Drzewo ewolucyjne ścięte!

Panie i Panowie, to już oficjalne: wielkie uniwersalne drzewo filogenetyczne, drzewo definiujące pokrewieństwa wszystkich organizmów, idzie na podpałkę. Zwaliło się łamane sprzecznościami i niekonsekwencjami, ścięte bezwzględną piłą negatywnej argumentacji. I pomyśleć, że wmawiano nam, że jego istnienie jest dowiedzione równie dobrze, jak teoria grawitacji. Ogłoszenia tej nowiny podjął się „New Scientist”.

fg

Trzeba przyznać, że redaktorzy New Scientist wycięli wielkie uniwersalne drzewo filogenetyczne z rozmachem – okładka krzyczy wielkimi literami na tle tegoż drzewa: „Darwin się mylił”. [1] Ostro, zważywszy na początek hucznie przez darwinistów celebrowanego Roku Darwina. Ton New Scientist szybko podchwyciły inne media. [2]

„Koncept drzewa filogenetycznego był absolutnie centralny w myśleniu Darwina, równie ważny jak dobór naturalny” – stwierdza New Scientist, cytując Forda Doolittle z kanadyjskiego Dalhousie University. Bez tego drzewa teoria ewolucji nigdy by nie powstała. Darwin skutecznie argumentował, że drzewo filogenetyczne jest faktem przyrodniczym, dla wszystkich jasnym do zauważenia, choć wymagającym wyjaśnienia. Wyjaśnienie, które on zaproponował to ewolucja poprzez dobór naturalny.

Od czasu Darwina drzewo filogenetyczne było podstawową zasadą rozumienia historii życia na Ziemi. Zgodnie z tą wizją, najpierw pojawił się ostatni uniwersalny przodek (LUCA) wszystkich żywych form, i to z niego wyrósł pień drzewa filogenetycznego. Z tego pnia zaczęły z kolei kiełkować kolejne głęzie, by ostatecznie utworzyć wielkie rozgałęzione drzewo. Każda gałązka reprezentowała osobny gatunek. Punkt rozgałęzienia się to miejsce, gdzie z jednego gatunku wyewoluowały dwa. Większość gałęzi ostatecznie wyginęła, kiedy organizmy przez nie reprezentowane wymarły, ale niektóre przetrwały do dziś – to te najwyżej sięgające gałęzie na drzewie filogenetycznym.

Przez ostatnie 150 lat – ciągnie dalej New Scientist – biologia ewolucyjna była przekonana, że jej głównym zajęciem było uzupełnianie drzewa filogenetycznego kolejnymi szczegółami. „Przez długi okres czasu świętym Graalem była budowa drzewa filogenetycznego” – stwierdził Eric Bapteste, biolog ewolucyjny z Uniwersytetu Pierre i Marie Curie w Paryżu. „Kilka lat temu wyglądało na to, że święty Graal był tuż, tuż, w zasięgu ręki. Jednak dziś cały ten projekt legł w gruzach, roztrzaskany w drzazgi przez potężne negatywne świadectwo. Obecnie wielu biologów argumentuje, że cały koncept drzewa filogenetycznego to starzyzna, po której trzeba posprzątać”. Bapteste lekko dodaje: „Nie mamy żadnych dowodów, że całe to drzewo filogenetyczne istnieje”.

Że co!? To jeszcze nie tak dawno każdy, kto ośmielił się zakwestionować prawdziwość ewolucji i w konsekwencji drzewa filognetycznego był co najwyżej „głupi, niedouczony lub złośliwy”, jak to sentencjonalnie ujął Rysio Dawkins, a teraz Bapteste lekko stwierdza, że nie ma żadnych dowodów, że to drzewo w ogóle istnieje?

Istotnie, jak dodaje New Scientist to twierdzenie to po prostu „szrapnel”. Szrapnel, który ugodził niektórych tak mocno, że twierdzą oni: „nasze fundamentalne rozumienie biologii musi ulec zmianie”.

Co się jednak stało na przestrzeni ostatnich kilku lat, co doprowadziło do wybuchy tej bomby?

Krótka odpowiedź to DNA, a dokładniej analizy porównawcze sekwencji DNA, RNA i białkowych różnych organizmów. Od momentu odkrycia w latach 50. ubiegłego stulecia molekularnej struktury DNA stało się możliwe odczytywanie jego sekwencji (i innych biomolekuł, jak RNA i białek). Zmaterializowało się więc marzenie pionierów molekularnej filogenezy, marzenie, które miało przynieść potężne pozytywne świadectwo, potwierdzające istnienie drzewa filogenetycznego: możliwość porównywania sekwencji różnych organizmów. Zasadnicza idea jest prosta: im dwa gatunki są bardziej spokrewnione (tj. później rozdzieliły się od wspólnego przodka na drzewie filogenetycznym), tym ich DNA, RNA i białka powinny być bardziej podobne.

I to był początek końca darwinowskiego drzewa życia. Zestawianie sekwencji przyniosło trzy istotne obserwacje.

1. Modularność organizmów. Podobieństwa wśród organizmów nie formują rozgałęziającego się wzorca – jak by to sugerowało darwinowskie wspólne pochodzenie z modyfikacjami. Przeciwnie, na podobieństwo wytworów naszej technologii wzorzec podobieństw i różnic pojawia się w złożonym mozaikowym lub modularnym wzorcu. Porównując różne moduły można rysować radykalnie różne schematy pokrewieństw w zależności od tego, jakie sekwencje są analizowane. Im więcej i więcej sekwencji było dotępnych do badania, tym mniej i mniej wzorzec ich podobieństw przypominał drzewo.

Zaczęło się dobrze – konstatuje New Scientist – pierwsze sekwencjonowane molekuły były to RNA znajdowane w rybosomach – molekularnych fabrykach produkujących białka na podstawie matrycy pobranej z DNA. W latach 70. ubiegłego wieku poprzez zestawianie sekwencji różnych roślin, zwierząt i mikroorganizmów biologowie molekularni zaczęli rysować uniwersalne drzewo filogenetyczne. Pierwszym zaskakującym wynikiem tych badań było odkrycie nowej wielkiej gałęzi na tym drzewie – archeontów, o których poprzednio sądzono, że są bakteriami.

W połowie lat 80. Wśród biologów panował wielki optymizm, że techniki molekularne już wkrótce objawią uniwersalne drzewo filogenetyczne w całej jego chwale. Jak na ironię, stało się dokładnie przeciwnie.

Problemy zaczęły się na początku lat 90. ubiegłego wieku, kiedy stało się możliwe zestawianie genów archeontów i bakterii, a nie tylko samego RNA. Oczekiwano, że porównania DNA potwierdzą drzewa filogenetyczne oparte o RNA i w niektórych przypadkach to nastąpiło, ale w wielu – bardzo kluczowych – nie. Przykładowo RNA sugerowało, że gatunek A był bardziej spokrewniony z gatunkiem B niż z C, ale podobieństwo oparte na DNA mówiło coś dokładnie przeciwnego. W miarę im więcej i więcej molekularnych sekwencji było dostępnych do porównawczych analiz, tym więcej i więcej pojawiało się sprzeczności pomiędzy molekularnymi filogenezami. Więcej o tych sprzecznościach pisałem w części pierwszej i drugiej.

2. Poziomy transfer genów. Darwin zakładał li tylko „pionowe” dziedziczenie z modyfikacjami, w którym organizmy przekazują swoje cechy potomstwu. Co jednak, jeśli organizmy rutynowo wymieniają się materiałem genetycznym z innymi gatunkami? „Jeśli tak – stwierdza New Scientist – to ładny rozgałęziający się wzorzec szybko degeneruje się w niepenetrowalny busz relacji, gdzie gatunki są pod pewnymi względami spokrewnione, ale pod innymi niekoniecznie”.

A wiemy teraz, że jest to dokładnie, co się zdaża. Im więcej genów było dostępnych do porównań, tym jasnym się stawało, że wzorzec pokrewieństw może być wyjaśniony tylko jeśli bakterie i archeonty wymieniały się materiałem genetycznym z innymi gatunkami, uwaga, często taksonomicznie bardzo odległymi.

Początkowo zakładano, że poziomy transfer jest tylko pomniejszym graczem, umożliwiającym transfer niektórych specjalnych funkcji, w rodzaju oporności na antybiotyki, a zasadnicze biologiczne funkcje, takie jak replikacja DNA i synteza białek były wciąż przekazywane tylko „pionowo”, poprzez dziedziczenie z modyfikacjami. Zawężano także to zjawisko do mikroorganizmów. To spojrzenie było jednak błędne. „Istnieje powszechna wymiana genetycznej informacji pomiędzy różnymi grupami” – stwierdził Michael Rose, biolog ewolucyjny z University of California.

Świadomość, na jaką skalę ma miejsce horyzontalny transfer genów zmasakrowała uniwersalne drzewo filogenetyczne. New Scientist cytuje Doolittle, który w 1999 r. w Science stwierdził, że „historia życia nie może być właściwie reprezentowana jako drzewo”. W zeszłym roku Tal Dagan i William Martin z Uniwersytetu Heinrich Heine w Düsseldorfie przeegzaminowali ponad pół miliona genów pobranych z 181 prokariotów i stwierdzili, że ponad 80% z nich nosi oznaki hotyzontalnego transferu. Świetnie. Jeśli 80% genów prokariotów powstało w wyniku rearanżacji istniejących genów poprzez wymianę z innymi gatunkami, znaczy to, że darwinizm i jego „dziedziczenie z modyfikacjami” jest w 80% fałszywy. A jeszcze nie tak dawno był dowiedzony równie dobrze, jak teoria grawitacji.

Co gorsza, horyzontalny transfer genów okazuje się być rozpowszechniony także wśród “wyższych” organizmów, jak zwierzęta. New Scientist przytacza wyniki zeszłorocznych badań zespołu z University of Texas, który znalazł dziwaczny fragment DNA w genomach ośmiu zwierząt: myszy, szczura, galago, szczura wędrownego, kretojeża, dydelfa, jaszczurki anolis i afrykańskiej żabie szponiastej, ale nie w genomach 25 innych, jak ludzie, słonie, kurczaki i ryby. Ta mozaikowa dystrybucja świadczy – zdaniem badaczy – że sekwencja ta musiała zostać adaptowana do genomu każdego gatunku niezależnie, poprzez horyzontalny transfer.

Inne przypadki poziomego transferu genów wśród wielokomórkowców nadchodzą szybko i w obfitości: udokumentowane zostały wśród owadów, ryb i roślin, a kilka lat temu fragment DNA węża został znaleziony w genomie krowy. A my sami? Proszę bardzo: niektórzy oceniają, że od 40 do 50% ludzkiego genomu pochodzi w wyniku horyzontalnego transferu genów. To samo jest najpewniej prawdziwe dla genomów innych dużych zwierząt.

A to oznacza dwie rzeczy. Raz, że – w wielkim stopniu – nie stworzyła nas standardowa darwinistyczna ewolucja, tylko rearanżacje już istniejących genów transferowanych od innych gatunków i inkorporowanych w nasz genom. Dwa, horyzontalny transfer genów na taką skalę wśród zwierząt bez reszty wycina ich ewolucyjne filogenezy, podobnie, jak to uczynił wśród mikroorganizmów. Lub, jeśli wolisz za New Scientist „degeneruje te filogenezy w niepenetrowawalny busz”.

3. Endosymbioza. Sądzi się, że podczas wczesnej ewolucji eukariotów pochłonęły one dwa rodzaje wolno żyjących prokariotów – jeden dał początek mitochondriom, drugi był prekursorem chloroplastów, gdzie zachodzi fotosynteza. Te „endosymbionty” przeniosły następnie duże części swoich genomów dp genomu gospodarza, tworząc w ten sposób hybrydowy genom. Jakby tego było mało, darwiniści sądzą, że niektóre wczesne eukarioty wchłaniały się wzajemnie, łącząc swoje genomy i tworząc kolejny poziom horyzontalnej wymiany genów.

To ostatecznie dobiło uniwersalne filogenetyczne drzewo. Z tak płynną siecią poziomego przepływu genetycznej informacji wśród różnych taksonów, rysowanie ewolucyjnego drzewa na podstawie porównywania sekwencji molekularnych nie ma sensu. Rose określił to jasno: „Filogenetyczne drzewo zostało grzecznie pochowane – wszyscy to wiemy”. Wszyscy wiemy, że z analizy danych nie wyłania się żaden spójny obraz ewolucyjnego drzewa pokrewieństw. Z pewną taką nieśmiałością zauważamy, że to dokładnie to, co przewiduje kreacjonizm.

Wśród kreacjonistów strzelają więc korki od szampana, wśród darwinistów nastroje nieco bardziej zróżnicowane. Niektórzy wciąż wierzgają, nie chcąc porzucić dawnej koncepcji drzewa. Inni snują wielką pajęczą sieć, mającą wypełnić lukę po właśnie ściętym drzewie. „Jeśli nie ma drzewa filogenetycznego, co to znaczy dla biologii ewolucyjnej?” – pyta Bapteste. „Na początku jest to przerażające […] ale w ostatnich kilku latach ludzie zaczęli uwalniać się z ograniczeń myślenia”. To, że darwiniści mocno potrzebują uwolnić się z „ograniczeń myślenia” to my wiemy aż za dobrze.

„Spokojnie – studzi nastroje Doolittle – rozumiemy ewolucję całkiem nieźle, ona jest po prostu znacznie bardziej złożona, niż wyobrażał to sobie Darwin. Drzewo nie jest jedynym wzorcem”.

Inni z kolei nie widzą powodów do relaksu. Ścięcie wielkiego drzewa życia rozumieją oni jako początek czegoś całkiem nowego. „To część rewolucyjnej zmiany w biologii” – mówi Dupré. “Nasz standardowy ewolucyjny model jest pod olbrzymią presją. Z pewnością będziemy rozumieć ewolucję bardziej jako łączenie i współpracę niż zmiany w izolowanych liniach rodowych”.

Rose idzie jeszcze dalej: “Co jest mniej akceptowane to fakt, że nasze fundamentalne rozumienie biologii musi ulec zmianie. Biologia jest nieporównywalnie bardziej złożona niż dotychczas sądziliśmy i zderzenie z tą złożonością będzie tak samo przerażające, jak koncepcyjny wstrząs, jaki przeżyli fizycy na początku XX wieku”.

Tak więc, zdaniem niektórych, rozumienie biologii musi ulec fundamentalnej zmianie. Być może zmiana ta powinna wynikać ze zrozumienia biosfery, jako systemu zaprojektowanego. W międzyczasie jednak, wznieśmy toast za zaskakujący, ale jakże udany początek Roku Darwina: oficjalne przyznanie, że kolejne, jedno z zasadniczych przewidywań darwinizmu, przewidywanie wynikające z samego rdzenia tej teorii zostało sfalsyfikowane.

Michał Ostrowski

Przypisy:

1. Lewton, G. (2009) Why Darwin was wrong about the tree of life. New Scientist, vol. 2692, 21 January 2009, s. 34-39.

2. Sample, I. (2009) Evolution: Charles Darwin was wrong about the tree of life. The Guardian. News – Science, 21 January 2009; Charles Darwin’s tree of life is ‚wrong and misleading’, claim scientists. (2009) The Telegraph. Science and Technology, 22 January 2009.

Zródło: http://creationism.org.pl/drzewo_ewolucyjne_sciete


9 responses to “Drzewo ewolucyjne ścięte!

  1. Filogenetyka molekularna to próba rekonstrukcji przebiegu ewolucji na podstawie porównywania genów uznanych za homologiczne, tzw. ortologów. Są to geny, które zdaniem ewolucjonistów różne organizmy odziedziczyły po ewolucyjnym wspólnym przodku. Uczeni, biologowie ewolucyjni, spodziewali się, że dane uzyskane z porównań molekularnych potwierdzą wcześniejsze przewidywania anatomów porównawczych (kladystów). Niestety wyniki badań molekularnych okazały się stać w mocnej sprzeczności z ustaleniami anatomów. Jednakże biologowie ewolucyjni są mocno przekonani, że to właśnie dane molekularne są najbardziej wiarogodne (choć nie wszyscy) i gotowi byli raczej wyrwać z korzeniami powszechnie uznane drzewo filogenetyczne niż zakwestionować dane uzyskane drogą porównań molekularnych. Jakiś czas temu w Świecie Nauki ukazało się doniesienie pokazujące, jaką rewolucję dane molekularne wprowadziły do systematyki ptaków. Zacytujmy ten artykulik:

    „(Swiat Nauki 2008,NR;8,STR;20) Według badań genetycznych wyprowadzono wniosek, iż najbliższymi krewnymi wróblowatych są papugi, te mają najbliżej do sokołów. Jak sugeruje artykuł rozpada się rząd szponiastych, ponieważ jastrzębie orły i sępy, sowy i czepigi są krewnymi dudków, żołn, zimorodków, dzięciołów, miodowodów i dzioborożców. Lelkom bliskie są rzekomo jeżyki i kolibry. Flamingi nie będą zaliczane razem z bocianami, czaplami i ibisami do brodzących i stworzą osobną grupę z perkozami, które „rozwiedziono” właśnie z nurami. Do tej grupy dołączą ponadto wężówki, kormorany, głuptaki, pelikany. Pelikany uplasowały się w jednej podgrupie z albatrosami i w tym momencie nazwa brodzące traci sens. U żurawiowatych pozostaną żurawie ,łyski i dropie i dołączą kukułki (!). Madagaskarniki dołączą do gołębi, słonecznica do lelków,a dropiopodobne karami w okolice sokołów….”

    Żeby uzmysłowić niektórym, jakie konsekwencje dla hipotezy ewolucyjnej wywołały te przetasowania oparte o dane molekularne, powołam się na choćby jeden przykład. Jak wynika z zacytowanego tekstu sokoły są bardziej spokrewnione ewolucyjnie z wróblowatymi niż z jastrzębiami. Wcześniej uczeni byli przekonani, że to właśnie jastrzębie są bliższe sokołom, ponieważ do takiego wniosku prowadziły dane anatomów porównawczych!

    g

    Powyżej kilka czaszek ptaków z rzędu wróblowatych

    f

    Wróblowatwe

    jh

    Powyżej czaszki orła, sokoła i jastrzębia. Przypominam, że według interpretacji danych uzyskanych na drodze metod, jakimi się posługuje filogenetyka molekularna (poprzez badanie i porównywanie analogicznych sekwencji) sokoły są bliższymi ewolucyjnymi krewniakami wróbli niż orłów i jastrzębi!

    f

    Sokół

    g

    Jastrząb

    f

    Orzeł

    Znany ewolucjonista Teodozjusz Dobrzański w swojej książce Genetics and the Origin of Species napisał kiedyś o braku ciągłości ewolucyjnej pośród organizmów tworzących współczesną biosferę:

    ” Różnorodność organiczna jest dającym się zaobserwować faktem, mniej lub bardziej znanym każdemu. Postrzegamy ją jako coś niezależnego od nas, zjawisko poddane naszemu doświadczeniu, ale niezależne od działania naszego umysłu. Bliższe zapoznanie się z światem ożywionym ujawnia inny fakt, niemal równie uderzający jak sama różnorodność. Jest to nieciągłość zmienności organicznej.

    Jeśli zgromadzimy tyle osobników, żyjących w danym czasie, ile potrafimy, zauważymy natychmiast, że obserwowane zmienności nie tworzą jednego rozkładu prawdopodobieństwa ani żadnego innego ciągłego rozkładu. Zamiast tego znajdujemy mnóstwo oddzielnych, nieciągłych rozkładów. Innymi słowy, żywy świat nie jest jednym szeregiem osobników, w którym każde dwie odmiany są połączone nieprzerwaną serią form pośrednich, szeregiem mniej lub bardziej wyraźnie odrębnych szeregów, z nieobecnością form pośrednich lub przynajmniej rzadkim ich występowaniu. Każdy szereg jest grupą osobników, posiadających zazwyczaj jakieś wspólne cechy i grawitujących ku określonemu punktowi modalnemu w swojej zmienności(…)Tworzenie się nieciągłych grup jest do tego stopnia niemal uniwersalne, że musi być uważane za podstawową cechę różnorodności organicznej. Właściwe rozwiązanie problemu różnorodności organicznej musi więc obejmować najpierw opis stopnia, natury i pochodzenia różnic między żywymi istotami, a po drugie, analizę natury i pochodzenia nieciągłych grup, na jakie podzielony jest świat żyjący(…)To co zostało powiedziane o gatunkach Felis domestica i Felis leo dotyczy także niezliczonych par gatunków, rodzajów i innych grup.Nieciągłe grupy spotyka się wśród zwierząt i roślin, strukturalnie prostych i u niezmiernie złożonych.”

    v

    Teodozjusz Dobrzański

    Po przeczytaniu słów Dobrzańskiego warto się zastanowić, jak dzisiaj ma wyglądać ta „ewolucyjna ciągłość” skoro się okazało, że bardzo podobne anatomicznie organizmy są od siebie tak różne genetycznie. Jaką mamy teraz gwarancję, że podobne morfologicznie zwierzęta z dawnych czasów są spokrewnione z innymi podobnymi morfologicznie stworzeniami, które żyły w przeszłości i żyją dzisiaj? Jakie mamy dowody na to, że niektóre ptasiopodobne teropody dały początek ptakom właściwym? Jakie mamy dowody na to, że współczesne walenie wywodzą się z waleni wodno- lądowych, jakie żyły w eocenie? Przecież nawet patrząc ewolucyjnie zawsze można postulować w tych przypadkach konwergencję zamiast filogenezę. Bo skoro (a to tylko jeden z tysięcy przykładów!) sokół okazał się być bardziej genetycznie podobny do wróbli niż jastrzębi i orłów, to jaką mamy gwarancję, że jakiekolwiek teropody miały coś wspólnego z pochodzeniem ptaków natomiast prawalenie z filogenezą współczesnych waleni?” Jakie w ogóle mamy teraz dowody na to, że podobieństwo dowodzi ewolucyjnego pokrewieństwa? Oczywiście obraz jest najbardziej spójny, gdy się patrzy z punktu widzenia inteligentnego projektu. Dane kopalne są bardzo zgodne z wynikami prac nad biologią komórki, które głośno (jak kambryjskie skały!) wołają „ZAPROJEKTOWANE”!

    Biologowie ewolucyjni żywili wielką nadzieję na to, że filogenetyka molekularna potwierdzi wcześniejsze ustalenia anatomów porównawczych, ale dane jakie uzyskali biologowie molekularni, zamiast przewidywanego porządku i harmonii, wprowadziły do tego całego obrazu ewolucji jeszcze więcej zamieszania. A z uwagi na fakt, że wcześniejsze ustalenia anatomów porównawczych były i są bezskamieniałościowe, ponieważ nieciągłość, o której pisał zacytowany Teodozjusz Dobrzański dotyczy również zapisu kopalnego, a tam szukano ewolucyjnych przodków morfologicznie podobnych organizmów wymarłych i żywych (form przejściowych), obraz maluje się jeszcze tragiczniej dla hipotezy ewolucyjnej.
    Oczywiście ewolucjoniści wszystko bagatelizują, a nawet znaleźli się pośród nich tacy, którzy twierdzą, że potwierdziły się tylko niektóre przewidywania. Inni śmią twierdzić,że filogenetyka molekularna tylko uszczegółowiła i poukładała dotychczasową wiedzę. Nic bardziej błędnego, ponieważ jeżeli w wyniku wieloletnich starań anatomów porównawczych rysowała się choćby naciągana karykatura ewolucji (w odczuciu zagorzałych ewolucjonistów), to dane molekularne zamieniły wszystko w stertę bezużytecznych puzzli, których poszczególne elementy nie chcą do niczego pasować.

  2. Ciekawe doniesienie:

    http://odkrywcy.pl/kat,111396,title,Mezczyzna-jest-blizszy-szympansowi-niz-kobiecie,wid,12776465,wiadomosc.html

    ‚O tym, że mężczyźni i kobiety bardzo się od siebie różnią wiadomo nie od dziś. Nie bez przyczyny powstały teorie typu „Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus.” Jednak odkąd do naszych narzędzi poznawczych dołączyła analiza genetyczna, możemy przyjrzeć się tym różnicom z bliska.

    xfc

    Projekt Genomu Ludzkiego (ang.:Human Genome Project) był niezwykle kosztowny jednak jego owoc każdego dnia przynosi kolejne korzyści. Analiza genomu człowieka daje odpowiedzi na mnóstwo pytań, ponieważ wyjaśnienie przebiegu procesów biochemicznych tłumaczy podłoże chorób. Wśród rozlicznych zastosowań pełnego genomu człowieka jest także analiza ewolucyjna. Porównanie układu genów, poszczególnych zasad azotowych w nici DNA, umożliwia nie tylko stwierdzenie pokrewieństwa pomiędzy członkami rodziny, ale także z innymi organizmami, takimi jak małpy. Prześledzenie zmian genetycznych różnych gatunków goryli, szympansów, makaków itp. pozwala na ustalenie szlaku, jakim toczyła się ewolucja. Teoretycznie ludzie żyjący współcześnie nie różnią się między sobą o więcej niż 0,1%. Jednak gdy naukowcy przyjrzeli się ludzkim genomom dokładniej stwierdzono, że na poziomie molekularnym pomiędzy płciami widoczne są pewne odstępstwa. Kobiety i mężczyźni różnią się 78 genami, leżącymi na męskim chromosomie Y. Żadne z tych genów nie występują w genomie kobiety. Ponadto blisko 300 innych genów ulega w organizmie kobiety odmiennej regulacji niż u mężczyzn.

    Na każdy geny składa się pewna liczba budujących go zasad azotowych. Analizując każdy gen, cegiełka po cegiełce, uczeni zauważyli, że poziom identyczności między kobietą a mężczyzną wynosi zaledwie 98,4% !

    Fakt ten jest bardzo interesujący ponieważ człowiek i szympans posiadają 98,7% wspólnych genów. Oznacza to, że różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną są mniej więcej takie same jak pomiędzy człowiekiem a szympansem! Poniekąd tłumaczyłoby to dlaczego w tak wielu sprawach mamy odmienne zdanie, różne temperamenty i podejście do życia…
    Jednak badacze nie dają się zwieść statystykom. W obrębie każdego z 30 tys. genów może dochodzić do pewnych drobnych modyfikacji nukleotydów, które mogą nie mieć wpływu na jego działanie. Skupiając się tylko genach, bez względu na ich szczegółową budowę, różnice nieco się zacierają, a kobiety i mężczyzn łączy 99,7% materiału genetycznego.

    Jak się okazuje, odmienność genetyczna pomiędzy płciami to nie jedyne zaskoczenie. Naukowcy zaobserwowali, że same kobiety miedzy sobą potrafią różnić się równie mocno co kobiety i mężczyźni. Jest to związane z dużą ilością genów „uruchamianych” warunkowo. U niektórych kobiet są one uśpione a u innych aktywne.

    Stwierdzenie odmienności genetycznej pomiędzy płciami nie ma na celu potwierdzenia czy obalenia mitu o pochodzeniu mężczyzn i kobiet z różnych planet. Tłumaczy to dlaczego w wielu kwestiach się spieramy, ale przede wszystkim wiedza ta pozwoli lekarzom dostosować leczenie wielu chorób, m.in. nowotworów, które u kobiet i mężczyzn mogą mieć inne podłoże i przebieg.’

  3. Źródło:
    http://creationism.org.pl/nie_calkiem_szympans

    98 procent szympansa? Zapomnij o tym

    c

    Od 1964 do 2004 r. darwiniści wszem i wobec obwieszczali zaskoczonej reszcie ludzkości, że pod względem genetycznym ludzie i małpy są prawie identyczni. Mit 98,5-procentowego podobieństwa pomiędzy szympanasami a ludźmi robił tak mocne wrażenie, że wielu darwinistów zaczęło twierdzić, że ludzie to po prostu inny gatunek szympansa. A już twierdzenie, że ludzie mają jakikolwiek specjalny status w świecie przyrody, było dla nich ciężką herezją. Było już tak miło z umałpianiem człowieka, a tu taki nieprzyjemny zgrzyt. W 2005 badacze opublikowali pierwszy – szkicowy jeszcze – pełny odczyt szympansiego genomu. Precyzyjne zestawienie ludzkiego genomu z szympansim pokazuje, że 98,5-procentowe podobieństwo skurczyło się do… mniej niż 70 procent.

    Od 1964 do 2004 r. darwiniści wszem i wobec obwieszczali zaskoczonej reszcie ludzkości, że pod względem genetycznym ludzie i małpy są prawie identyczni. Mit 98,5-procentowego podobieństwa pomiędzy szympanasami a ludźmi robił tak mocne wrażenie, że wielu darwinistów zaczęło twierdzić, że ludzie to po prostu inny gatunek szympansa. Argumentowali oni, że wyniki te po raz kolejny podważają wizję jakiegokolwiek specjalnego statusu człowieka w świecie przyrody.

    Mniejsza grupa naukowców akceptowała inne spojrzenie. Argumentowali oni, że istnieją olbrzymie różnice pomiędzy człowiekiem a szympansem w sposobie zachowania się, kulturze, języku, intelekcie i moralnych zdolnościach. Jeśli więc dzielimy z szympansami prawie identyczny genom, znaczy to po prostu, że sekwencje DNA są kiepskim miejscem ma szukanie odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że ludzie są tak różni od małp. W tym ujęciu 98,5% podobieństwa nie podważa bynajmniej wyjątkowości człowieka, podważa za to dla odmiany znaczenie genetyki w określaniu przyczyn, dlaczego w tak wielu aspektach różnimy się od zwierząt.

    Na szczęście (i dla statusu genetyki i dla człowieka) wiemy obecnie, że liczba 98,5% genetycznego podobieństwa pomiędzy człowiekiem a szympansem to pomyłka. W 2005 badacze opublikowali pierwszy – szkicowy jeszcze – pełny odczyt szympansiego genomu. Jego precyzyjne zestawienie z ludzkim pokazało nieporównywalnie większe różnice, niż się spodziewano. [1]

    Aby porównać te dwa genomy, najpierw należy zestawić te części każdego genomu, które są podobne. Po tej analizie okazało się, że tylko 2400 z 3164,7 milionów nukleotydów ludzkiego genomu ma swoje odpowiedniki w szympansim, co daje 76% podobieństwa. Niektórzy darwiniści argumentowali wszakże, że pozostałe 24% ludzkiego genomu nie pasuje do szympansiego z tego prostego powodu, że jest to bezużyteczne „śmieciowe DNA”. Wiemy jednak teraz, że ta część genomu zawiera ponad 600 genów kodujących oraz kod konieczny dla funkcjonalnych cząstek RNA.

    Ale to dopiero początek. Przyglądając się dokładnie częsci ludzkiego genomu podobnego do szympansiego – 76% – szybko się okazuje, że aby zmierzyć dokładny stopień podobieństwa, należy wprowadzać sztuczne luki w ludzkim lub szympansich sekwencjach DNA. Te luki dodają kolejne 3% różnicy, co sprawia, że ogólne podobieństwo pomiędzy dwoma genomami wynosi teraz 73%.

    W porządne zestawionych sekwencjach znajdziemy następnie kolejną różnicę, gdzie pojedynczy nukleotyd („litera” w genomie) różni się pomiędzy ludzką a małpią sekwencją. To daje kolejne 1.23% różnicy, co sprawia, że ogólne podobieństwo wynosi teraz mniej niż 72%.

    Okazuje się również, że istnieją fragmenty, gdzie dwie nici ludzkiego genomu wiążą się tylko z jedną szympansiego lub odwrotnie. Ta „zmienność ilości kopii” skutkuje kolejną 2,7% różnicą pomiędzy dwoma gatunkami. A zatem całościowe genetyczne podobieństwo pomiędzy człowiekiem a szympansem spada poniżej 70%.

    Zaskoczony? A wszystkie te wyliczenia nie biorą pod uwagi systemu regulacji genomu, który w miarę kolejnych odkryć okazuje się kluczowy, choć jeszcze bardzo słabo poznany, w determinowaniu swoistości gatunków. To właśnie ten regulatorowy system (lub złożone interakcje kilku systemów) sprawiają, że na bazie wspólnej dla wszystkich gatunków genetycznej platformy powstają bardzo zróżnicowane fenotypy.

    Skąd w takim razie wzięła się idea 98-procentowego podobieństwa pomiędzy ludźmi a szympansami? W 1984 r. Charles Sibley i Jon Ahlquist przeprowadzili eksperyment hybrydyzacji DNA, gdzie DNA obydwu gatunków było podgrzewane w celu rozerwania podwójnej helisy, po czym indywidualne nici DNA ludzkiego i szympansiego były mieszane, co pozwalało na rekombinację między nimi. [2] Ludzkie DNA łączyło się z szympansim i vice versa. Stopień podobieństwa rekombinowanego małpio-ludzkiego DNA był następnie mierzony poprzez kolejne jego podgrzewanie i sprawdzanie w jakiej temperaturze połączone nici ulegną ponownemu podziałowi. Tak więc, na czysto termodynamicznym gruncie, Sibley i Ahlquist stwierdzili 1,63% różnicy pomiędzy dwoma gatunkami, a zatem 98.4% identyczności.

    Ale nawet wtedy sprawa nie była taka prosta. W latach gdy Sibley i Ahlquist przeprowadzali hybrydyzację DNA-DNA, naukowcy wierzyli, że genom szympansa jest około 10% dłuższy od ludzkiego. [3] A zatem gdy zestawia się genom ludzki z szympansim, 10% tego drugiego nie miałoby odpowiednika w ludzkim. Patrząc z tego punktu widzenia, początkowe doniesienia o podobieństwie obydwu genomów powinny dodawać owe 10% różnicy, czego z jakichś tajemniczych powodów nie robiły, a „w świat” poszedł news o „nagiej małpie”, czyli nowoczesnej nazwie dla człowieka.

    Różnice w długości genomów obydwu gatunków prawie zniknęły. Obecne oszacowania dla długości ludzkiego i szympansiego genomu są znacznie bliższe sobie i podają około 3,1 miliarda nukleotydów dla genomu szympansa i około 3,2 miliarda nukleotydów dla ludzkiego. [4]

    Jeśli ludzie i szympansy wyglądają podobnie (choć, jak z powyższego widać, coraz mniej) na gruncie genetyki, to jak sprawa wygląda na gruncie morfologii? Rozważ następujące różnice:

    1. Stopy szympansa są chwytne, tj. mogą łapać i podnosić to, co ich dłonie. Zupełnie inaczej wygląda to u ludzi.

    2. Ludzie mają podbródek i wystający nos, podczas gdy małpy – nie.

    3. Kobiety doświadczają mentruacji; żadne inne naczelne nie (jedynym znanym wyjątkiem wśród ssaków doświadczającym podobnego zjawiska są samice grindwala (Globicephala melaena).

    4. Ludzie są jedynymi naczelnymi, gdzie piersi kobiet są widoczne poza okresem karmienia nimi.

    5. Ludzie posiadają podskórną warstwę tłuszczu, podobnie jak morskie i wodne ssaki, jak walenie i hipopotamy, żadne inne małpy – nie.

    6. Samce u małp posiadają w penisie kość zwaną baculum (dłogości około 10 milimetrów), ludzie nie mają niczego takiego.

    7. Ludzie są w większości praworęczni; małpy nie wykazują ręcznych preferencji.

    8. Ludzie mają zdolnośc pocenia się; małpy – nie.

    9. Ludzie potrafią świadomie wstrzymywać oddech; małpy – nie.

    10. Ludzie są jedynymi wśród naczelnych ze zdolnością do płaczu. [5]

    To tylko garść bardziej oczywistych fizjologicznych różnic pomiędzy ludźmi a szympansami. Kluczowe jednak różnice leżą oczywiście w intelektualnych, lingwistycznych i moralnych zdolnościach ludzi.
    Michał Ostrowski

    —————————————————

    Przypisy:
    1. Richard Buggs, (2008) Chimpanzee? Online: Reformatorisch Dagblad.
    2. Charles G. Sibley and Jon E. Ahlquist, (1987) „DNA Hybridization Evidence of Hominid Phylogeny: Results from an Expanded Data Set”, Journal of Molecular Evolution vol. 26, s. 99-121.
    3. C. Pellicciari, D. Formenti, C.A. Redi, and M.G. Manfredi Roamanini, (1982) „DNA Content Variability in Primates”, Journal of Human Evolution vol. 11, s. 131-141.
    4. Eugene Russo, (2003)Chimp genome released Online: Genome Biology.
    5. William A. Dembski and Jonathan Wells, (2008) The Design of Life. Discovering Signs of Intelligence in Biological Systems. The Fundation for Thought and Ethics, Dallas, s. 8.
    Akcje Dokumentu

  4. Niniejszy post stanowi ciekawą syntezę twórczości mojego dobrego znajomego Andrzeja Gduli i mojej. Dotyczy ona ciekawego tematu związanego z tzw. pseudogenami i genami długo nieaktywnymi, a następnie uaktywnionymi. Często się zdarza, że prymitywny paradygmat neodarwinowski adoptuje i dopasowuje różne obserwacje do swoich fantazji. Następnie powołuje się na takie motywy, jak na fakty potwierdzające założenia neodarwinizmu. Wprowadzeni w błąd laicy często nie zdają sobie sprawy, że istnieją lepsze, alternatywne wyjaśnienia i interpretacje takich zjawisk.
    Cytat:
    http://forum.dlapolski.pl/viewtopic.php?t=632&start=165&sid=ea6712170120c25f56b2d614beb22131#44999

    ANDRZEJ: Przede wszystkim, stworzenie tylu stabilnie współ koegzystujących na ziemi ze sobą kilku milionów gatunków wymagało przemyślanego projektowania systemowego. Stąd też pojawiające się na ziemi nowe gatunki nie mogły być stwarzane z niczego, w oderwaniu od całego ekosystemu. Nawet ze skrótowego zapisu biblijnego wynika, że Stwórca stwarzał nowe gatunki na ziemi systemowo całymi rodzajami jednocześnie. Przy czym kolejne etapy stwarzania musiały przebiegać zgodnie z koniecznym łańcuchem zależności pokarmowych, przy jednoczesnym zabezpieczeniu podstawowej niezmienności gatunków, możliwości przystosowań stworzonych gatunków do zmiennych warunków otoczenia oraz stworzenia człowiekowi możliwości krzyżowania podobnych gatunków w celu lepszego dostosowania tych krzyżówek do ludzkich potrzeb. A to wszystko wymagało zastosowania pewnych unifikacji genetycznych, które nie mogą dowodzić słuszności teorii filogenezy i antropogenezy.
    Zgodnie ze stosowanymi w literaturze definicjami Pseudogeny [wg Wikipedii hasła pseudogen] – to Sekwencje nukleotydowe genomów organizmów przypominające geny, lecz transkrypcyjnie nieaktywne, rozproszone, powtarzające się, niedziałające kopie genów, zawierająca błędy w obszarze kodującym. Co sprawia, że zawartej w nim informacji genetycznej nie można odczytać.
    Kolejną część nadmiarowego DNA stanowią liczne niefunkcjonalne kopie genów, tak zwane pseudogeny. Pseudogeny zazwyczaj nie mogą ulegać ekspresji albo ze względu na liczne delecje (ubytki fragmentów sekwencji kodującej), albo z powodu mutacji uniemożliwiających syntezę białka, lub też brak odcinków promotorowych bądź sekwencji regulatorowych. Liczba pseudogenów jest różna dla różnych genów (od 1 do 1000) i zazwyczaj zmienia się w zależności od gatunku – wyjątkowo wysoka jest u ssaków. Okazuje się zatem, że w genomach eukariotycznych sekwencja genu może występować nie tylko raz, lecz też może należeć do całej rodziny sekwencji powtórzonych. Członkami tej rodziny może być kilka funkcjonalnych genów, które są ze sobą blisko spokrewnione, ale ulegają ekspresji w różnych okresach rozwoju lub w różnych tkankach bądź komórkach, albo kilka pseudogenów, albo jednych i drugich. Bywa, że są one zebrane razem w jednym regionie genomu albo rozrzucone nawet po wielu różnych chromosomach.

    Mimo tego, że niektóre pseudogeny nie mają intronów lub promotorów (w przypadku gdy te pseudogeny są kopiowane z mRNA i włączone do chromosomu oraz nazywane jako przetwarzane pseudogeny), większość z nich ma pewne cechy podobne do genów. Są jednak niefunkcjonalne, ze względu na brak zdolności kodowania białka, wynikające z różnych genetycznych przyczyn. Lub niezdolności do kodowania RNA.
    Pseudogeny charakteryzuje połączenie homologii do znanego genu i nie funkcyjności. Oznacza to, że chociaż każdy pseudogen jest podobny do jakiegoś funkcjonalnego genu, to jednak nie jest w stanie wytworzyć funkcjonalnych produktów końcowych (są nonfunctionality). Pseudogeny są dość trudne do identyfikacji i opisu w genomach, bo dwa wymogi: homologii i nonfunctionality są tylko domniemane przez porównywanie i obliczenia sekwencji, a nie biologicznie udowodnianie.
    • Homologia ta wynika z identyczności sekwencji między sekwencjami DNA genu pseudogenu i rodziców. Polega na zestawieniu dwu sekwencji, i obliczeniu procentu identycznych par zasad . Wysoka identyczność sekwencji (zwykle od 40% do blisko 100%) oznacza, że jest wysoce prawdopodobne, że te dwie sekwencje nie różnią się od wspólnej sekwencji przodków (są homologiczne). I dlatego wg ewolucjonistów bardzo mało prawdopodobne jest, że te dwie sekwencje zostały niezależnie stworzonego.
    • Nonfunctionality może objawiać się na wiele sposobów. Normalnie gen musi przejść przez kilka etapów, począwszy od genetycznych sekwencji DNA do w pełni funkcjonalnego białka: transkrypcji, obróbki pre-mRNA, translacji i zwijanie białek. Takie są wszystkie wymagane elementy tego procesu. Jeśli którykolwiek z tych kroków nie powiedzie się, to sekwencja może być uznana za niefunkcjonalną.
    • Pseudogeny genów mRNA są często łatwiejsze do odkrycia. Ponieważ wiele genów mRNA występuje w wielu kopiach, pseudogeny są określane w identyczności sekwencji i lokalizacji w określonym regionie.
    Istnieją trzy główne rodzaje pseudogeny, wszystkie o odmiennych mechanizmach pochodzenia i cech charakterystycznych.
    • Nie przetworzone (lub kopiowane) pseudogeny, powstające w wyniku duplikacji odcinka DNA w procesie niewzajemnego crossing-over i uszkodzenia tej dodatkowej kopii. To znaczy, że kopia jakiegoś funkcjonalnego genu może powstać w wyniku duplikacji genu, a następnie nabyć mutacje , które powodują, że staje się on niefunkcjonalny. Duplikaty pseudogeny zwykle mają te same właściwości genów, w tym nienaruszone eksony, introny oraz struktury sekwencji i promotora. Utrata funkcji genu powielonego, zazwyczaj ma niewielki wpływ na organizm w jego przystosowaniach, ponieważ nienaruszona funkcjonalna kopia wciąż istnieje. Według niektórych modeli ewolucyjnych, wspólne powielane pseudogeny wskazują na pokrewieństwo ewolucyjne ludzi i innych naczelnych.
    • Przetworzone (lub retrotranspozony) pseudogeny.- tworzy się w wyniku integracji do chromosomu segmentu DNA powstałego podczas retrotranskrypcji cząsteczki mRNA [to znaczy na drodze retropozycji, czyli odwrotnej transkrypcji mRNA] danego genu i następnie integracji tego transkrypt do DNA genomu. W tym przypadku pseudogeny – Retropseudogeny nie posiadają sekwencji regulatorowych, nie posiadają promotora oraz intronów, na końcu 3’ towarzyszy im sekwencja poliA. U wyższych eukariontów, w szczególności ssaków, retrotransposition jest dość powszechne wydarzenie, które miało ogromny wpływ na skład genomu. Ponieważ 30% – 44% genomu człowieka składa się z powtarzalnych elementów, takich jak SINE i LINE W procesie retrotranspozycji, część mRNA transkryptu genu podlega spontanicznie odwrotnej transkrypcji, i zostaje z powrotem wstawione do chromosomalnego DNA.
    • Niepełnosprawne geny, pełne pseudogeny. Mogą powstać z przyczyn różnych mutacji genu, które mogą spowodować zaprzestanie transkrybowania genu, lub gen może stać się niefunkcjonalny – oczywiście w przypadku jeżeli tylko taka mutacja utrwali się w populacji. Zwykle takie włączenie genu jest mało prawdopodobne, aby rozprzestrzenił się w populacji. Ale różne mechanizmy ewolucji, takie jak dryf genetyczny, wąskie gardło populacji, lub w niektórych przypadkach, dobór naturalny, mogą prowadzić do utrwalenia się takich mutacji w całej populacji. Klasycznym przykładem takiego pełnego pseudogenu jest gen, w którym prawdopodobnie jest zakodowany enzymu L-gulono-γ-laktonu oksydazy (GLO) u naczelnych. Enzym ten u wszystkich ssaków oprócz naczelnych (z wyjątkiem świnek morskich i niektórych nietoperzy), jest pomocny w biosyntezie kwasu askorbinowego (witaminy C). Ale istniejący gen GLO jest wyłączony u ludzi i innych naczelnych.
    Pseudogeny mogą komplikować badania genetyczne….Ponieważ pseudogeny czasami uważane są jak geny w genomowych sekwencjach. A szczególnie przetworzone pseudogeny stanowią problem dla programów identyfikujących geny stąd też, często są mylnie identyfikowane jako prawdziwe geny lub eksony.

    Jak pisze Kamil Solarczyk w artykule Pseudogeny – śmieci czy funkcjonalne DNA ? http://bioinfo.mol.uj.edu.pl/articles/Solarczyk06
    Czym sobą pseudogeny ? ….Co więcej, coraz częściej okazuje się, że nie są one rzeczywiście wymarłe. …Ludzki genom składa się z ponad 3 mld par nukleotydów. Kodowaniu białek opowiada zaledwie 2% z nich, natomiast jedna trzecia to introny – sekwencje niekodujące. Większość naszego DNA stanowią zatem obszary między genami – ich funkcja w dużej mierze pozostaje nieznana. To właśnie w tych, wydawać by się mogło niepotrzebnych obszarach, rozrzucone są pseudogeny. Niektóre, bardzo nieliczne z nich były kiedyś prawidłowo funkcjonującymi genami, padły jednak ofiarą szkodliwych zmian w sekwencji nukleotydów. Większość z pseudogenów, to uszkodzone kopie działających genów….. W następstwie badań nad ludzkim genomem udało się zidentyfikować do tej pory ok. 19 tys. pseudogenów, nie jest to jednak ich całkowita ilość. Bardzo prawdopodobne, że łączna ilość pseudogenów może przekroczyć liczbę genów kodujących białka, która u ludzi określana jest na ok. 25 tys. ……W przypadku gdy DNA będące produktem retrotranspozycji, włącza się w przypadkowe miejsce na chromosomie powodując powstanie nowego genu. Komórka nie korzysta z niego, gdyż pozbawiony on jest sekwencji promotorowych….. Istnieje jednak możliwość rozpoznania, czy dany pseudogen powstał w wyniku duplikacji całego genomu, czy też w procesie retrotranspozycji na bazie mRNA (tzw. gen obrobiony) : jeśli pseudogen zawiera introny i egzony, należy prawdopodobnie do pierwszej grupy, gdy natomiast nie ma w nim intronów, powstał na skutek retrotranspozycji. ……….Analiza pseudogenów daje możliwość badania zmienności i ewolucji genomu. [ale tylko w sposób pewny w zakresie wewnątrz gatunkowej zmienności]. Prawa kierujące ewolucją narzucają poważne ograniczenia na mutowanie sekwencji, które już funkcjonują. Jak wiadomo, korzystne mutacje są zwykle utrwalane, natomiast zmiany powodujące spadek funkcjonalności genu są eliminowane. Okazuje się jednak, że prawa te nie dotyczą pseudogenów. Ponieważ utraciły one zdolność kodowania funkcjonalnych białek, losowe zmiany w ich sekwencji nie wpływają na fenotyp, nie podlegają presji doboru i akumulują się z maksymalną częstością, będącą wypadkową losowych błędów w replikacji DNA czy też działania naturalnych czynników mutagennych. Gromadzą więc wszelkie mutacje – w tym także te, które dla funkcjonalnych genów byłyby szkodliwe. Bazując na tych właściwościach naukowcy mają możliwość odkrywania narodzin i śmierci genów. …… W takim razie, dlaczego w toku ewolucji te „bezużyteczne” geny nie zostały wyeliminowane ? Szukając odpowiedzi na to pytanie naukowcy dokonali dokładniejszej analizy pseudogenów oraz porównania ich sekwencji z różnych genomów, co doprowadziło do jednego wniosku : niektóre z nich wydawały się stabilniejsze niż mogłoby to wynikać z poddania ich ewolucji bez żadnych ograniczeń, tak jak wcześniej przypuszczano. Okazało się więc, że pseudogeny również podlegają ewolucyjnym ograniczeniom. To z kolei prowadzi do przypuszczenia, że niektóre z pseudogenów mogą jednak pełnić jakąś funkcję. Aby zbadać słuszność tej hipotezy, przeprowadzono doświadczenia polegające na sprawdzeniu, czy pseudogeny są przepisywane na cząsteczki RNA. Okazało się, że znaczna część obszarów międzygenowych w ludzkim genomie jest tłumaczona na RNA. Kolejne badania potwierdziły, że co dziesiąty ludzki pseudogen może ulegać transkrypcji. Fakt, że pseudogeny mogą ulegać transkrypcji, nie dawał jednak żadnych wskazówek co do funkcji, jakie mogą one pełnić. Przypuszcza się, że podobnie jak wiele genów nie kodujących białka, także pseudogeny mogą odgrywać jakąś rolę w regulacji aktywności funkcjonalnych genów. Udało się dowieść, że co najmniej dwa pseudogeny pełnią tę właśnie rolę….. Badania przeprowadzone niedawno w Japonii potwierdziły przypuszczenia, jak ważną rolę mogą pełnić pseudogeny. Naukowcy dowiedli, że jeden z mysich pseudogenów pełni bardzo ważną funkcję stabilizacyjną dla bardzo podobnego genu kodującego funkcjonalne białko. Kiedy został on zablokowany, produkcja białka na podstawie „normalnego” genu nie przebiegała prawidłowo, dając w efekcie źle rozwinięte kości oraz nerki u myszy. Kiedy omawiany pseudogen został przywrócony do mysiego embrionu, rozwój przebiegał prawidłowo. …..Jeszcze ciekawsze okazało się niedawne odkrycie, które pozwala przypuszczać, że istnieje możliwość „zmartwychwstania” genu, czyli jego przekształcenia w normalny, funkcjonalny gen kodujący białko. Na podstawie badań stwierdzono, że jeden z krowich genów kodujących enzym rybonukleazę przez większość swojej historii będący pseudogenem, niedawno na nowo zyskał aktywność. Istnieją również niewielkie różnice w składzie pseudogenów u ludzi. Z kolei badania na drożdżach dowodzą, że niektóre pseudogeny mogą być reaktywowane w odpowiedzi na stres wynikający z przeniesienia do nowego środowiska.

    Poza tym jak wynika z literatury [Nishikimi M, Fukuyama R, Minoshima S, Shimizu N, Yagi K (May 1994). „Cloning and chromosomal mapping of the human nonfunctional gene for L-gulono-gamma-lactone oxidase, the enzyme for L-ascorbic acid biosynthesis missing in man”. J. Biol. Chem. 269 (18): 13685–8. PMID 8175804. http://www.jbc.org/cgi/co…/269/18/13685.] gen GLO u naczelnych jest w sekwencjach kodujących tak znacznie różniący się od aktywnych genów GLO u czworonogów, że można tylko przypuszczać a nie mieć pewność że ten nieczynny gen koduje enzym L-gulono-γ-laktonu oksydazy umożliwiający syntezę witaminy C. Zresztą gdyby nawet domniemany pseudogen GLO u naczelnych był zupełnie nie funkcyjnym genem, to jako sekwencja DNA definicyjnie nie kodująca, musiał by być przypadkowo zmutowany w sposób różny u każdego osobnika całej populacji ludzkiej.

    Ponadto w sytuacji gdy:
    spośród 25 000 [30000] ludzkich genów stanowiących ok. 2% DNA rozpoznano dotychczas funkcje tylko ok. ¼ tych genów. Czyli rozpoznano funkcje zaledwie 0,5 % całego ludzkiego DNA, i już dawno minęły czasy gdy dogmatem było, że jeden gen koduje jedno białko. Dziś już wiemy, że na podstawie informacji zapisanej w tych 25 000 genów, genom człowieka, może za pomocą nieznanych programów genetycznych, z nieznanych fragmentów genów z DNA na etapie obróbki postsplicingowej mRNA, wytwarzać kilkaset tysięcy różnego rodzaju białek. Nie ma prostej zależności pomiędzy poziomem rozwoju danego gatunku a wielkością genomu różnego rodzaju gatunków. Na przykład: Naukowcy zbadali pierwszy genom skorupiaka. Okazało się, że rozwielitka, mikroskopijny składnik planktonu, ma znacznie więcej genów, niż… człowiek.

    Ameba – organizm jednokomórkowy – 670 000 000 000 pz
    Szarańcza – owad – 5 000 000 000 pz
    Odmieniec – płaz – 120 000 000 000 pz
    Ryba dwudyszna 102 000 000 000 pz
    Niektóre ssaki – 8 000 000 000 pz
    Człowiek – najwyżej rozwinięta istota – ok. 3 200 000 000 pz

    Poza tym, na etapie rozwoju organizmu potomnego od embriona do dorosłego osobnika dochodzi do przejściowej ekspresji różnych nie rozpoznanych odcinków DNA, które następnie podlegają pełnemu zablokowaniu. Także niektóre geny lub odcinki genów tylko w bardzo rzadkich nieznanych nadzwyczajnych sytuacjach ulegają ekspresji i dlatego może się wydawać, że są one tyko nieczynnymi pseudogenami.

    Dlatego jest to zupełnie nieuzasadnione, nie uprawnione naukowo a tym samym tylko niepoważne lub spekulacyjne autorytatywne twierdzenie że jakiś inny poza rozpoznanymi genami, rzekomo nieczynny zmutowany gen pseudogen, lub inny odcinek DNA jest martwym genem lub całkowicie zbędną śmieciową sekwencją DNA.

    A ponieważ jak już kilkakrotnie obliczeniowo wykazano, że genetycznie niemożliwe było również, samoistne wyewoluowanie tak dużej bezwzględnej różnicy DNA pomiędzy człowiekiem i szympansem, dlatego też dopatrywanie się homologii pomiędzy domniemanym genem GLO u wszystkich naczelnych i pozostałych ssaków, w w/w względów, a tym samym takie dopatrywanie się homologii genów GLO, nie może być uprawnionym naukowo dowodem słuszności zarówno teorii filogenezy, jak i teorii antropogenezy. I dlatego widocznie gen GLO pełni w procesach komórkowych u naczelnych bardzo rzadkie, stąd trudne do wykrycia funkcji.

    ——————–
    Teraz wkleję kilka obserwacji, które mi udało się zgromadzić, a które dowodzą i rozwijają wcześniejszych tez Andrzeja.

    Biologia nas jeszcze nie raz zaskoczy, a to, co było uważane za dowody ewolucji może się okazać procesami opartymi na mechanizmach, które z neodarwinizmem nie mają niczego wspólnego.

    Kiedy spełnione byłoby prawo Doollo? Prawo Dollo było by spełnione, gdyby np. skrzydła nietoperzy powtórnie (z założenia) zaczęły pełnić funkcję typowo lokomocyjną wracając do formy zwykłych nóg. Czy kiedy walenie stały się znowu czworonogami. Jeżeli uruchamia
    się stary program genetyczny, który z jakiegoś powodu został wyłączony i w ten sposób powraca stara cecha/organ, to, patrząc ewolucyjnie, mamy do czynienia z tzw. atawizmami. Tutaj jednak mamy do czynienia dokładnie z tym samym mechanizmem, który dotyczy ryb jaskiniowych.
    Przykłady, które poniżej przytoczę dotyczą odzyskiwania utraconych organów przez różne stworzenia. Żab, które utraciły zęby, a po milionach lat je odzyskały. Czy ryb jaskiniowych, które najpierw utraciły, a później je odzyskały.
    Chodzi o dostosowanie w ramach normy reakcji na środowisko; zęby, czy oczy, były zbędne, zanikły ze względu na koszt ich utrzymania. Zaczęły być potrzebne znowu zaczęły się wykształcać.
    Jest nie do pomyślenia, żeby geny kodujące zęby u niżej opisanych żab i pozostające przez 200.000.000 bez kontroli przez selekcję naturalną mogły tak długo zachowywać możliwość ponownej aktywacji poprzez rewersję (mutację odwracającą skutki zepsucia genu). Pamiętajmy, że według TE na przykład ostatni wspólny przodek ptaków, który miał zęby żył 100.000.000 lat temu. Tym odległym datowaniem usprawiedliwia się, że w genomach ptasich nie ma żadnych genów kodujących zęby, za wyjątkiem genu kodującego emalię (szkliwo), która jest używana w budowaniu połączeń pomiędzy dyskami kręgosłupa.

    Na przykładzie ryb jaskiniowych znany jest nawet mechanizm genetyczny wymuszający odzysk oczu w warunkach powrotu do oświetlonego środowiska. Mało tego. Ryby jaskiniowe, które
    tracą wzrok równocześnie zyskują na produkcji większej ilości kubków smakowych, jak i receptorów węchowych, co ułatwia orientację w całkowitych ciemnościach rekompensując utratę zbędnych w ciemnościach i kosztownych oczu.

    Podobne procesy mogą mieć miejsce u waleni, które utraciły tylne kończyny, bo w danym środowisku stały się zbyt kosztowne. Poniżej opisano przypadek delfina, który je odzyskał. Uważa się, że struktury przypominające tylne nogi u waleni mogły stanowić praktyczną pomoc przy kopulacji. Z zapisu kopalnego wynika, że te ‚zmarniałe’ struktury były przez miliony lat obecne u różnych waleni. Współczesne walenie posiadają kości, które są pozostałością po tych organach. Czy może, jeżeli chodzi o uzębienie u embrionów waleni fiszbinowych. Jeżeli rzeczywiście
    wnioski owe nie są oparte na mylnych interpretacjach, czy oszustwie, to w przeszłości młode fiszbinowce mogły posiadać zęby mleczne, które służyły do obrony bezbronnemu cielakowi (to taka moja teoria). Lub jakieś inne struktury zębopodobne.

    Prawalenie

    Współczesne walenie

    Embrion fiszbinowca, u którego pewne widoczne struktury zinterpretowano, jaka zalążki zębów, bowiem uważa się, że walenie fiszbinowe pochodzą od waleni uzębionych.
    Nigdy nie trafiłem na artykuł, który z naukową rzetelnością analizowałby tą obserwację, więc z pewnością interpretacja ta należy, jako kolejny element do zbioru z fantazji neodarwinistów.

    PODAJĘ KILKA PRZYKŁADÓW, GDZIE OPISANO ODZYSKANIE PRZEZ ZWIERZĘTA DŁUGO NIEAKTYWNYCH ORGANÓW (A CO ZA TYM IDZIE GENÓW JE KODUJĄCYCH).

    Cytat:
    http://kopalniawiedzy.pl/forum/index.php?topic=17558.0#msg73620

    Odzyskały zęby po 200 mln lat

    Po ponad 200 mln lat przerwy w żuchwie żab Gastrotheca guentheri
    ponownie pojawiły się zęby. G. guentheri są jedynymi żabami, które
    mają zęby zarówno w szczęce, jak i w żuchwie.

    Teraz naukowcy znów zastanawiają się, czy zgodnie z prawem Louisa
    Dollo, złożone cechy ulegają w toku ewolucji zatraceniu raz na zawsze
    (i G. guentheri stanowią wyjątek potwierdzający regułę), czy jednak
    mogą się później pojawiać jeszcze raz. Wiele wskazuje na to, że
    reewolucja nie zdarza się wcale tak rzadko…

    Żaby z występującego w Ameryce Środkowej i Południowej rodzaju
    Gastrotheca są nazywane żabami-torbaczami, ponieważ noszą swój skrzek
    w sakiewkach na grzbiecie. Zespół doktora Johna Wiensa zajął się
    jednak nie rozmnażaniem, lecz zębami w żuchwie reprezentującego go
    niezwykłego gatunku.

    Połączyłem dane ze skamieniałości i sekwencjonowania DNA z nowymi
    metodami statystycznymi i wykazałem, że żaby straciły zęby w żuchwie
    ponad 230 mln lat temu. U G. guentheri pojawiły się one jeszcze raz w
    ciągu ostatnich 20 mln lat.

    Utrata zębów żuchwowych u przodków współczesnych żab i ich ponowne
    pojawienie u G. guentheri stanowi silne poparcie dla kontrowersyjnego
    pomysłu, że złożone cechy anatomiczne, które zostają utracone w toku
    ewolucji, mogą się rozwinąć jeszcze raz, nawet gdy były nieobecne
    przez setki milionów lat – wyjaśnia dr Wiens, który uważa, że w ten
    sposób zdemaskowano lukę w prawie Dollo.

    Naukowiec ze Stony Brook University podkreśla, że skoro żaby zawsze
    miały zęby w szczęce, mechanizm rozwoju zębów był stale obecny. G.
    guentheri odzyskały więc po prostu zęby w żuchwie, nie musząc
    reewoluować samych mechanizmów tworzenia zębów.

    Amerykanin uważa, że obnażona luka w prawie Dollo dotyczy też innych
    przypadków, kiedy wydawało się, że doszło do ponownego wyewoluowania
    utraconych cech, np. palców u jaszczurek czy etapu larwalnego u
    salamander.
    ———————-
    http://www.robale.pl/index/2/150/karaluch

    W procesie ewolucji owady z rzędu straszyków utraciły skrzydła, po
    czym na nowo je wykształciły. O procesie, każącym na nowo spojrzeć na
    pewne elementy teorii ewolucji, czytamy w „Nature”.

    Straszyki (Phasmida) to owady z rzędu zaliczanego do uskrzydlonych.
    Liczne ich gatunki (np. patyczaki) mają jednak częściowo lub
    całkowicie zredukowane skrzydła.

    Prof. Michael F. Whiting z Brigham Young University w stanie Utah
    analizował sekwencję DNA 35 gatunków straszyków, chcąc stworzyć ich
    drzewo genealogiczne. Przy okazji odkrył zaskakujące fakty dotyczące
    ewolucji ich skrzydeł.

    Z genetycznych badań Whitinga wynika, że prymitywni przodkowie wielu
    gatunków współczesnych straszyków utracili zdolność lotu, następnie,
    po jakichś 50 mln lat ewolucji, owady odzyskały skrzydła. Proces taki
    zachodził przynajmniej cztery razy.

    Entomolodzy często opisują przypadki gatunków tracących zdolność lotu.
    Są to np. owady migrujące na wyspy. Utrata przez nie skrzydeł to
    przejaw adaptacji. Tracąc skrzydła, nie narażają się na sytuację, w
    której porwane wiatrem spadną do morza. Skrzydeł brak także większości
    owadów żyjących na śniegu. Chodzi tu o to, by jak najbardziej
    ograniczyć powierzchnię, przez którą tracą ciepło.

    Przykład straszyków jest pierwszym, w którym udało się stwierdzić
    odzyskanie zdolności lotu po uprzedniej jego utracie.

    Do przypadków funkcji tak złożonych, jak zdolność lotu czy widzenie,
    stosuje się zwykle prawo nieodwracalności ewolucji. Mówi ono, że w
    procesie ewolucji niemożliwy jest powrót do wcześniejszego stadium
    rozwoju – nawet, gdy organizmy znajdują się w identycznych warunkach,
    jak ich przodkowie. Jeżeli np. któryś z narządów zaniknie, a na jego
    miejsce pojawi się podobny, to pochodzenie tych narządów jest inne.

    Zdaniem badacza, wyniki te mogą pociągnąć za sobą potrzebę zmian tego
    elementu teorii ewolucji. „To pierwszy przykład cechy złożonej,
    utraconej i odzyskanej później w trakcie ewolucji” – mówi Whiting.

    Informacje na temat wytworzenia skrzydeł (nawet, jeśli w danym
    momencie owad ich nie ma) zachowują się w genomie. Zdaniem Whitinga,
    genetyczne „instrukcje” wzrostu skrzydeł są podobne do „instrukcji”,
    według której wykształcają się odnóża. W długiej perspektywie czasu
    mogą być one „włączane” bądź „wyłączane” – podejrzewa badacz.

    „Około 50 mln lat po utracie skrzydeł z jakiegoś powodu okazało się
    korzystne, by niektóre gatunki straszyków skrzydła odzyskały” – pisze
    Whiting. Obecnie znamy różne gatunki tych owadów – skrzydlate i
    bezskrzydłe.

    Kolejne badania mogą ujawnić podobne zjawisko u karaluchów i innych
    owadów, może także i wśród innych zwierząt – sądzi Whiting.

    http://artykuly.animalia.pl/artykuly.php?id=215

    Znaleziono delfina z dodatkowymi płetwami

    Autor: Redakcja Animalia.pl, 2006-11-09
    Butelkonosy delfin z dodatkową parą płetw został znaleziony mniej więcej miesiące temu niedaleko Japonii. Nietypowego delfina znalazł i złapał rybak u wybrzeży stanu Wakayama. Delfin ten mierzy 2 metry i 72 centymetry i ma około 5 lat. Został przewieziony do Taiji Whaling Muzeum.

    Skamieniałości delfinów z przed 50 milionów lat wskazują na to, że miały one 4 kończyny i prowadziły swe życie na lądzie. Badania naukowców mówią również, że zarówno delfiny, hipopotamy i sarny miały tego samego przodka. Uważa się, że niektóre z tych zwierząt zaczęły żyć w morzach i miliony lat temu ich jedna para kończyn zaniknęła w toku ewolucji.

    Science nr 5474/2000

    ——————————————————————————–

    „Uczeni są już na tropie genetycznych przyczyn powstawania nowych gatunków.

    Podczas tegorocznego zjazdu amerykańskiego Towarzystwa Biologii
    Rozwoju (Society for Developmental Biology) omawiano postępy badań nad
    rozwojem różnych organizmów. Mówiono m.in. o roślinach, nicieniach,
    muszce owocowej i myszach. Prawdziwe poruszenie wywołało jednak
    wystąpienie naukowców z University of Maryland, którzy zajmowali się
    pewnym gatunkiem ryby występującej w północno-wschodnim Meksyku.

    Ślepiec jaskiniowy (Astyanax mexicanus) zamieszkuje bardzo
    zróżnicowane środowiska: od pełnych światła wód powierzchniowych aż po
    zbiorniki jaskiniowe. Osobniki występujące w tak odmiennych warunkach
    różnią się między sobą dość znacznie. Żyjące w całkowitej ciemności
    ślepce mają zdecydowanie bledsze ubarwienie, a przede wszystkim brak
    im oczu. Aby jednak zrekompensować sobie brak wzroku, zastosowały
    nieco uproszczone prawo Hammurabiego. Zamiast reguły „oko za oko, ząb
    za ząb” jaskiniowe ryby wprowadziły w życie zasadę „oko za ząb” i w
    zamian za zbędne w ciemnościach oczy wykształciły większą liczbę
    zębów. Bezokie ślepce mają także więcej kubków smakowych niż ich
    światłolubni pobratymcy. Jednak, mimo tak znacznych różnic, oba typy
    ryb należą wciąż do jednego gatunku i mogą się krzyżować.

    Zaintrygowani tymi odmiennościami naukowcy postanowili zbadać, czy
    geny zaangażowane w rozwój oka są tak samo aktywne u obu typów ryb.
    Okazało się, że jeden z nich – gen Pax6 – w zarodkach ryb jaskiniowych
    nie działa w komórkach, z których u dorosłego osobnika powstaje oko.
    Do powstania tak złożonego narządu potrzeba jednak współdziałania
    większej liczby genów. Organy powstają najczęściej w wyniku tzw.
    kaskady genów, z których jedne kontrolują aktywność drugich.

    Głównym sprawcą utraty wzroku okazał się w ostatecznych badaniach gen
    Sonic hedgehog (Shh), czyli „dźwiękowy jeż” (genetycy też mają
    poczucie humoru!). Jest to jeden z nadrzędnych genów kontrolujących
    rozwój ciała, zarządzający pozostałymi. Jeżeli jest on nieaktywny (np.
    wskutek mutacji), rozwijająca się ryba wykształci tylko jedno, duże
    oko pośrodku głowy. To zjawisko nazywa się cyklopią.

    U badanych ślepców jaskiniowych stwierdzono zwiększoną aktywność genu
    Shh. Powodowało to niedorozwój lub całkowity brak oczu. Ponieważ ten
    sam gen odpowiada za wykształcenie się wielu elementów głowy ryby,
    naukowcy podejrzewają, że jego zmieniona „jaskiniowa” wersja może
    prowadzić do powstania zwiększonej liczby zębów i kubków smakowych u
    ryb..”…………………….

    http://parafia.centrumopa…d=131&Itemid=24
    Pamięć ewolucji

    Redaktor: Krzysztof Mindewicz
    07.04.2008.
    „Newsweek”, 2008, nr 12, s. 70-75:

    MARCIN RYSZKIEWICZ, PAMIĘĆ EWOLUCJI

    Genom ma dobrą pamięć – zapisana jest w nim cała nasza ewolucyjna
    przeszłość. Ślady chorób, na które zapadaliśmy, a nawet duchy
    mikrobów, które je wywoływały.

    Jednym z największych cudów opisanych w Biblii było przywrócenie przez
    Jezusa wzroku człowiekowi ślepemu od urodzenia. Niedawno naukowcy
    donieśli, że dokonali jeszcze większego wyczynu: przywrócili wzrok
    ślepemu od narodzenia gatunkowi. I to przez krzyżowanie kompletnie
    niewidzących osobników!

    Utrata wzroku zdarza się w ewolucji dość często, w zasadzie zawsze,
    gdy gatunek przestaje korzystać z oczu. I dzieje się to szybko.
    Wszystkie ryby jaskiniowe, nawet te, które dopiero niedawno
    skolonizowały podziemny świat, mają zdegenerowane oczy i są całkiem
    ślepe (to samo dotyczy też innych żyjących w jaskiniach zwierząt,
    zarówno kręgowców, choćby płazów, jak i bezkręgowców, np. owadów i
    pająków). W każdym z tych przypadków ślepota następowała na skutek
    gromadzenia się szkodliwych mutacji w genach, odpowiedzialnych za
    powstawanie funkcjonalnych oczu. Narząd ten jest niezwykle
    skomplikowany i tworzy się za sprawą współdziałania wielu genów,
    przeto i dróg do ślepoty jest wiele. Czasem więc wystarczy mutacja
    dezaktywująca jeden tylko gen, by proces formowania się oczu
    skutecznie zakłócić.

    Wiele gatunków ryb jaskiniowych ma jednak bliskich krewnych żyjących
    na powierzchni, cieszących się, oczywiście, dobrym wzrokiem. Jeśli
    rozejście się dróg ewolucyjnych spokrewnionych gatunków zaszło w
    niedalekiej przeszłości, możliwe jest ich krzyżowanie – w takim
    przypadku ich potomstwo niemal zawsze odzyskuje wzrok. Przyczyna jest
    prosta: każdy ze zmutowanych, nieczynnych genów ma swój funkcjonalny
    odpowiednik u form powierzchniowych. Dzięki temu u mieszańców, u
    których każdy gen występuje w dwóch wariantach (matczynym i
    ojcowskim), da się dożyć cały genetyczny program odpowiedzialny za
    widzenie świata.

    Duchy dawnych genów

    Widzące potomstwo niewidzącego rodzica (nawet jeśli ów rodzic pochodzi
    z linii ślepej od setek tysięcy lat) nie jest więc czymś nadzwyczajnym
    – to jeszcze nie cud. Ale możliwe jest coś znacznie dziwniejszego:
    przywrócenie wzroku poprzez krzyżowanie dwóch linii ślepych ryb, z
    których każda utraciła wzrok przed z górą milionem lat. A to już
    wydaje się ocierać o zjawiska nadprzyrodzone.

    Takie doświadczenie przeprowadził zespół Richarda Borowsky’ego z
    Nowego Jorku i wyniki swych prac opublikował w styczniowym numerze
    „Current Biolo-gy” (2008). Do badań użyto dobrze znanych właścicielom
    akwariów rybek tetra (kąsaczowate, należą do nich np. popularne
    neonki) z Meksyku, żyjących zwykle w potokach i strumieniach górskich,
    ale także na obszarach silnie skrasowia-łych, w rozległych systemach
    jaskiń uformowanych przez wody podczas plejstocenu. Te żyjące pod
    ziemią tetry z 29 głębokich jaskiń rozrzuconych po terytorium całego
    Meksyku mają bardzo zdegenero-wane oczy (lub nie mają ich wcale) i
    wszystkie mają swych naziemnych kuzynów, odznaczających się doskonałym
    wzrokiem. Co ważne, wszystkie są ze sobą spokrewnione (choć
    pokrewieństwo jest różne) i mogą się krzyżować, wydając na świat
    płodne potomstwo. Krzyżówki form ślepych i widzących odzyskują wzrok –
    była już o tym mowa – ale Borowsky postanowił sprawdzić, jak będą
    wyglądać mieszańce rodziców jaskiniowych, gdy matka i ojciec pochodzą
    z różnych populacji (i różnych jaskiń). Wyniki okazały się
    zaskakujące: wśród potomstwa ślepych rodziców zawsze część rodziła się
    z w pełni rozwiniętymi (choć mniejszymi) oczami i odzyskiwała wzrok
    (co wykazano, skłaniając rybki do podążania za seriami poruszających
    się błysków światła). Jak to możliwe?

    Borowsky, który zainteresował się te-trami już wcześniej, zanalizował
    ich geny wzroku i stwierdził, że u jednej z populacji jaskiniowych

    *występowały one w 12 różnych odcinkach genomu rozrzuconych na wielu
    chromosomach.*……..”

    ———————-
    Dla przykładu rozważmy jeszcze receptory węchu. Do niedawna uważało się, że osobniki
    na linii ewolucyjnej rozpatrując ją od poziomu szczura, poprzez psa,
    szympansa aż do człowieka tracili receptory węchowe. W tym układzie receptory
    węchowe obecne u ludzi, i innych naczelnych, uważano za niefunkcjonalne
    pseudogeny. Patrząc jednostronnie rzeczywiście można by było dojść do
    wniosku, że te sekwencje wszystkie naczelne odziedziczyły po wspólnym przodku
    ze szczurami, czy psami. A ludzie najwięcej by ich odziedziczyli po wspólnym
    przodku z szympansami.
    Jedna z hipotez (standardowo!) usiłująca ‚wyjaśnić’ uczłowieczenie się małpy
    nosi nazwę ‚less is more hypothesis’ (w języku polskim: ‚mniej to więcej’).
    Po zsekwencjonowaniu genomów H. sapiens i szympansa porównano je i
    stwierdzono , że niektóre geny aktywne u szympansa są nieaktywne u H.sapiens.
    Rozważmy tutaj dwa przypadki takich genów, których funkcja została
    namierzona. Są to geny odpowiedzialne za kodowanie receptorów węchu oraz gen
    odpowiedzialny za bardziej masywne szczęki i jej umięśnienie. W
    pierwszym przypadku pewne geny odpowiedzialne za kodowanie receptorów węchu
    są u człowieka wyłączone i leżą odłogiem w genomie , natomiast u szympansa
    ulegają ekspresji. Ewolucjoniści zinterpretowali tą obserwację UTRATY FUNKCJI
    (lub raczej wyłączenie tej funkcji) , jako dowód na
    pochodzenie przodków człowieka i szympansa od wspólnego przodka, który
    posiadał wszystkie te geny aktywne. Założono arbitralnie, że w linii wiodącej
    do H.sapiens nasi ‚ewolucyjni przodkowie’ pozbyli się części genów kodujących
    receptory węchu, ponieważ przodkom H.sapiens niepotrzebny był już
    „zwierzęcy węch”, a tym samym, że „małpa bardziej się uczłowieczyła”.
    Nie uzasadniają neodarwiniści tej „rewelacyjnej’ wiadomości” rzetelnie, to
    znaczy nie wyjaśniają w jaki sposób utrata ostrzejszego węchu mogła się
    przyczynić do nabycia typowo ludzkich cech przez naszych „ewolucyjnych
    przodków” .
    Zanim przejdę do wyjaśnienia drugiego przykładu podam alternatywne
    wyjaśnienie, i przynajmniej dość dobrze potwierdzone empirycznie, tej
    obserwacji. Otóż nowe badania genetyczne pokazują, że w genomach H. sapiens
    (i nie tylko H. sapiens) zachodzą różne zadziwiające (biorąc pod uwagę
    wcześniejsze, sztywne, poglądy dotyczące funkcjonowania genomów złożonych
    organizmów) procesy : przetasowania , duplikacje, fuzje genów itd, które
    najwyraźniej nie opierają się na przypadkowych interakcjach (mutacjach) jakby
    tego chciały INTERPRETACJE neodarwinistów, ale są wynikiem ‚planowanych’
    przez genomy przeróbek wchodzących w skład naturalnej biotechnologii genomów.
    O taką umiejętność majsterkowania organizmów przy swoich genomach
    podejrzewało je w przeszłości wielu światłych biologów, którzy nigdy nie
    pogodzili się z prymitywnymi pomysłami neodarwinistów. typu Richarda
    Dawkinsa. Ludzki gen OR11H7P kodujący u H. sapiens receptor wrażliwy na
    zapach kwasu izowalerianowego u pewnej części populacji ludzkiej jest
    nieaktywny.

    Obie jego kopie. Gen ten jest odpowiedzialny za większą lub mniejsza
    wrażliwość na zapach ludzkiego potu. A więc nawet w obrębie ludzkiej
    populacji pewne geny są aktywne , a inne są ‚pseudogenami’. Gen OR11H7P
    występuje w wielu wersjach i te inne wersje słabiej wiążą cząsteczki kwasu
    izowalerianowego , tak że ludzie którzy mają nieaktywny ten gen czują zapach
    wywoływany przez tą substancję za pomocą tych innych receptorów. Zmysł węchu
    posługuje się więc kombinacjami wielu czynników, w tym różnych receptorów o
    różnym natężeniu możliwości odbierania sygnałów węchowych. W każdym
    środowisku może być użyteczny inny zestaw tych kombinacji, które komórki
    odpowiedzialne za jakość powonienia ‚dobierają’ w zależności od potrzeb. Poz
    atym za ostrość węchu nie odpowiada sama ilość receptorów węchu , ale też
    geny odpowiedzialne za przenoszenie sygnału do mózgu ,oraz interpretację
    doznań węchowych w mózgu. Nikt rozsądny nie pomyśli chyba , że gdyby
    przeszczepiono H. sapiens psi nos , to taki przeszczep umożliwiłby
    człowiekowi wyszukiwanie trufli za pomocą węchu.
    Człowiek ma (według oszacowania , które w miarę rozwoju wiedzy na ten temat
    może zostać folklorem) 856
    genów kodujących receptory węchowe, z tego rzekomo 388 to pseudogeny. Szczur
    ma 1201 takich receptorów i z tego 292 to ‚pseudogeny’. Natomiast pies ma 872
    genów kodujących receptory węchu z
    czego 222 to ‚pseudogeny’. Pies ma bardziej wrażliwy węch niż myszy czy
    szczury (psy nazywa się ze względu na wyjątkowo silny węch: „nosami na
    czterech łapach”), a mimo to ma mniej receptorów węchowych niż gryzonie (choć
    nieco więcej niż człowiek). Fakt ten przywiódł uczonych do słusznego wniosku,
    jaki wyłuszczyłem wcześniej: ilość receptorów węchu nie jest ostateczną
    przyczyną natężenia wrażliwości na zapachy. Lektura uzupełniająca :

    Cytat:

    http://www.poradnikmedyczny.pl/mod/archiwum/5768_komórka_ęchowa_decyduje.html

    „Specyficznym przykładem sekwencji, których ekspresja wymaga „przełączenia
    na nowy promotor” są
    pseudogeny należące do omawianej rodziny genów (kodujących receptory węchu).
    W genomie człowieka znajduje się ich blisko 300 (Malnic i wsp., 2004).
    Pseudogeny te, pomimo dużego podobieństwa sekwencji względem innych genów z
    rodziny kodującej receptory węchowe, są niefunkcjonalne. Początkowo, w bardzo
    niewielkiej części komórek węchowych, zapoczątkowana zostaje transkrypcja
    pseudogenów – szybko jednak następuje zmiana aktywnego promotora.
    Warto zauważyć, że z jednej strony w komórce dochodzi ostatecznie do
    ekspresji genu kodującego funkcjonalny receptor, z drugiej zaś utrzymywana
    jest w genomie pula pseudogenów. Choć w pierwszej chwili może się to wydawać
    mało oczywiste, to pula ta stanowi prawdopodobnie istotne
    „tworzywo” procesu molekularnej ewolucji – jest bowiem rezerwuarem
    potencjalnej zmienności, różnorodności funkcjonalnych cząsteczek receptorów,
    których powstanie będzie wymuszone w przyszłości przez konieczność adaptacji
    organizmów do środowiska (Shykind i wsp., 2004). ”

    ————–
    A więc owe „pseudogeny” są wykorzystywane przez organizm do tworzenia nowych
    wariantów w ramach normy reakcji na wymagania środowiska (jakby tam autorzy
    nie nazywali tego zjawiska). Organizmy w sposób ‚planowy’ (ewolucja
    kontrolowana) korzystają z ‚pseudogenów’, jak z rezerw taktycznych do
    tworzenia użytecznych wariantów genetycznych, nowych wersji użytecznych
    genów, które są korzystne w nowych warunkach i dlatego opłaca się organizmom
    utrzymywanie ich w genomie i powielanie z pokolenia na pokolenie, angażując
    mechanizmy naprawcze w ich pielęgnację. To znaczy, żeby nie skumulowały
    szkodliwej ilości mutacji i nie stały się bezużyteczne, ponieważ powszechnie
    wiadomo, że gen, którego nie dostrzega selekcja naturalna szybko przepada w
    szumie mutacyjnym. A tutaj mamy w miarę konserwowane ‚ewolucyjnie’ rzekomo
    śmieciowe sekwencje DNA.
    Wiele wyłączonych genów zostaje jednak w końcu ‚przemielonych i
    posiekanych’ (użytecznie wykorzystanych) do tego stopnia , że zostaje po nich
    zaledwie kilka domen, nukleotydów, lub w ogóle nic nie zostaje (takie
    pozostałości wbrew empirii ewolucjoniści lubią traktować, jako „śmieci”
    stanowiące bagaż po „zwierzęcych przodkach”.
    Na koniec chciałbym ci jeszcze zaprezentować wyniki badań dodatkowo
    potwierdzających istnienie ewolucji kontrolowanej (naturalnej biotechnologii
    genomów będących odpowiedzią w ramach normy reakcji na środowisko.
    Cytat:
    bioslawek.wordpress.com/2012/01/15/ewolucja-kontrolowana/

    Cytat:
    „Zespół naukowców z Princeton University odkrył, że łańcuchy białek
    znajdowanych w większości żywych organizmów zachowują się jak adaptacyjne
    maszyny, kontrolujące swoją własną ewolucję. Zaobserwowane rezultaty są
    dokładnie takie, jak przewidują to równania teorii kontroli, co stanowi
    kolejny dowód owocności w badaniach biologicznych metodologii bazującej na
    projekcie.”

    A tutaj są namiary na oryginalny artykuł:

    bostonreview.net/BR22.1/shapiro.html

    Poczytajcie też bardziej światłych naukowców niż Dawkins. Np. Jamesa Shapiro,
    który bynajmniej kreacjonistą nie jest. Np. w tym artykule porusza ciekawe
    wyniki badań podważające poglądy zasiedziałych neodarwinistów. Rozszerzaj
    horyzonty, czytaj, a nie będziesz miał jednostronnego, neodarwinistycznego
    spojrzenia na takie zjawiska, jak wyłączanie i włączanie poszczególnych genów
    na zasadach innych niż dotychczas poznano.

    Cytat:
    bostonreview.net/BR22.1/shapiro.html

    „A Third Way
    James A. Shapiro

    The recent reviews in your columns of books by Dennett, Dawkins, and Behe
    are testimony to the unflagging interest in controversies about evolution.
    Although such purists as Dennett and Dawkins repeatedly assert that the
    scientific issues surrounding evolution are basically solved by conventional
    neo-Darwinism, the ongoing public fascination reveals a deeper wisdom. There
    are far more unresolved questions than answers about evolutionary processes,
    and contemporary science continues to provide us with new conceptual
    possibilities.

    Unfortunately, readers of Boston Review may remain unaware of this
    intellectual ferment because the debate about evolution continues to assume
    the quality of an abstract and philosophical „dialogue of the deaf” between
    Creationists and Darwinists. Although our knowledge of the molecular details
    of biological organization is undergoing a revolutionary expansion, open-
    minded discussions of the impact of these discoveries are all too rare. The
    possibility of a non-Darwinian, scientific theory of evolution is virtually
    never considered. In my comments, then, I propose to sketch some developments
    in contemporary life science that suggest shortcomings in orthodox
    evolutionary theory and open the door to very different ways of formulating
    questions about the evolutionary process. After a discussion of technical
    advances in our views about genome organization and the mechanisms of genetic
    change, I will focus on a growing convergence between biology and information
    science which offers the potential for scientific investigation of possible
    intelligent cellular action in evolution.

    The past five decades of research in genetics and molecular biology have
    brought us revolutionary discoveries. Upsetting the oversimplified views of
    cellular organization and function held at mid-century, the molecular
    revolution has revealed an unanticipated realm of complexity and interaction
    more consistent with computer technology than with the mechanical viewpoint
    which dominated the field when the neo-Darwinian Modern Synthesis was
    formulated. The conceptual changes in biology are comparable in magnitude to
    the transition from classical physics to relativistic and quantum physics.

    Four categories of molecular discoveries are especially important in opening
    up exciting new ways of thinking about the biological processes that underlie
    evolutionary change.(…….)”

    ———-

  5. Witam🙂

    Szkoda, że wczesniej nie trafiłem na te fragmenty o slepcach jaskiniowych i podobienstwach % na linii małpa-czlowiek.

    Minęło od publikacji tego artykułu zaledwie 3 miesiace, ale jakieś zmiany zaszły w ostatnich odkryciach w podobieństwie ludzi i małp, czy nadal podobieństwo to utrzymuje sie na poziomie niespełna 70%?

    Pzdr.

    • Niedawno w jednym z popularnonaukowych czasopism znalazłem poniższe oświadczenie, ale nie mogłem dotrzeć do oryginalnego artykułu, więc nie biorę odpowiedzialności za treść tego artykułu.

      pozdrawiam.

  6. Zakładając, że treść jest rzetelna, to daje nam podobieństwo na jeszcze niższym poziomie niz te, które opisałeś w styczniu, rzędu niespełna 70%?

    Jako raczej początkująca osoba w takich tematach, nie potrafię wywnioskować samemu(w pełnym przekonaniu) na podstawie tej treści, czy artykuł ten przedstawia procentowe podobieństwo w granicach do tego co podałeś jakiś czas temu, czy może nawet jeszcze mniejsze pokrewieństwo na linii małpa-czlowiek jest tu wskazane?

  7. http://stwarzanie.wordpress.com/2008/12/06/szympansy/

    znalazlem tutaj dyskusje na ten temat. no troche jeden z darwinistw mocno tam pojechal w komentarzach na temat tej informacji o 70%.

    • Te różnice, jak i podobieństwa można oszacować różnie. Np. najpierw zajmowano się porównywaniem sekwencji kodujących znane białka, ale tutaj rzeczywiście nie ma dużych różnić. Z tym, że z pewnością nie w tych genach mieści się przepis na człowieka (szczura) czy szympansa. To po prostu biblioteka genów kodujących uniwersalne dla wszystkich organizmów enzymy i białka strukturalne. Przepis na człowieka czy szympansa mieści się w pozostałych 90% genomu, które do tej pory uważano za „Śmieciowe DNA”. Tam mieszczą się sekwencje regulatorowe, które niepoznanymi jeszcze drogami kierują ontogenezę w stronę ludzkiego czy szympansiego fenotypu. Uczeni, którzy zaczęli robić te porównania, tych uniwersalnych sekwencji, teraz wiedzą, że zabrnęli z obraną metodą w ślepy zaułek. Dobry przykład to ten, który pokazuje różnice i podobieństwa w obrębie gatunku H.sapiens (mężczyzny i kobiety-pisałem o tym wcześniej).

      Zobacz, co napisał ewolucjonista profesor Paweł Golik:

      http://www.kulturaswiecka.pl/node/76

      Często spotykane w popularnych tekstach sprowadzanie różnic między genomami do procentowej wartości podobieństwa niewiele w istocie wnosi, zwłaszcza że nie ma sposobu pozwalającego na jednoznaczne obliczenie takiej wartości. Wspomnijmy jedynie, że różnice między genomem człowieka a szympansa są stosunkowo niewielkie, jedynie około dziesięciokrotnie większe niż zróżnicowanie genomów różnych ludzi. Wśród trzech miliardów par zasad składających się na genom człowieka (genom szympansa ma bardzo podobną wielkość) znajdziemy około 35 milionów (nieco ponad 1%) takich, które nas różnią, do tego doliczyć należy około 5 milionów miejsc, gdzie zaszło wstawienie lub wypadnięcie większego fragmentu DNA. Gdy porównamy kodowane przez genom białka, podobieństwo staje się jeszcze bardziej uderzające – 29% wszystkich białek ma u człowieka i szympansa identyczną sekwencję aminokwasów, a przeciętne ludzkie białko różni się od szympansiego odpowiednika zaledwie dwoma aminokwasami.

      2

      Gdzie zatem wśród tych różnic szukać śladów ewolucji człowieka? Najbardziej oczywistą byłaby sytuacja, w której pojawił się w naszym genomie gen, lub grupa genów, których nie posiadają szympansy i inne zwierzęta. Nie można też wykluczyć tego, że w linii prowadzącej do człowieka pewne geny obecne u naszych krewnych zaniknęły. Można też spodziewać się, że w genach obecnych i u nas, i u naszych krewniaków, zachodziły w toku ewolucji mutacje, które zmieniły ich funkcję na tyle, by nadać nam właściwe naszemu gatunkowi cechy. Istotną rolę z pewnością odegrały też zmiany w mechanizmach regulacyjnych, które decydują o tym, kiedy i jak bardzo dany gen jest aktywny.

      Poszukiwania nowych genów specyficznych dla genomu człowieka nie przyniosły przełomowych odkryć. Znaleziono wprawdzie grupę genów, zwanych Morpheus, w której dochodziło do wielu duplikacji (podwojeń), przez co niektóre z nich występują wyłącznie w genomie człowieka, trudno jednak dopatrywać się w nich klucza do szczególnych cech naszego gatunku. Funkcja tych genów pozostaje wciąż w znacznej mierze niezbadana, przypuszcza się, że mogły one odegrać pośrednią rolę w ewolucji, kontrolując stabilność genomu i tempo zachodzących w nim zmian.(….)”

      pozdrawiam.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s