie tyle trudu, żeby przy obecnym stanie wiedzy falsyfikować hipotezę „płaskiej ziemi”?
    Choćby z tego faktu wynika mądre przekonanie,że ludzie którzy szyderczo status TIP usiłują porównywać do statusu „hipotezy płaskiej ziemi” są po prostu niekonsekwentni i tak naprawdę uwłaczają nie tylko zwolennikom TIP,ale i pozycji oraz godności poważnych ewolucjonistów:).
    Innymi słowy: jeżeli twierdzicie, że TIP jest teorią nie poddającą się falsyfikacji, tym samym twierdzicie,że ewolucjonizm również nie jest podatny na falsyfikację, że nie ma alternatywy, a takie zjawiska, jak SAMOistne powstanie Wszechświata,życia, i wszystkiego innego,co martwe i żywe zostały bezspornie dowiedzione i niczego nie trzeba już udowadniać.
    Jak już stwierdziłem dowodzenie istnienia Boga Projektanta może być tylko pośrednie. Na tych samych zasadach wnioskowali o istnieniu Boga: Abraham, Mojżesz, czy Apostoł Paweł, ponieważ choć rozmawiali z Bogiem i widzieli przejawy Jego życzliwości, gniewu oraz miłosierdzia, to nigdy nie użyli Go w eksperymencie naukowym. Nigdy też nie widzieli Go w Jego chwałe, ponieważ sam im powiedział,że jest to niemożliwe. Apostoł Paweł w Liście do Rzymian napisał,że dzieło stworzenia dowodzi istnienia Boskiego Projektanta, a nieskuteczność programów badawczych, które są proponowane przez zwolenników SAMOdziejstwa tylko potwierdzają ten fakt.

    Jakiego innego dowodu NAUKOWEGO byś oczekiwał? Oczywiście zawsze można odtłumaczać na przeróżne sposoby nieskuteczność tych programów badawczych, ale takie odtłumaczanie w większości opiera się na wielu błędach logicznych,a nie
    na rzetelnej metodzie naukowej, co postaram się wykazać w dalszej części niniejszego postu.
    Jeżeli chodzi o takie zjawiska, jak biogeneza i sposób w jaki Bóg Projektant mógł stworzyć życie, to niewiedza o mechanizmach, jakimi się posłużył nie uprawnia nas do odrzucania takiej możliwości. Dlaczego tak uważamy?

    1) Żywa komórka ma WSZYSTKIE cechy zaawansowanego technicznie urządzenia inteligentnie zaprojektowanego. Kwestionowanie tego faktu nie ma żadnych podstaw naukowych, a już na pewno nie uprawnia do przekonania, że żywa komórka
    nie została zaprojektowana.
    -Niewiedza o sposobach działania PROJEKTANTA nie przekreśla ludzkiego doświadczenia, które z pokolenia na pokolenie poucza, że takie urządzenia muszą być inteligentnie zaprojektowane.

    Fallacy of exclusion-Ten błąd logiczny powstaje wtedy, gdy ktoś pomija jakąś ważną informację, która podkopuje jego wnioskowanie.(…)”

    rr

    W uzupełnieniu tutaj:

    http://usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033681&MID=%3Cj6kc4k%24407%241%40inews.gazeta.pl%3E

    I tutaj:

    http://usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033714&MID=%3Cj6mvcc%249vc%241%40inews.gazeta.pl%3E

    Ostatniego wniosku z rachunkiem prawdopodobieństwa, zdającego się być konkluzją, niestety nie rozumiem.

    pozdrawiam.

  8. Pingback: Czy specjacja jest mechanizmem powstawania nowych gatunków? | BioSławek

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s