O tym, czy ewolucja jest faktem i o prawie powtarzalnej zmienności

Podczas hodowli mutacyjnych wielokrotnie powtarzane eksperymenty, polegające na napromieniowywaniu siewek potwierdziły, że liczba nowych mutantów ciągle się zmniejszała i wciąż pojawiały się te same ich rodzaje. Na podstawie tego zjawiska Wolf-Ekkehard Lönnig sformułował „prawo powtarzalnej zmienności”. Poza tym do dalszych badań wybrano mniej niż 1 procent mutacji roślin, z czego mniej niż 1 procent nadawało się do celów użytkowych. Hodowla mutacyjna zwierząt przynosiła jeszcze gorsze rezultaty, toteż całkowicie zaniechano tej metody.

                                                        Wolf-Ekkehard Lönnig

Czy ewolucja jest faktem?

Zdaniem znanego ewolucjonisty profesora Richarda Dawkinsa „ewolucja jest takim samym faktem jak to, że słońce jest gorące”. Nie ulega wątpliwości, że słońce jest gorące, potwierdzają to bowiem eksperymenty oraz obserwacje. Ale czy równie niezaprzeczalnie da się wykazać słuszność teorii ewolucji?


Richard Dawkins

Zanim odpowiemy na to pytanie, należy wyjaśnić pewną kwestię. Wielu uczonych zauważyło, że organizmy mogą w kolejnych pokoleniach nieznacznie się zmieniać. Karol Darwin nazwał ten proces „pochodzeniem drogą przekształceń” (O powstawaniu gatunków, tłum. S. Dickstein i J. Nusbaum). Zmiany takie, zaobserwowane w przyrodzie i doświadczalnie potwierdzone, pomysłowo wykorzystują hodowcy roślin i zwierząt. Można je uznać za fakt. Jednakże w odniesieniu do nich naukowcy używają terminu „mikroewolucja”. Już sama ta nazwa sugeruje (i jest to pogląd rozpowszechniony w środowisku naukowym), jakoby owe drobne zmiany potwierdzały istnienie zgoła odmiennego zjawiska — makroewolucji, której dotąd nikt nie zaobserwował.

Ale Darwin nie poprzestał na omówieniu takich obserwowanych zmian. W swej słynnej książce O powstawaniu gatunków napisał, że wszystkie istoty żyjące uważa nie „za samodzielnie stworzone, lecz za stanowiące potomków kilku, niewielu przodków”. Zdaniem Darwina w ciągu bardzo długich okresów z tych „niewielu przodków”, zwanych prostymi formami życia, rozwinęły się wskutek „najdrobniejszych zmian” rozmaite organizmy na Ziemi. Ewolucjoniści uczą, że gromadzenie się drobnych zmian pociągało za sobą większe przeobrażenia, potrzebne do przekształcenia się ryb w płazy, a małp człekokształtnych w ludzi. Te domniemane duże zmiany są określane mianem makroewolucji. Niejednej osobie taka koncepcja wydaje się rozsądna, bo skoro w obrębie gatunku mogą nastąpić drobne zmiany, to dlaczego w ciągu długiego czasu ewolucja nie miałaby spowodować dużych zmian?

Teoria makroewolucji opiera się na trzech podstawowych założeniach:

1. Materiału wyjściowego potrzebnego do powstania nowych gatunków dostarczają mutacje.

2. Nowe gatunki powstają wskutek doboru naturalnego.

3. Makroewolucyjne zmiany u roślin i zwierząt udokumentowane w zapisie kopalnym.

Czy dowody na makroewolucję rzeczywiście są tak mocne, że należy uznać ją za fakt?

                        Przykład mutanta

                          Przykład mutanta

                                Przykład mutanta

Czy mutacje mogą dać początek nowym gatunkom?

O wielu cechach roślin i zwierząt decydują informacje zawarte w ich kodzie genetycznym, znajdującym się w jądrze każdej komórki. Naukowcy odkryli, że przypadkowe zmiany (mutacje) w kodzie genetycznym mogą prowadzić do przemian w kolejnych pokoleniach roślin i zwierząt. W roku 1946 Hermann J. Muller, który za badania nad mutacjami otrzymał Nagrodę Nobla, oświadczył: „Kumulacja wielu rzadko występujących, z reguły nieznacznych zmian jest nie tylko podstawową formą sztucznego udoskonalania zwierząt i roślin, ale też — co ważniejsze — sposobem, w jaki dokonała się w przyrodzie ewolucja, regulowana przez dobór naturalny”.

Teoria makroewolucji rzeczywiście opiera się na założeniu, że mutacje prowadzą do powstawania nie tylko nowych gatunków, lecz także zupełnie nowych rodzin roślin i zwierząt. Czy to śmiałe twierdzenie można poprzeć dowodami? Przyjrzyjmy się, co ujawniło jakieś sto lat badań genetycznych.

Pod koniec lat trzydziestych ubiegłego wieku naukowcy entuzjastycznie przyjęli pogląd, że skoro nowe gatunki roślin mogły powstać w wyniku przypadkowych mutacji, wspomaganych doborem naturalnym, to sztuczny, kontrolowany przez człowieka dobór mutacji powinien być jeszcze skuteczniejszy. „Biologów, a zwłaszcza genetyków i hodowców, ogarnęła euforia” — powiedział w wywiadzie dla Przebudźcie się! Wolf-Ekkehard Lönnig, pracownik niemieckiego Instytutu Hodowli Roślin Maxa Plancka. Skąd ta euforia? Lönnig, który od jakichś 28 lat prowadzi badania nad mutacjami genetycznymi roślin, wyjaśnił: „Uczeni sądzili, że nadszedł czas na zrewolucjonizowanie tradycyjnych metod hodowli roślin i zwierząt. Uważali, iż przez stymulowanie i dobór korzystnych mutacji będą mogli wyhodować nowe, lepsze rośliny i zwierzęta”.

W Stanach Zjednoczonych, Azji i Europie wdrożono hojnie finansowane programy badawcze, w ramach których zastosowano metody dające nadzieję na przyśpieszenie procesu ewolucji. Co osiągnięto po przeszło 40 latach intensywnych badań? „Pomimo olbrzymich nakładów finansowych”, zauważa naukowiec Peter von Sengbusch, „próby wyhodowania coraz to produktywniejszych odmian za pomocą napromieniania zakończyły się fiaskiem”. Wolf-Ekkehard Lönnig mówi: „W latach osiemdziesiątych XX wieku na całym świecie euforia i nadzieje naukowców zgasły. W krajach zachodnich odstąpiono od hodowli mutacyjnej jako osobnej dziedziny badań. Niemal wszystkie mutanty wykazywały niekorzystne cechy — umierały lub były słabsze niż naturalne odmiany”.

Jednakże materiał zebrany podczas tych 100 lat badań nad mutacjami, a zwłaszcza 70 lat hodowli mutacyjnej, pozwala naukowcom odpowiedzieć na pytanie, czy mutacje mogą prowadzić do powstawania nowych gatunków. Po rozważeniu dostępnych dowodów Lönnig napisał: „Mutacje nie mogą przekształcić jednego gatunku [rośliny lub zwierzęcia] w zupełnie nowy. Konkluzja ta jest zgodna ze wszystkimi doświadczeniami i wynikami badań nad mutacjami prowadzonymi w XX wieku, a także z rachunkiem prawdopodobieństwa. Prawo powtarzalnej zmienności wskazuje, iż właściwie zdefiniowane, odrębne genetycznie gatunki mają wyraźną barierę, której nie da się usunąć ani przekroczyć za pomocą przypadkowych mutacji”.

Jakie znaczenie mają powyższe fakty? Jeżeli wybitni specjaliści nie potrafią wytworzyć nowego gatunku przez wywoływanie, a potem wybieranie tylko korzystnych mutacji, to czy nierozumny proces miałby prowadzić do lepszych rezultatów? I jeżeli badania dowodzą, że mutacje nie przekształcają jednego gatunku w drugi, to w jaki konkretnie sposób miałoby dojść do makroewolucji?

Czy do powstania nowych gatunków prowadzi dobór naturalny?

Darwin wierzył, że proces nazwany przez niego doborem naturalnym będzie sprzyjał osobnikom najlepiej przystosowanym do danego środowiska i że słabsze organizmy w końcu wyginą. Współcześni ewolucjoniści uczą, iż w trakcie rozprzestrzeniania się i izolowania gatunków dobór naturalny wyselekcjonował te, których mutacje najlepiej przystosowały je do nowego środowiska. Uważają, że te odizolowane grupy z czasem przekształciły się w całkiem nowe gatunki.

Jak już wspomniano, z badań wyraźnie wynika, że mutacje nie prowadzą do powstania zupełnie nowych gatunków roślin i zwierząt. A jakie dowody przytaczają ewolucjoniści na poparcie twierdzenia, iż dobór naturalny selekcjonuje mutacje tak, by pojawiły się nowe gatunki? Broszura wydana w roku 1999 przez Narodową Akademię Nauk (NAS) w Stanach Zjednoczonych podaje: „Szczególnie przekonującym przykładem specjacji [procesu powstawania nowych gatunków] jest 13 gatunków łuszczaków badanych przez Darwina na wyspach Galapagos, znanych obecnie jako darwinowskie łuszczaki [zięby Darwina]”.

Zięby Darwina

W latach siedemdziesiątych XX wieku grupa naukowców kierowana przez Petera i Rosemary Grantów rozpoczęła badania nad tymi ptakami i zaobserwowała, że po rocznej suszy łatwiej było przeżyć osobnikom, które miały trochę większe dzioby od pozostałych łuszczaków. Ponieważ rozmiar i kształt dzioba jest jednym z podstawowych sposobów rozróżniania tych 13 gatunków, odkrycia te uznano za nadzwyczaj cenne. W broszurze czytamy dalej: „Grantowie obliczyli, że gdyby na owych wyspach susze występowały średnio raz na 10 lat, to już w ciągu jakichś 200 lat mógłby powstać nowy gatunek łuszczaków”.

Publikacja ta pomija jednak pewne istotne, aczkolwiek niewygodne fakty. W następnych latach po suszy łuszczaki z mniejszymi dziobami znów zdominowały całą populację. Dlatego w roku 1987 Peter Grant i magistrant Lisle Gibbs napisali w piśmie naukowym Nature, że zaobserwowali „odwrócenie kierunku, w jakim zmierza dobór naturalny”. W roku 1991 Grant przyznał, że po każdej zmianie warunków klimatycznych „populacja, poddana doborowi naturalnemu, ulega wahaniom to w jedną, to w drugą stronę”. Badacze ci zauważyli również, że część łuszczaków, które uznawano za odmienne gatunki, krzyżuje się między sobą i wydaje na świat potomstwo o większych szansach na przeżycie. Peter i Rosemary Grantowie doszli do wniosku, że gdyby krzyżowanie się tych ptaków trwało nadal, to w ciągu zaledwie 200 lat mogłoby dojść do połączenia dwóch „gatunków” w jeden.

W roku 1966 biolog ewolucyjny George Christopher Williams napisał: „Uważam to za godne pożałowania, że teorię doboru naturalnego wykorzystuje się przede wszystkim do wyjaśniania zmian ewolucyjnych. Jest ona znacznie ważniejsza przy wyjaśnianiu procesu adaptacji”. Teoretyk ewolucji Jeffrey Schwartz napisał w roku 1999, że jeśli wnioski Williamsa są poprawne, to dobór naturalny może pomagać gatunkom w przystosowaniu się do zmieniających się warunków, ale „nie tworzy niczego nowego”.

Darwinowskie łuszczaki rzeczywiście nie przekształcają się w „nic nowego”. Nadal są łuszczakami. A fakt, iż krzyżują się między sobą, podaje w wątpliwość metody stosowane przez niektórych ewolucjonistów w definiowaniu gatunku. Ujawnia też, że nawet prestiżowe uczelnie mogą przedstawiać materiał dowodowy w sposób tendencyjny.

Czy zapis kopalny udokumentowuje zmiany makroewolucyjne?

Czytając broszurę wydaną przez wspomnianą wcześniej akademię, można odnieść wrażenie, iż zebrane przez naukowców skamieniałości dostatecznie udokumentowują makroewolucję. Autorzy tej publikacji oświadczyli: „Odkryto tyle form pośrednich między rybami a płazami, płazami a gadami, gadami a ssakami oraz w linii rodowej naczelnych, że często trudno jest jednoznacznie ustalić, w którym momencie następuje przejście z jednego gatunku w drugi”.

To twierdzenie jest dość zaskakujące. Dlaczego? Otóż w roku 2004 w czasopiśmie National Geographic Polska powiedziano, że zapis kopalny przypomina „film o ewolucji, w którym 999 z każdego tysiąca klatek zaginęło w montażowni”. Czy pozostałe w każdym tysiącu pojedyncze „klatki” naprawdę udokumentowują proces makroewolucji? Co właściwie pokazuje zapis kopalny? Jak przyznaje zdeklarowany ewolucjonista Niles Eldredge, zapis ten poświadcza, iż przez długie odcinki czasu „w obrębie większości gatunków nie gromadzą się żadne albo prawie żadne zmiany ewolucyjne”.

Do chwili obecnej uczeni z całego świata wydobyli i skatalogowali około 200 milionów dużych skamielin oraz mnóstwo małych. Wielu badaczy zgodnie uważa, iż ten pokaźny i szczegółowy zbiór skamieniałości dostarcza dowodów, że wszystkie podstawowe grupy zwierząt pojawiły się nagle i pozostały praktycznie niezmienione, a sporo gatunków zniknęło równie nagle, jak się pojawiło. Po przeanalizowaniu zapisu kopalnego biolog Jonathan Wells zaznaczył: „To oczywiste, że na poziomie królestw, typów i gromad pochodzenie od wspólnych przodków drogą przekształceń nie jest zaobserwowanym faktem. Gdyby za podstawę oceny wziąć dowody kopalne oraz molekularne, nie jest to nawet dobrze udokumentowana teoria”.

Ewolucja fakt czy mit?

Karol Darwin

Dlaczego wielu znanych ewolucjonistów uparcie twierdzi, że makroewolucja jest faktem? Po skrytykowaniu niektórych poglądów Richarda Dawkinsa wpływowy ewolucjonista Richard Lewontin przyznał, że sporo uczonych chętnie akceptuje naukowe twierdzenia przeczące zdrowemu rozsądkowi, „ponieważ wcześniej powzięliśmy pewne zobowiązanie — zobowiązanie względem materializmu”. Wielu naukowców nie chce nawet wziąć pod uwagę możliwości istnienia inteligentnego Projektanta, gdyż, jak pisze Lewontin, „nie możemy sobie na to pozwolić”.

Na łamach Świata Nauki przytoczono wypowiedź socjologa Rodneya Starka: „Przez 200 lat wmawiano nam, że jeśli ktoś chce być naukowcem, to musi uwolnić swój umysł z pęt religii”. Stark zauważa, że na uczelniach prowadzących badania naukowe „ludzie religijni siedzą cicho”, natomiast „niewierzący uprawiają dyskryminację”. Jego zdaniem „na wyżynach naukowego Olimpu faworyzuje się ludzi niewierzących”.

Kto chce uznawać teorię makroewolucji za prawdę, musi jednocześnie wierzyć, że uczeni będący agnostykami albo ateistami nie pozwolą, by ich osobiste poglądy miały wpływ na interpretowane przez nich odkrycia. Musi też wierzyć, że wszystkie złożone organizmy powstały drogą mutacji oraz doboru naturalnego, mimo iż stulecie badań prowadzonych nad niezliczonymi mutacjami nie wykazało, jakoby jeden właściwie zdefiniowany gatunek przeobraził się w drugi. Ktoś taki musi ponadto wierzyć, że wszystkie organizmy stopniowo ewoluowały od wspólnego przodka, chociaż zapis kopalny jasno dowodzi, iż podstawowe rodzaje roślin i zwierząt pojawiły się nagle i nie przeobraziły się w inne, nawet przez całe wieki. Czy wiara takiej osoby jest oparta na faktach? Czy nie jest raczej oparta na micie?

Jak wynika z badań, na ostateczny kształt i funkcje organizmu mają również wpływ cytoplazma, błony i inne struktury komórki.

W niniejszym artykule zamieszczono osobiste komentarze Wolfa-Ekkeharda Lönniga. Nie są to opinie Instytutu Hodowli Roślin Maxa Plancka.

Wielokrotnie powtarzane eksperymenty potwierdziły, że liczba nowych mutantów ciągle się zmniejszała i wciąż pojawiały się te same ich rodzaje. Na podstawie tego zjawiska Lönnig sformułował „prawo powtarzalnej zmienności”. Poza tym do dalszych badań wybrano mniej niż 1 procent mutacji roślin, z czego mniej niż 1 procent nadawało się do celów użytkowych. Hodowla mutacyjna zwierząt przynosiła jeszcze gorsze rezultaty, toteż całkowicie zaniechano tej metody.

Materializm odnosi się tu do teorii, według której jedynym i fundamentalnym bytem jest materia, a cały wszechświat, łącznie ze wszystkimi formami życia, pojawił się bez jakiegokolwiek udziału sił nadprzyrodzonych.

ZRÓDŁO: Przebudźcie się!

MATERIAŁY UZUPEŁNIAJĄCE:

Prawo powtarzalnej zmienności, a konsekwencje dla neodarwinizmu. Wolf-Ekkehard Lönnig

https://bioslawek.files.wordpress.com/2012/02/hodowla-mutacyjna-ewolucja-prawo-powtarzalnej-zmiennoc59bci.pdf

 

 

 

 

 

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s