Odpowiedzi na zarzuty odnośnie biblijnego potopu i Arki Noego

Jak ludzie uratowani na Arce Noego usuwali z niej nieczystości (odchody) produkowane przez zwierzęta zabrane do arki? W jaki sposób Arka była wentylowana? Czy, jak to możliwe, że osiem osób było w stanie codziennie opiekować się tyloma zwierzętami?

Takich pytań jest oczywiście dużo więcej, ponieważ pomysłowość w wyszukiwaniu sobie problemów, które nie istnieją praktycznie nie ma końca, a ogromna większość tych zarzutów jest generowana bezmyślnie, bez żadnego zastanowienia. Poniżej przytaczam znaleziony w sieci artykuł:

‚Replikę arki Noego można oglądać w Schagen, 45 km na północ od Amsterdamu. W ten sposób holenderski cieśla Johan Huibers zapragnął ożywić w swoim kraju zainteresowanie Pismem Świętym. By zbudować kopię biblijnego korabia, zapożyczył się w banku na milion euro. Arkę ciosał z pomocą syna Roya przez blisko dwa lata.

Statek Huibersa, którym cieśla odbył podróż do Rotterdamu i z powrotem, przyciąga wielu turystów, zwłaszcza dzieci. Wewnątrz arki znajdują są pełnowymiarowe modele zwierząt: m.in. słonie, bizony, żyrafy.

johanhuibers-1024x637

Rozmiary i budowa arki

Replika Huibersa robi wrażenie swoim ogromem, choć pięć takich weszłoby do biblijnej arki. Model Huibersa ma 150 łokci długości (70 m) na 30 łokci (14 m) szerokości i 20 łokci (9 m) wysokości, natomiast arka Noego mierzyła 300 × 50 × 30 łokci (137 × 23 × 14 m)1.

11900014_899089413519082_7435185621963225088_n

W świetle badań nautycznych ten stosunek długości, szerokości i wysokości (30 × 5 × 3) zapewnia na morzu maksymalną stabilność. W kalifornijskim Instytucie Oceanografii w La Jolla przetestowano model arki w zbiorniku symulującym najgorsze warunki morskie. Nawet fale wyższe niż te, które występują na oceanie, nie mogły go przewrócić. Z testów wynika, że arka oparłaby się nawet falom przekraczającym 30 m wysokości, a przy prostokątnym kształcie zachowałaby stabilność nawet przy nachyleniach rzędu 90 stopni. Osiągi te są niebywałe, gdyż nawet najlepsze współczesne statki mają problemy ze stabilnością przy nachyleniu ponad 60 stopni2.

Stabilność zapewniały arce proporcje długości do szerokości. Wynoszą one 6:1. Współczesne statki pasażerskie mają zwykle stosunek około 8:1, ponieważ budowane są z myślą o szybkości. Natomiast statki transportowe, np. tankowce, mają zwykle stosunek 7:1, który gwarantuje większą stabilność. Stosunek 6:1 może świadczyć o tym, że celem budowniczych arki było jej bezpieczne dryfowanie po wzburzonym morzu.

Huibers zbudował swój model z amerykańskiego cyprysu i sosny. Nie wiemy, z jakiego drewna była zbudowana arka Noego, poza tym że Noe miał ją skonstruować z drzewa żywicznego3 (hebr. gofer). Słowo gofer pojawia się w Biblii tylko raz i oznacza zapewne spreparowane drzewo żywiczne. Słowo to może być pokrewne z kafar — ‘pokryć’ i kofer — ‘smoła’. Asyryjczycy nazywali smołę kupur. Na tej podstawie można wnioskować, że gofer był zaimpregnowanym drewnem żywicznym, zapewne cyprysem (hebr. kyprus), jak powiada żydowska tradycja4. Cyprys jest znany z lekkości i wytrzymałości, dlatego był stosowany do budowy statków przez Fenicjan, starożytnych mistrzów w tej dziedzinie.

Arka Noego posiadała trzy pokłady5, tak jak holenderska replika, a piętra były podzielone na mniejsze pomieszczenia6. Najwyższy pokład zapewne zajmowały rodzina Noego oraz lekkie stworzenia, takie jak ptaki. Niższe pokłady służyły pozostałym zwierzętom oraz jako magazyny na żywność. Z boku arki było centralnie umieszczone wejście7, jak to widzimy w modelu Huibersa.

Dach arki był zapewne ułożony pod niewielkim kątem, a wzdłuż jego szczytu była nadbudówka, która wystawała o jeden łokieć nad jego powierzchnię8. Przez otwory tego ‚okna’ do arki dostawało się światło i świeże powietrze. Nadbudówkę przedzielały belki, które utrzymywały ciężar dachu9. Jej poszczególne segmenty można było zasunąć panelami, niczym okno. Jeśli środkowa część arki była otwarta, wówczas dzienne światło dochodziło częściowo nawet do najniższego pokładu, choć nie wszędzie było potrzebne, gdyż wiele zwierząt lubi ciemność. Powierzchnia tego okna, ciągnącego się przez całą długość arki, wynosiła zapewne około 144 m2 i stanowiła 4,6 proc. powierzchni całego pokładu. Co ciekawe, taki stosunek jest zalecany we współczesnych budynkach hodowlanych, a umiejscowienie okien u góry uważane jest w fachowej literaturze hodowlanej za najlepsze rozwiązanie10. Szczegóły takie jak ten dowodzą sporej wiedzy w zakresie hodowli i budownictwa.

Biblijny opis statku Noego nie wymienia steru ani kilu, co znaczy, że najprawdopodobniej był czymś w rodzaju barki o płaskim dnie, przypominającej podłużny dom11. Epos o Gilgameszu opisuje ją jako ekallu, czyli ‘wielki dom’, ze względu na jej ogromne rozmiary, trzy piętra i liczne pomieszczenia12. Arka ma taki kształt w dawnych legendach i wyobrażeniach zachowanych np. na starożytnych frygijskich monetach z Apamei. Wiele legend zawiera pamięć o prostokątnym kształcie arki. Np. Grecy wierzyli, że Deukalion uszedł przed potopem, żeglując z rodziną i zwierzętami w ‚wielkiej skrzyni’13. Hindusi ze środkowych Indii wierzyli, że para rodzeństwa uratowała się przed potopem w wielkiej skrzyni, dając początek wszystkim żyjącym dziś ludziom14 Egipski Ozyrys, grecki Dionizos, rzymski Bachus — mityczni bogowie wzorowani na bohaterze potopu — wszyscy spędzili rok zamknięci w skrzyni żeglującej po morzu.

Czy drewniany statek długości blisko 140 m mógłby dryfować przez rok po morzu? Niektórzy uważają, że przesiąknięte deski wygięłyby dno, powodując zatopienie. Holenderski inżynier Van der Werf, którego rodzina od pokoleń zajmuje się budową statków, wykazał, że łatwo temu zaradzić, budując dno z kilku warstw pni drzew. Obliczył, że dno składające się z zaledwie czterech warstw pni drewna takiego jak balsa dałoby arce nośność ponad 10 tys. ton15. Thor Heyerdahl zbudował z pni dno statku, który bez problemu zniósł trzymiesięczną podróż oceaniczną16.

Rozmiary i zanurzenie arki17 pozwalają obliczyć jej wagę na około 4 tys. ton, a ładowność na 11 tys. ton. Załadowana ważyła około 15 tys. ton18. Waga ta jest porównywalna z ciężarem współczesnych oceanicznych statków handlowych19. Jej pojemność przekraczała 43 tys. m3, a zatem była zbliżona do pojemności 522 wielkich kontenerów transportowych, z których każdy może pomieścić 250 owiec. Jeśli przyjąć, że ciężar zwierząt w arce wynosił 100 ton, potrzebnej dla nich żywności — 2 tys. ton, a wody — 4 tys. litrów (za każdym razem przyjmując wagę zwierząt przemnożoną 20 razy), cały ładunek arki stanowiłby zaledwie połowę jej ładowności20.

Czy ludzie w czasach Noego dysponowali wiedzą, narzędziami i technologią wystarczającymi do zbudowania takiego statku? Pamiętajmy, że jego potomkowie niedługo po potopie zbudowali piramidy w Gizie i megalityczne budowle z bloków, które trudno byłoby podnieść największym współczesnym dźwigom.

Czy wszystkie zwierzęta były w arce?

Czy arka mogłaby pomieścić wszystkie rodzaje zwierząt? Takie obliczenia przeprowadził australijski biolog i geolog John Woodmorappe. Zabrały mu one siedem lat, a ich wyniki zawiera wnikliwe studium pt. Noah’s Ark: a Feasibility Study (Arka Noego. Studium prawdopodobieństwa). Z jego badań wynika, że Noe musiałby zabrać do arki około 8 tys. rodzajów zwierząt po parze, czyli w sumie około 16 tys. zwierząt, wliczając w to zwierzęta obecnie wymarłe. Biblijny rodzaj jest pojęciem szerszym niż gatunek. Wiele dzisiejszych gatunków ma wspólnego przodka, a zatem z biblijnego punktu widzenia stanowią ten sam rodzaj, choć dziś klasyfikuje się je jako różne gatunki. Np. wszystkie konie, zebry i osły pochodzą z tej samej rodziny zwierząt nieparzystokopytnych, dlatego mogą się krzyżować, choć ich potomstwo jest bezpłodne. Także wszystkie typy udomowionego bydła pochodzą z rodzaju zwanego Aurochs, podobnie jak bizony i bawoły.

Wśród zwierząt w arce nie było stworzeń morskich czy owadów, które mogły przetrwać poza nią. Bóg nakazał: Z ptactwa według rodzajów jego i z bydła według rodzajów jego, i z wszelkiego płazu ziemnego według rodzajów jego, po parze z każdego z nich wejdą do ciebie, aby zostały przy życiu21.

Noe miał zabrać ‚bydło’ (hebr. behemah), czyli lądowe kręgowce, oraz ‚płazy’ (hebr. remes), w czym mieszczą się zapewne także gady, gdyż potop miał zniszczyć lądowe zwierzęta oddychające przez nozdrza22. Prawdopodobnie nakaz ten nie obejmował owadów, które nie oddychają nozdrzami, lecz przez niewielkie kanały w ich ciele. Owady i inne bezkręgowce, podobnie jak zwierzęta morskie, mogły przetrwać poza arką. Liczba zwierząt w arce była więc znacznie mniejsza, niż moglibyśmy sądzić na podstawie liczby gatunków żyjących dzisiaj.

17014_884324174995606_3081181001305129946_n

Kto i czym je karmił?

John Woodmorappe w swoim studium o zwierzętach w arce obliczył, że masa zwierząt —zakładając, że były to młode osobniki — wynosiła na początku potopu 111 ton, a przy końcu już około 411 ton23. Z kolei ubywało żywności, która na początku ważyła zapewne około 2,5 tys. ton, a także wody, której potrzeba było ponad 4 tys. ton24. W takim razie zwierzęta zajmowały 46,8 proc. powierzchni arki25, żywność 15,4 proc., a woda 9,4 proc. (o ile nie używano wody deszczowej)26. Cały ładunek wynosił około 7 tys. ton, ale wyporność statku była prawie dwukrotnie większa, dlatego arka mogłaby zabrać na pokład jeszcze 6 tys. ton ładunku27.

Jaką żywność zabrał Noe? Zapewne sprasowaną i wysuszoną, a także koncentraty. Karmił zwierzęta prawdopodobnie głównie zbożem z niewielką ilością siana, aby miały potrzebny błonnik28. Wiemy, że Rzymianie podczas długich podróży karmili zbożem nawet bydło29. Znane są przypadki koni żywionych owsem ponad rok, bez ujemnych efektów30. Noe z pewnością znał sposoby przechowania żywności, skoro jeszcze starożytni Rzymianie, Grecy i Chińczycy wiedzieli, jak konserwować żywność31. Przy czym rodzina Noego nie musiała być zdana wyłącznie na suchy prowiant, gdyż wiele owoców i warzyw wytrzymuje przez całą zimę i dłużej. Niegdyś sądzono, że zwierzęta mięsożerne nie mogą obejść się bez mięsa, a zwierzęta owocożerne, jak małpy, muszą mieć świeże owoce, ale tak nie jest. Ssaki, ptaki, a nawet gady można żywić tą samą karmą co zwierzęta domowe32. Węże mogą przeżyć na suchym prowiancie i jajkach, a nawet na padlinie33. Zwierzęta, które nie jedzą suchego pokarmu, Noe mógł karmić hodowanymi w arce larwami i robakami, co potwierdza żydowska tradycja34.

Zwierzęta, żywność i woda zajmowały niespełna trzy czwarte powierzchni i pojemności arki, co pozostawiało miejsce na wybiegi dla zwierząt. Wybiegi nie były absolutnie konieczne dla przeżycia zwierząt, gdyż we współczesnych farmach hodowlanych i laboratoriach zwierzęta trzyma się często przez wiele miesięcy bez wybiegu. Nie stwierdzono też dotąd, aby zwiększenie przestrzeni życiowej zwierząt wydłużyło ich życie, choć jest to zalecane ze względów humanitarnych35.

Wiemy, że Rzymianie podczas transportu ptaków oddzielali je w ptasznikach siatką, co chroniło ptaki przed obrażeniami36. Noe mógł zastosować takie rozwiązanie, gdyż ułatwia ono wentylację i nie przesłania światła. W starożytności klatki dla mniejszych zwierząt wykonywano z bambusa, a w klatkach dla gryzoni drewno obijano cynową blachą37. Asyryjczycy potrafili konstruować z drewna tak mocne klatki, że trzymano w nich lwy, a nawet większe zwierzęta.

Czy osiem osób mogło zaopiekować się 16 tys. zwierząt, skoro w ogrodach zoologicznych jedna osoba przypada zwykle na 20-30 zwierząt? Tak, gdyż arka to nie było zoo, gdzie zwierzęta żyją w warunkach zbliżonych do naturalnych. We współczesnych farmach hodowlanych i laboratoriach, gdzie trzyma się wiele zwierząt na małej przestrzeni, jeden pracownik wystarcza na 5 tys. krów lub 6 tys. mniejszych zwierząt38. W arce jedna osoba przypadała na 2 tys. zwierząt. Woodmorappe założył, że wszystkie zwierzęta były aktywne, ale warunki w arce sprzyjały hibernacji, a niektóre, np. węże, spożywają pokarm tylko raz na kilka tygodni, dlatego liczba zwierząt wymagająca codziennej opieki mogła być niższa niż 16 tys.

Noe, budując statek, zapewne wyposażył arkę w system wodno-kanalizacyjny, dlatego pojenie zwierząt wodą doprowadzoną do koryt nie wymagało wiele wysiłku. Tak właśnie pojono tysiące ptaków w rzymskich ptaszarniach i menażeriach39. Starożytne źródła hebrajskie twierdzą, że arka miała rurociąg wodny oraz otwory służące do usuwania z niej nieczystości40. Systemy wodno-kanalizacyjne znali Sumerowie, Egipcjanie, Minojczycy i Chińczycy41. Starożytni używali rur ceramicznych, które łączyli identycznie, jak to czynimy dzisiaj42. Chińczycy ściągali wodę przy pomocy uszczelnionych rurek bambusowych43.

Sceptycy kpią z tego, że rodzina Noego przez rok utonęłaby w gnoju zwierząt, gdyż nie przemyśleli sprawy. Maksymalną ilość nawozu zwierząt zgromadzonych w arce oblicza się na 12 ton dziennie44. Zważywszy na to, że aż 87 proc. odchodów to woda, sucha masa nawozu wynosiła nieco ponad półtorej tony dziennie. Ludzie od zarania dziejów radzili sobie ze znacznie większymi ilościami nawozu, zwłaszcza gdy mieli w pobliżu zwierzęta, a Noe miał do dyspozycji silne zwierzęta, które potrzebowały ruchu, także mógł ich używać do pompowania wody i usuwania nieczystości45. W czyszczeniu klatek pomagała zapewne ich konstrukcja. W tym celu od starożytności budowano pomieszczenia dla zwierząt z lekko pochyloną podłogą. Np. w Anglii odkryto starożytną stajnię z taką podłogą, dzięki czemu odchody zwierząt spływały wprost do zbiornika46. Nawóz można też było kompostować przy pomocy robaków i dżdżownic, które potem służyły innym zwierzętom za pokarm. Noe mógł wykorzystać na podłodze klatek głęboką ściółkę z trocin, torfu czy mchu, która wchłania nieczystości i eliminuje odór przez miesiące, a nawet lata. Według fachowej literatury nawóz usuwa się w przypadku wielu zwierząt, np. królików, tylko raz do roku, a w przypadku kur jeszcze rzadziej47

Replika arki zbudowana przez Johana Huibersa w Schagen, a przede wszystkim badania i obliczenia dotyczące liczby zwierząt w arce i ich wyżywienia świadczą, że ilekroć poddajemy historie biblijne testowi opartemu na rzetelnych danych, tylekroć Pismo Święte okazuje się wiarygodnym źródłem.

Niedawno wykonane zdjęcie satelitarne jednego ze stoków góry Ararat pokazuje miejsce, gdzie mogła zatrzymać się arka Noego. Zdaniem ekspertów z NASA fotografia może pokazywać fragmenty drewnianego statku złamanego na kilka części i przemieszczonego przez masy lodu.

1 Zob. Rdz 6,15.

2 Zob. S.W. Hong, Safety Investigations of Noah’s Ark in a Seaway, Technical Journal, 8, 1 (1994): 36.

3 Rdz 6,14.

4 Zob. W.H. Rule, Oriental Records, s. 24.

5 Zob. Rdz 6,16.

6 Zob. Rdz 6,14.

7 Zob. Rdz 7,16.

8 Zob. Rdz 6,16.

9 Zob. Y. Friedler, What Ark was really like, Jerusalem Post, 37 (1967): 5.

10 Zob. A. Maton, Housing of Animals: Construction and Equipment of Animal Houses, 1985, s. 101; W.K. Kreusi, The Sheep Raiser’s Manual, 1985, s. 18; R.G. Hopkinson, Daylighting, 1966, s. 434; cyt. w: J. Woodmorappe, Noah’s Ark: a Feasibility Study, s. 42.

11 Zob. A. Heidel, The Gilgamesh Epic and Old Testament Parallels, s. 235.

12 Zob. Epos o Gilgameszu, 11:95, w: J.B. Pritchard, The Ancient Near Eastern Texts Relating to the Old Testament, s. 94; A. Heidel, The Gilgamesh Epic and the Old Testament Parallels, s. 232.

13 Lukian z Samostaty, De Syria Dea, 12; w: Lucian, tłum. A. Harmon, s. 350; cyt. w: I. Wilson, Przed potopem, s. 194.

14 Zob. Theodor Gaster, Myth, Legend, and Custom in the Old Testament, s. 95-96.

15 Zob. P.H. van der Werff, Thoughts on the structure of the Ark, Creation Research Society Quarterly, 17, 3 (1980): 167-168.

16 Thor Heyerdahl (1914-2002) — norweski etnograf, geograf i podróżnik. Zasłynął z przepłynięcia Oceanu Spokojnego na tratwie Kon-Tiki w 1947 roku; zob. T. Heyerdahl , Wyprawa Kon-Tiki. Tratwą przez ocean — śladami Boga Słońca, Iskry, Warszawa 1972.

17 Zob. Rdz 7,20.

18 Zob. F.A. Filby, The Flood Reconsidered, s. 88.

19 D.H. Collins, Was Noah’s Ark stable?, Creation Research Society Quarterly, 14, 2 (1977): 83-87; S.W. Hong, Safety Investigations of Noah’s Ark in a Seaway, Technical Journal, 8, 1 (1994): 26-36. Hebrajski uczony Ben-Uri sugeruje wagę arki na 6 tys. ton oraz ładowność 15 tys. ton: Y. Friedler, What Ark was really like, Jerusalem Post, 37 (1967): 5.

20 Zob. F.A. Filby, dz. cyt., s. 88.

21 Rdz 6,20.

22 Zob. A.J. Jones, How Many Animals on the Ark, Creation Research Society Quarterly, t. 10, nr 2, (1973): 16-18; Rdz 7,22.

23 Zob. J. Woodmorappe, dz. cyt., s. 48.

24 Zob. tamże, s. 20.

25 Zob. tamże, s. 15.

26 Zob. tamże, s. 18, 20, 97.

27 Zob. tamże, s. 48.

28 Zob. tamże, s. 95.

29 Zob. M. Terentius Varro, Rerum Rusticarum, t. 3, 5:11.

30 Zob. H.F. Hintz, Horse Nutrition: A Practical Guide, New York: Arco Publishing, 1983, s. 155-6.

31 Zob. D.A. Priestley, Seed Aging, New York: Cornell University Press, 1986, s. 14.

32 Zob. J. Woodmorappe, dz. cyt., s. 17, 93.

33 Zob. T. Kien, Breeding cobras in Vietnam, Acta Zoologica et Pathologica Antverpiensia, 78 (1984): 217.

34 Zob. L. Ginzberg, Noah and the Flood in Jewish Legend, w: A. Dundes, red. The Flood Myth, Berkeley, California: University of California Press, 1988, s. 330.

35 Zob. Keeling, Where the Lion Trod: a Study of Forgotten Zoological Gardens, Surrey, England: Clam Publications, 1984, s. 3; cyt. w: J. Woodmorappe, dz. cyt., s. 86.

36 Zob. S. Roberts, Bird Keeping and Bird Cages: A History, s. 15.

37 Zob. S.C. Bostock, Zoos and Animal Rights, New York: Routledge, 1993, s. 10.

38 Zob. J. Woodmorappe, dz. cyt., s. 72.

39 Zob. M. Terentius Varro, Rerum Rusticarum, t. 3, 5:2.14; 7:5.

40 Zob. Ben Gurion, Sagen der Juden, t. 1, s. 201; Hipolit, Arabski fragment Pięcioksięgu, Księga Rodzaju 6:18.

41 Zob. H.H. Slawson, New Light On Ancient Technical Progress, Scientific American, lipiec (1935): 11; C. Panati, Extraordinary Origins of Everyday Things, 1987, s. 200; J. Needham, W. Ling, Science and Civilization of China, t. 4, cz. 3, s. 129.

42 Zob. K. Chang, The Archeology of Ancient China, 1986, s. 267, 311; Scientific American, 7/1935, s. 11.

43 Zob. J. Needham, W. Ling, Science and Civilization of China, t. 4, cz. 3, s. 129.

44 Zob. J. Woodmorappe, dz. cyt., s. 24.

45 Zob. E.A. Steward, Mechanical power in agriculture, Agricultural Engineering, 9, 11 (1928): 349.

46 Zob. R. Trow-Smith, A History of British Livestock Husbandry to 1700, 1984, s. 25-26; cyt. w: J. Woodmorappe, dz. cyt., s. 26.

47 J. Kimbark, Deep manure pit kills cage house odors, Poultry Digest, 27 (1968): 254-5; P.R. Cheeke, Rabbit Production, 1987, s. 60; cyt. w: J. Woodmorappe, dz. cyt., s. 25.

Doda’

zrzut-ekranu-z-2016-12-03-202613

ŹRÓDŁO:

http://www.http//arkanoego/exoduspotop.com

Zobacz też:

Jak różne zwierzęta dotarły z Arki Noego do Australii?

https://bioslawekblog.wordpress.com/2015/09/14/jak-rozne-zwierzeta-dotarly-z-arki-noego-do-australii/

11781814_892233090871381_3526522197037041250_n

 

Potop w legendach świata

https://bioslawek.wordpress.com/2012/09/26/potop-w-legendach-swiata/

 

250px-british_museum_flood_tablet_1

 

 

Na bezdrożach kreacjonizmu młodej ziemi

https://bioslawek.wordpress.com/2015/09/10/na-bezdrozach-kreacjonizmu-mlodej-ziemi/

 

na-bloga-paleontologia

 

 

4 responses to “Odpowiedzi na zarzuty odnośnie biblijnego potopu i Arki Noego

  1. Brzmi to wszystko bardzo logicznie.

  2. CZY W ARCE MOGŁO SIĘ POMIEŚCIĆ TYLE ZWIERZĄT?
    Ponieważ w Biblii jest powiedziane, że Noe zabrał do arki po kilka z każdego rodzaju zwierząt lądowych i ptaków, więc niektórzy pytają: „Jak mogło się tam pomieścić tyle zwierząt?”
    Z opisu biblijnego wynika, że arka była wielką pływającą skrzynią bez dzioba i rufy, które nie były potrzebne, ponieważ ta skrzynia miała się tylko utrzymywać na powierzchni wody. Miała 300 łokci długości, 50 łokci szerokości i 30 łokci wysokości. Długość łokcia wynosiła prawdopodobnie jakieś 44,5 do 61 centymetrów. Gdyby przyjąć krótszy łokieć, wówczas arka miałaby 133,5 metra długości, 22,25 metra szerokości i 13,35 metra wysokości. Dopiero od niedawna buduje się jeszcze większe jednostki pływające. Arka miała trzy kondygnacje. — Księga Rodzaju 6:14-16.
    Gdy się odliczy 2800 metrów sześciennych na pokłady i inne konstrukcje wewnętrzne, to pozostaje jeszcze ponad 36 700 metrów sześciennych przestrzeni użytkowej. Odpowiada to ładowności 10 pociągów towarowych, z których każdy składałby się mniej więcej z 48 amerykańskich wagonów bydlęcych!
    Poza tym badania wykazały, że spośród około 3000 „gatunków” ssaków lądowych, które wymieniają systematycy świata zwierzęcego, zaledwie jakieś 300 przewyższa rozmiarami konia, a co najmniej 2200 gatunków nie jest większe od królika.17 Ssaki morskie, na przykład ogromne wieloryby i delfiny, nie stanowiły dla Noego najmniejszego problemu, ponieważ mogły pozostać poza arką. Noe musiał więc zadbać o stosunkowo niewiele dużych zwierząt.
    Ponadto nie wolno zapominać o bardzo ważnej sprawie, że to, co współcześni systematycy nazywają „gatunkiem”, nie pokrywa się z biblijnymi „rodzajami”, które Noe zabrał do arki (Księga Rodzaju 6:20 https://bioslawek.wordpress.com/2012/06/ … -baraminu/ ). Na przykład do rodziny kotów należą liczne „gatunki”: tygrysy, pantery, lamparty itd. Wiele z nich może się jednak wywodzić z pierwotnego „rodzaju” kotów. Dotyczy to również rozmaitych odmian w rodzinie psów. A zatem nie wszystkie odmiany znanych obecnie zwierząt lądowych i ptaków trzeba było umieścić w arce. Musieli się w niej znaleźć tylko przedstawiciele każdego „rodzaju”. Kiedy się analizuje fakty, staje się rzeczą oczywistą, że arka była dostatecznie wielka, aby pomieścić wszystkie te zwierzęta.(….)Wspomniane „rodzaje” zwierząt odnoszą się do wyraźnie i niezmiennie rozgraniczonych przez Stwórcę grup, w ramach których zwierzęta mogą się rozmnażać ‛według swego rodzaju’. Niektórzy szacują, że setki tysięcy istniejących obecnie gatunków zwierząt w gruncie rzeczy należą do stosunkowo niewielkiej liczby rodzin czy „rodzajów”, np. takich jak koniowate czy bydło domowe. Wytyczone przez Jehowę granice uniemożliwiające krzyżowanie się przedstawicieli różnych „rodzajów” były i są nieprzekraczalne. Biorąc to pod uwagę, niektórzy badacze twierdzą, że do powstania całej różnorodności współczesnych gatunków wystarczyłoby, gdyby w arce były tylko 43 „rodzaje” ssaków, 74 „rodzaje” ptaków i 10 „rodzajów” gadów. Inni przyjmują wyższe liczby: 72 „rodzaje” czworonogów i niecałe 200 „rodzajów” ptaków. O tym, że ogromna rozmaitość zwierząt może pochodzić od tak niewielu „rodzajów”, które przeżyły potop, świadczy niezwykła różnorodność widoczna w obrębie rodzaju ludzkiego — poszczególni ludzie są niscy lub wysocy, szczupli lub tędzy, mają rożne kolory włosów, oczu i skóry, ale wszyscy wywodzą się od jednej rodziny Noego.’

    Arka Noego a budownictwo okrętowe

    Już przeszło 40 lat pracuję jako inżynier budownictwa okrętowego. Zajmuję się projektowaniem najróżniejszych statków, a także ich systemów napędowych, zarówno mechanicznych, jak i innych. W roku 1963, gdy mieszkałem w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, pewna głosicielka Świadków Jehowy pokazała mi w biblijnej Księdze Rodzaju, że arka Noego miała kształt długiej skrzyni. Opis ten mnie zaintrygował, więc postanowiłem bliżej mu się przyjrzeć.
    Jak wynika z Księgi Rodzaju, Bóg oznajmił, że oczyści ziemię ze zła przez sprowadzenie na nią potopu. Polecił Noemu zbudować arkę, w której miał się schronić on sam i jego rodzina oraz przedstawiciele świata zwierzęcego. Bóg podał Noemu wymiary tej konstrukcji: 300 łokci długości, 50 łokci szerokości i 30 łokci wysokości (Rodzaju 6:15). Według ostrożnych ocen oznacza to, że miała ona jakieś 134 metry długości, 22 metry szerokości i ponad 13 metrów wysokości. Tak więc jej całkowita objętość wynosiła 40 000 metrów sześciennych i niemalże dorównywała objętości Titanica.
    Jak była zbudowana
    Arka miała trzy pokłady o łącznej powierzchni około 8900 metrów kwadratowych, zwiększające stabilność całej konstrukcji. Powstała z drzewa żywicznego — a więc odpornego na przesiąkanie — prawdopodobnie z cyprysu, i została wewnątrz i na zewnątrz powleczona smołą (Rodzaju 6:14-16). Biblia nie podaje, w jaki sposób Noe połączył belki. Ale z jej treści wynika, że już przed potopem wykuwano narzędzia z miedzi i żelaza (Rodzaju 4:22). Zresztą po dziś dzień podczas budowy statków z drewna używa się niekiedy drewnianych kołków, zwanych dyblami.
    W arce zrobiono wewnętrzne pomieszczenia, boczne drzwi, a także wysoki na łokieć cohar — być może dwuspadowy dach, poniżej którego najprawdopodobniej znajdowały się otwory zapewniające wentylację i oświetlenie. Księga Rodzaju nie wspomina natomiast o stępce, dziobie, żaglach, wiosłach ani sterach. Co ciekawe, hebrajskie słowo tłumaczone na „arka” zostało też użyte w odniesieniu do powleczonej smołą skrzyneczki, w której mały Mojżesz unosił się na wodach Nilu (Wyjścia 2:3, 10).
    Jak zachowywała się na wodzie
    Długość arki była sześć razy większa od jej szerokości i dziesięć razy większa od wysokości. Podobne proporcje są zachowane w wielu współczesnych statkach, choć ich projektanci muszą też uwzględniać zależność między stosunkiem długości do szerokości a siłą, jaka będzie wymagana do nadania jednostce oczekiwanej prędkości. Natomiast arka musiała tylko unosić się na wodzie. Czy się sprawdziła?
    Sposób, w jaki statek reaguje na wiatr i fale, określa się mianem dzielności morskiej. Oczywiście mają na nią wpływ proporcje konstrukcji. Biblia opisuje, że potop rozpoczął się gwałtowną ulewą i że później za sprawą Boga zaczął wiać wiatr (Rodzaju 7:11, 12, 17-20; 8:1). Nic nie wiadomo o sile wiatru ani o wielkości fal, ale przypuszczalnie i wiatr, i fale były potężne i zmienne, jak to się zdarza obecnie. Im dłużej i silniej wieje wiatr, tym wyższe i bardziej oddalone od siebie są fale. Na ich wielkość mogły mieć też wpływ ewentualne zjawiska sejsmiczne.
    Proporcje arki zapewniały jej stateczność i chroniły ją przed wywróceniem się do góry dnem. Była tak zaprojektowana, że mogła znieść siły oddziałujące na nią podczas silnego rozkołysu. Kiedy jeden koniec arki unosił się na fali, a następnie gwałtownie opadał w dół, musiało to być bardzo nieprzyjemne dla ludzi i zwierząt zgromadzonych wewnątrz. Takie kołysanie sprawia, że na statek napierają ogromne siły. Jego konstrukcja musi być na tyle mocna, by nie wyginał się w dół, gdy gigantyczne fale jednocześnie dźwigają oba jego końce. Musi się też opierać siłom wyginającym go w odwrotnym kierunku, gdy olbrzymia fala podnosi go na środku, a dziób i rufa nie mają żadnego punktu podparcia. Według podanych przez Boga wymiarów stosunek długości arki do jej wysokości wynosił 10 do 1. Późniejsi budowniczowie statków przekonali się na własnych błędach, że muszą zachowywać właśnie takie proporcje, jeśli konstrukcja ma wytrzymać napierające na nią siły.
    Bezpieczna i wygodna
    Ponieważ arka miała kształt skrzyni, wypór wody — czyli siła utrzymująca ją na powierzchni — był jednakowy w każdym miejscu. Jednakowy musiał być również ciężar. Zapewne Noe starał się równomiernie rozmieścić zwierzęta oraz ponadroczne zapasy żywności. Dobre rozlokowanie ładunku minimalizuje dodatkowy nacisk, jaki wywiera on na konstrukcję. Dwa zasadnicze czynniki spowodowały, że arka i jej pasażerowie wyszli cało z ogólnoziemskiego potopu: zaprojektowanie jej przez Jehowę oraz Jego opieka. Bóg niewątpliwie zadbał o to, by arka bezpiecznie osiadła w odpowiednim miejscu.
    Gdy to wszystko przeanalizowałem, doszedłem do wniosku, że biblijny opis arki Noego jest realistyczny i zgadza się ze współczesnymi zasadami budownictwa okrętowego. Oczywiście Księga Rodzaju nie wspomina o wielu szczegółach dotyczących arki i potopu. Mam nadzieję, że gdy nastąpi zmartwychwstanie, pewnego dnia spotkam Noego gdzieś na ziemi — wśród ludzi i zwierząt zawdzięczających swe istnienie arce, którą tak długo i pieczołowicie budował (Dzieje 24:15; Hebrajczyków 11:7). I wtedy serdecznie podziękuję jemu i jego rodzinie. A potem zasypię go gradem pytań.’

    Cytaty z publikacji Towarzystwa Strażnica

  3. Z dyskusji na Forum dyskusyjnym Katolika.pl
    Mit Epoki Lodowcowej

    http://www.dyskusje.katolik.pl/viewtopic.php?f=12&t=21405&p=794622#p794622

    Eryk Bloodeaxe napisał:

    „Azję od Australii udzielają liczne cieśniny w tym Cieśnina Makasarska miedzy Borneo a Celebes o szerokości 120km i głębokości 2458m ikolejne między Celebes a Molukami. Nie były one wynurzone nawet w szczycie epoki lodowcowej i stanowiły przeszkodę która uniemożliwiła łożyskowcom (oprócz nietoperzy) skolonizowanie Australii.”

    Tak jest dzisiaj, kiedyś mogło być inaczej. Morza mogły być płytsze, dno oceaniczne wystawać ponad lustro wody i tworzyć pomosty lądowe łączace wyspę i Australię z Azją.

    Poza tym nie było żadnej epoki lodowcowej, przynajmniej w takiej wersji, jaką prezentuje tradycyjna nauka.

    Zaznaczam, że nie zgadzam się w pełni z treścią zacytowanego artykułu, zwłaszcza w kwestii przyczyn potopu i datowań.

    http://www.moon-and-deluge.com/Mamuty.htm

    „(….)Odnośnie ostatniej epoki lodowej (zwanej w Europie Würm, Ameryce Wisconsin, a na terenach Polski – zlodowacenie Wisły lub Bałtyckie), która miała trwać od 60 do 13 tys. lat temu, panuje przekonanie, że wraz z początkiem holocenu (ok. 11 700 lat temu) nastąpił „koniec epoki lodowej” i ocieplenie klimatu. Zaś maksymalny zasięg ostatniego zlodowacenia miał miejsce rzekomo ok. 20–18 tys. lat temu. Wychodzi się tu z założenia mówiącego, że skoro w czasie ostatniej epoki lodowej poziom mórz światowych był znacznie niższy od obecnego (ok. 125 m), to te wielkie masy wód musiały być związane w, zalegającym północne i południowe obszary ziemi, lodowcu.

    Według prezentowanej tu hipotezy wynika zupełnie coś innego: – epoki lodowej w analogicznym okresie czasu w ogóle nie było, poziom mórz światowych był rzeczywiście niższy ok. 125 m, zaś ogromne masy wód znajdowały się w atmosferze okołoziemskiej. Opisane w niniejszej pracy stanowisko odnośnie tej kontrowersji jest następujące: – jeśli mamuty, lwy, nosorożce, konie, łosie i kromaniończycy przetrwały najmroźniejsze czasy epoki lodowej (60–13 tys. lat temu) żyjąc daleko poza kołem polarnym, to musiał panować tam klimat ciepły lub tropikalny i lodowce wokół obu biegunów Ziemi nie mogły w ogóle istnieć. Poziom mórz światowych byłby wówczas ok. 60–62 m wyższy od obecnego i olbrzymia część terenów, na których żyły wymienione wyżej ssaki, byłyby pod wodą. A więc olbrzymie masy wód musiały znajdować się w atmosferze.

    40–35 tys. lat temu, za kołem polarnym kwitło życie

    Mamontovaya Kurya. Grupa rosyjskich i norweskich archaeologów natrafiła w 2001 r. w Mamontovaya Kurya, miejscowości leżącej poza kołem podbiegunowym, przy rzece Usa, na zachód od gór Ural, na ślady obecności kromaniończyka. Znaleziono kieł mamuta z licznymi nacięciami wykonanymi ręką kromaniończyka i narzędzia kamienne wśród szczątków koni, reniferów, wilków i mamutów. Wiek znaleziska określono na ok. 40–35 tys. lat. A więc musiał panować w tych rejonach klimat ciepły i lodowca w owych czasach, na tych europejskich terenach także być nie mogło. Źródło: National Geographic News, October 2, 2001 r.
    Mamontovaya Kurya. Grupa rosyjskich i norweskich archaeologów natrafiła w 2001 r. w Mamontovaya Kurya, miejscowości leżącej poza kołem podbiegunowym, przy rzece Usa, na zachód od gór Ural, na ślady obecności kromaniończyka. Znaleziono cios mamuta z licznymi nacięciami wykonanymi ręką kromaniończyka i narzędzia kamienne wśród szczątków koni, reniferów, wilków i mamutów. Wiek znaleziska określono na ok. 40–35 tys. lat. A więc musiał panować w tych rejonach klimat ciepły i lodowca w owych czasach, na tych europejskich terenach także być nie mogło. Źródło: National Geographic News, October 2, 2001 r.

    31-34 tys. lat temu, przy kole polarnym kwitło życie

    Jeszcze 31-34 tys. lat temu w północnej części Uralu, tuż przy kole polarnym, mogli żyć neandertalczycy. Łącznie na tym podpolarnym stanowisku znaleziono 300 narzędzi i 4000 kości. Wśród tej drugiej grupy znalezisk zdecydowanie dominują szczątki mamutów. Zdaniem badaczy odkryte narzędzia i kości pochodzą sprzed około 31-34 tys. lat.

    30 tys. lat temu, przy kole polarnym kwitło życie

    W rosyjskiej Arktyce, na stanowisku Bykowa, na zachodnich zboczach północnego Uralu, znaleziono bogaty zespół narzędzi kamiennych z osadów datowanych na jakieś 30 tys. lat, który należał najprawdopodobniej do neandertalczyków,


    30–28 tys. lat temu, przy kole polarnym kwitło życie

    Ujście rzeki Jany, Syberia. Ujście rzeki Jany znajduje się pomiędzy Leną a rzeką Indigirka ok. 500 km na płn. od koła podbiegunowego. Rosyjscy archeolodzy pod kierunkiem Wołodii Pitulko z Rosyjskiej Akademii Nauk dokonali tu odkrycia śladów bytności kromaniończyków, mamutów i nosorożców włochatych sprzed 30–28 tys. lat. A więc w tym czasie lodowca być nie mogło. Wraz z nastaniem potopu, ok. 13 tys. lat temu, nastąpiło ochłodzenie klimatu a nie ocieplenie. W związku z datą tego znaleziska nasuwa się jeszcze inne frapujące pytanie – jeśli 28 tys. lat temu u ujścia Jany żył kromaniończyk i jednocześnie (bo 27–18,5 tys. lat temu) kromaniończyk zamieszkiwał jaskinię Cosquer, której wejście znajduje się obecnie 37 m pod powierzchnią Morza Śródziemnego we Francji – to gdzie były te olbrzymie masy wody? Nie mogły być przecież związane w lodowcu, ponieważ 500 km za kołem podbiegunowym na Syberii musiał panować wówczas bardzo ciepły klimat skoro żył tam kromaniończyk, mamuty i nosorożce. Mało tego – panuje obecnie zgoda co do tego, że ok. 20 tys. lat temu poziom mórz światowych był 125 m niższy od obecnego! A więc te ogromne masy wód musiały być w atmosferze ziemskiej.

    20 380 lat temu, 800 km za kołem polarnym kwitło życie

    Półwysep Tajmyr, mamut Jarkov. W 1997 roku na półwyspie Tajmyr w płn. Syberii blisko 800 km za kołem podbiegunowym odkryto szczątki mamuta, którego nazwano „mamut Jarkov”. Wiek mamuta (metodą C-14) ustalono na 20 380 lat. Naukowcy z American Museum of Natural History w Nowym Jorku po wykonaniu ponad 50 datowań innego materiału biologicznego znajdującego się w otoczeniu mamuta Jarkov, należącego do plejstoceńskiego wilka, konia, bawoła (musk oxen) i łosia wykazali, że mamuty i inna wielka fauna żyła na płw. Tajmyr dziesiątki tysięcy lat w czasie górnego paleolitu. Absencja tylko dla mamutów dotyczyła okresu (36 000 do 32 000 i 19 000 do 14 000 lat temu). Być może dlatego, że zabrakło materiału kopalnego dla dodatkowych badań.

    Panuje obecnie przekonanie, że właśnie w tym samym czasie kiedy żył mamut Jarkov (20 tys. lat temu), zasięg ostatniego lodowca Würm był największy i półwysep Tajmyr i ogromne obszary na południe od tego pówyspu zalegał ogromny lodowiec! Otóż nie mogło być tak, że od 40 do 13 tys. lat temu Anglia (częściowo), Szwecja, płw. Tajmyr i ogromne obszary Syberii znajdowały się pod grubą warstwą lodowca, a jednocześnie w Anglii żyły lwy, hieny plamiste, mamuty, konie, dziki, jelenie olbrzymie, tury, renifery, łosie, antylopy, wilki, rysie, rosomaki, nosorożce włochate i niedźwiedzie; w Szwecji mamuty, w Mamontowaya Kurya, w Berelekh i u ujścia Leny żyli kromaniończycy i kwitło życie wielkiej fauny – a na płw. Tajmyr żyły mamuty, konie, łosie, bawoły i wilki.

    Panuje także przekonanie, że właśnie w tym samym czasie (20 tys. lat temu) poziom oceanów był najniższy i wynosił ok. 125 m poniżej obecnego poziomu rzekomo dlatego, ponieważ zasięg ostatniego zlodowacenia był wówczas największy i te olbrzymie masy wód, których brakowało w oceanach były związane w lodowcu. Otóż mamut Jarkow, żyjący 800 km (!) za kołem polarnym 20 tys. lat temu na płw. Tajmyr, przeczy teorii o rzekomo największym zasięgu ostatniego zlodowacenia 20 tys. lat temu, i ukazuje nam, że zlodowacenia nie mogło w ogóle być w tym czasie – ani na Tajmyr, ani nawet na samym biegunie północnym. Jednakże 20 tys. lat temu poziom mórz światowych był rzeczywiście niższy o 125 m! A zatem gdzie była ta gigantyczna masa wody? – W atmosferze ziemskiej, ponieważ Ziemia była wówczas bliżej Słońca. Jako odpowiedź na te kontrowersje należałoby przesunąć datę początku ostatniego zlodowacenia na ok. 13 tys. lat temu. Jeżeli w górnym paleolicie (43–13 tys. lat temu) w Anglii, Szwecji, w Mamontovaya Kurya, w Berelekh, u ujścia Leny i na płw. Tajmyr żyły mamuty i wiele innych zwierząt, to musiał panować wówczas bardzo ciepły, a być może nawet tropikalny klimat – o wiele cieplejszy jak obecnie. Nie trzeba dodawać, że w obecnym, rzekomo cieplejszym okresie, wymienione zwierzęta nie mogłyby w ogóle żyć za kołem polarnym.

    Najbliższe mojej argumentacji są, być może, badania prof. Anny Pazdur z Instytutu Fizyki, Zakładu Zastosowań Radioizotopów – Laboratorium C-14. Otóż najnowsze badania, prowadzone w podkrakowskich jaskiniach przez zespół pod kierunkiem prof. Anny Pazdur z Politechniki Śląskiej w 2004 r. wykazały, że zlodowacenie zaczęło się ok. 18 tys. lat temu, przebiegało szybciej i trwało krócej niż dotychczas sądzono. Wyniki takie uzyskano stosując do badań wieku nacieków skalnych – stalaktytów i stalagmitów – metodę C-14. Dotychczas uważano, że zlodowacenie na terenie Polski rozpoczęło się ok. 25 tys., a zakończyło ok. 12 tys. lat temu.


    14 tys. lat temu, 600 km za kołem polarnym kwitło życie

    Miejscowość Berelekh, Syberia. Mieści się tu także kopalnia złota. Znajduje się ok. 600 km za kołem podbiegunowym. 14 tys. lat temu żyli tu kromaniończycy, a także mamuty, lwy, konie, łosie tury, rosomaki i nosorożce włochate. A więc przed samym potopem, za kołem podbiegunowym, musiał panować ciepły klimat.

    Tybet. 20 tys. lat temu lodowców nie było nigdzie na świecie – nie było ich także w Tybecie. Obecnie przyjmuje się, że 20 tys. lat temu, czyli w apogeum ostatniego zlodowacenia, Wyżynę Tybetańską zalegał gigantyczny lodowiec o grubości jednego kilometra. Jednakże tak być nie mogło, skoro dokładnie 20 tys. lat temu… w Tybecie kwitło życie i żyli kromaniończycy. Oto co pisze na ten temat Polska Agencja Prasowa (PAP) z dnia 02-04-2002:

    Stoki Tybetu zostały zasiedlone już 20 tys. lat temu. Ślady obozowiska ludzi sprzed 20 tys. lat odnaleźli chińscy archeolodzy na stokach Tybetu – informuje serwis internetowy Nature. Odkrycia dokonali David Zhang i S.H. Li, archeolodzy z Uniwersytetu w Hong Kongu. Na stoku jednego z wzniesień Wyżyny Tybetańskiej, ok. 85 km od Lhasy, stolicy Tybetu, badacze natknęli się na ślady ludzkich stóp odbite na skale. Analiza odcisków ludzkich stóp pozwoliła archeologom na stwierdzenie, że obozowisko było zamieszkiwane przez przynajmniej sześć osób, w tym dwójkę dzieci. (…) Znalezisko chińskich archeologów poddaje w wątpliwość również inną teorię. Geolodzy i badacze lodowców himalajskich zakładali do tej pory, że ok. 20 tys. lat temu na terenie, gdzie dokonano ostatnio odkrycia zalegała co najmniej kilometrowej grubości warstwa lodu.

    Alaska. Według obecnego stanu wiedzy dotyczącej prehistorii Alaski sprzed 20–11 tys. lat, rysuje nam się, wielce wątpliwy, następujący obraz. Otóż 20–18 tys. lat temu, kiedy maksymalny zasięg zlodowacenia pokrywał olbrzymie północne obszary Ziemi, Alaska (którą przecina koło podbiegunowe), była nie tylko wolna od lodowca, lecz kwitło tam bujne, podobne do afrykańskiej strefy tropikalnej, życie megafauny. Na Alasce żyły wówczas konie, bizony, mamuty, osły, antylopy saiga, mastodonty, olbrzymie bobry, wilki, niedźwiedzie, olbrzymie leniwce naziemne ważące ok. 1600 kg, olbrzymie 4 metrowe wielbłądy, tygrysy szablozębne i lwy. Kiedy 13–11 tys. lat temu zasięg zlodowacenia był już o wiele mniejszy, epoka lodowa miała się ku końcowi i nastąpiło ocieplenie klimatu – te wielkie ssaki, żyjące do tego czasu na Alasce od dziesiątek tysięcy lat… nagle wymarły. Wygląda to tak, jakby na Alasce istniała tropikalna enklawa w strefie ostatniego zlodowacenia. Otóż nie wydaje się możliwe, aby w apogeum zasięgu ostatniego zlodowacenia 20–18 tys. lat temu istniała na Alasce enklawa tropikalnego klimatu obfitująca w tego rodzaju wielkie ssaki. Według mojej hipotezy prehistoria Alaski, dotycząca omawianego okresu, wyglądała zupełnie inaczej – w okresie 20–13 tys. lat temu zlodowacenia na Ziemi nie było, i zarówno na Alasce, Grenlandii jak i w całej strefie podbiegunowej kwitło życie megafauny i panował klimat bardzo ciepły. Nagle, 13 tys. lat temu, pojawiły się ogromne zlodowacenia i wielkie zmiany klimatyczne na całej Ziemi, które m.in. spowodowały ogólnoświatowe wymieranie wielkiej fauny.

    Na oziębienie się klimatu wraz z końcem plejstocenu (a nie ocieplenie), wskazują także spadki w rozmiarach ludzi i zwierząt, począwszy od początku młodszego dryasu. Otóż redukcję rozmiarów ludzi i zwierząt spowodowało oziębienie się klimatu wraz z końcem plejstocenu.

    „(…) Homo sapiens się kurczy. Wyniki badań z wielu kontynentów wskazują, że rasa ludzka słabła przez ostatnich dziesięć tysiącleci. Dzisiejsi mężczyźni na Zachodzie mierzą od 172 do 175 cm. Kromaniończycy płci męskiej mierzyli około 183 cm. (…).

    Aż do tego czasu tubylcy australijscy byli łowcami–zbieraczami. A jednak na ich szczątkach kopalnych obserwujemy tę samą tendencję do zmniejszania się wzrostu. Dziesięć tysięcy lat temu tamtejsi mężczyźni mierzyli od 175 do 183 cm wzrostu. Dzisiaj mają między 165 a 168 cm. Co więcej, ludzie nie byli jedynym gatunkiem, który uległ zmniejszeniu. W Australii zmalał każdy gatunek o rozmiarach przewyższających wombata, a jeśli nie wiesz, jakie rozmiary ma wombat, spróbuj wyobrazić sobie pieska corgi na sterydach.

    Trend ten obserwują inni badacze, którzy odnotowali, że w Europie w ciągu ostatnich 10 tysiącleci kurczyli się zarówno myśliwy, jak i jego ofiara. I jeśli zmniejszeniu uległo każde zwięrzę większe niż „napomowany corgi”, to musi tu wchodzić w rachubę jakieś bardziej ogólne zjawisko (…). Najważniejsza była prawdopodobnie zmiana klimatu (…). Afrykański Exodus, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, str. 287–288.

    Mit „nasuwającego się lodowca” i mit „głazów narzutowych”

    Powszechnie sądzi się, że eratyki, lub inaczej głazy narzutowe, są to różnej wielkości skalne głazy, przyniesione przez lodowce i pozostawione na obszarze zlodowacenia. Eratyki (od łac. erraticus czyli błądzący) to różnej wielkości skalne głazy, przyniesione przez lodowce i pozostawione na obszarze zlodowacenia. W Polsce występują niemal na całym jej obszerze.

    Aby uzasadnić jakoś mit „nasuwającego się lodowca” stworzono mit „głazów narzutowych przyniesionych przez lodowiec” – np. do Polski ze Skandynawii. Otóż lodowce nie przynosiły „głazów narzutowych”, skoro identyczne głazy znajdujemy również w rejonach Ziemi, gdzie lodowca nigdy nie było.

    Nie mogło być tak, że gigantyczny lodowiec „nasuwał się” się na Polskę, podobnie jak nie „nasuwał się” na olbrzymie równiny środkowo-wschodniej Europy, płn. Syberii i Kanady – bo skąd miałaby się „nasuwać” gigantyczna pokrywa lodowca mająca do 3 km grubości – z jakich gór? A gdyby nawet jakimś sposobem lodowiec „nasuwał się” na, powiedzmy, płn. Syberię, to by nasuwał się powoli, a jeśli by tak było, to mamuty przemieszczały by się spokojnie na południe przed „nacierającym czołem lodowca” i nie byłyby zagrożone. Tak jednak nie było, skoro niektóre mamuty zostały wręcz nagle zabite przez lodowiec i zamrożone tak szybko, że ich mięso nie zdążyło się nawet zepsuć. A więc lodowiec (lądolód) potopowy prawdopodobnie znikąd się nie „nasuwał” lecz spadł nagle na wielkie obszary Ziemi jako atmosferyczny opad gigantycznego gradu i śniegu. Lodowiec potopowy był zupełnie nieruchomą pokrywą zalegającą ogromne obszary Ziemi i oczywiście nie mógł się także „cofać”, lecz jedynie topnieć i parowć. Tworzący się, z opadów atmosferycznych, lodowiec potopowy nie zawierał oczywiście moreny*, a więc nie mógł również zawierać w sobie „głazów narzutowych”. Tak zwane „głazy narzutowe” (eratyki), np. w Polsce, pojawiły się w pierwszej fazie potopu, kiedy gigantyczne, kamieniste błoto zmyło żyzną, przedpotopową glebę, w niżej położone rejony (do mórz, oceanów i w pradoliny rzeczne) odsłaniając, wygładzając i szlifując (kamienistym błotem) większe głazy, które tkwiły w ziemi „od zawsze”.

    * morena, materiał skalny niesiony i osadzany przez lodowiec u jego czoła (m. czołowa), boków (m. boczna) i na dnie (m. denna).(…..)

    Zagłada mamutów

    Gdyby w czasie rzekomo największego zasięgu ostatniego zlodowacenia (20–18 tys. lat temu), północną Europę, Azję i Amerykę zalegał lodowiec, to mamuty, razem w wielką fauną plejstoceńską, przedpotopową, wyginęłyby właśnie wtedy. A jednak tak się nie stało, skoro mamuty, lwy, łosie i wiele innych przedstawicieli plejstoceńskiej fauny żyły spokojnie od setek tysięcy i milionów lat dokładnie do potopu (ok. 13 tys. lat temu), daleko poza kręgiem polarnym. Należy tu postawić pytanie, dlaczego mamuty europejskie, syberyjskie i północno-amerykańskie nie wyginęły 20–18 tys. lat temu, tylko 13–11 tys. lat temu, kiedy epoka lodowa miała się ku końcowi i klimat zaczął rzekomo ocieplać się? I jakim cudem przeżyły, znajdując się ok. 800 km za kołem podbiegunowym (np. na płw. Tajmyr na Syberii) aż do 13 tys. lat temu? Otóż przed potopem, od dziesiątek tysięcy lat, daleko za kołem podbiegunowym żyły lwy, mamuty konie, tury, łosie, nosorożce i od ok. 40 tys. lat temu kromaniończycy (np. w Mamontowaya Kurya). Jeśli te wielkie ssaki mogły wówczas żyć – to tym bardziej mogłyby żyć w cieplejszym rzekomo klimacie popotopowym. Jednakże obecny klimat nie mógł być „cieplejszym klimatem schyłkowej epoki lodowej”, skoro od potopu, aż do chwili obecnej, ssaki te w ogóle nie mogłyby żyć poza kołem podbiegunowym właśnie ze względu na mroźny klimat panujący od 13 tys. lat.

    Obecnie panuje przekonanie, że mamuty były świetnie przystosowane do surowego klimatu epoki lodowej i dzięki temu przeżyły największy zasięg ostatniego zlodowacenia jaki miał rzekomo miejsce 20–18 tys. lat temu, a wyginęły 12 tys. lat temu, ponieważ nie mogły przystosować się do wiele cieplejszego klimatu w holocenie. Niektórzy uczeni (np. Loren Eisley, amerykański autor esejów przyrodniczych) wysuwają właśnie tego rodzaju b. wątpliwe przypuszczenie mówiące, że plejstoceńska megafauna była zbyt dobrze przystosowana do warunków epoki lodowej, jednakże nie mogąc już przystosować się do ciepłej epoki holocenu – wyginęła.

    Wydaje się, że stanowisko takie nie wytrzymuje krytyki, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że mamuty żyły również w ciepłych krajach, gdzie lodowca nigdy nie było – a więc na terenach dzisiejszej Hiszpanii, południowych Włoch, na Sycylii, na Bałkanach, w Grecji, wokół północnej części Morza Czarnego i jeziora Kaspijskiego, a w Ameryce Północnej żyły w okolicach Nowego Jorku, który znajduje się na poziomie Rzymu. Dwa gatunki mamutów i trzy gatunki mastodontów żyły także na ciepłej Florydzie (USA), która znajduje się na poziomie Sahary i Egiptu. Mamuty żyły także na dnie Zatoki Meksykańskiej na zachód od Florydy, której wielka przybrzeżna część (szelf) była suchym lądem przed potopem. Mamuty żyły także w Meksyku i dalej na południe aż w Hondurasie, który leży w tropikalnej strefie zwrotnikowej, zaledwie 1,500 km od równika. A więc widzimy, że nie chodzi tu o rzekomo surowy i mroźny klimat, do którego miały się przystosować mamuty – skoro żyły także w strefie tropikalnej. Obfite owłosienie mamutów, które miało je rzekomo chronić przed niskimi temperaturami i mroźnym wiatrem również jest słabym argumentem, ponieważ mamuty żyły także w klimacie tropikalnym. Obfite owłosienie dużych ssaków niekoniecznie musi wskazywać na zimny czy mroźny klimat, jeśli zważymy, że w klimacie tropikalnym obfite owłosienie mają goryle, szympansy, orangutany, pawiany, owce i leniwce żyjące w tropikalnych lasach Amazonii i wiele innych zwierząt. Obfite owłosienie nosorożców włochatych, które żyły w górnym paleolicie na podobnych terenach płn. Syberii jak mamuty, także nie musi wskazywać na ich rzekome przystosowanie do mroźnego klimatu za kołem podbiegunowym, skoro te same nosorożce żyły w tym samym czasie również w Afryce północnej i na półwyspie iberyjskim. Jako dowód dobrego przystosowania Mamutów do srogich warunków panujących za kołem podbiegunowym wskazuje się na ich stosunkowo małe uszy, które miały je rzekomo chronić przed utratą ciepła. Cóż z tego, skoro mamuty żyjące przed potopem, na ciepłej Florydzie, w tropikalnej strefie Meksyku i Hondurasu także miały małe uszy.

    Na Syberii na płw. Tajmyr ok. 800 km za kołem podbiegunowym (!) mamuty, wilki, konie, bawoły i łosie żyły przynajmniej od 40 tys. lat aż do potopu. A więc jakim cudem konie i łosie – chociaż nie posiadały tak obfitego futra jakie miały mamuty – także przetrwały okres lodowy, w tym okres maksymalnego zlodowacenia, który miał mieć miejsce 20–18 tys. lat temu? Można dość często spotkać argument mówiący, że wielkie ciosy (kły) mamutów służyły im do wygrzebywania trawy spod lodu – ale jak radziły sobie z tym problemem pasące się obok mamutów konie i łosie?… Nie mówiąc już o tym, że stojący mamut nie był w stanie sięgnąć kłami gruntu.

    Otóż wydaje się, że doskonale zachowane ciała mamutów w bryłach lodowych świadczą dobitnie, że zabił je gigantyczny deszcz i grad przetwarzający się natychmiast w powstający lodowiec. A więc, wraz z potopem nastąpił koniec epoki charakteryzującej się klimatem bardzo ciepłym i wilgotnym, nastało wielkie ochłodzenie klimatu ziemi i nastąpił początek epoki lodowej, która trwa do chwili obecnej. To właśnie światowy potop, który miał miejsce ok. 13 tys. lat temu i związane z nim wielkie zmiany klimatyczne na ziemi, spowodowały wielką zagładę mamutów, nosorożców włochatych, lwów i innych przedstawicieli wielkiej fauny, które żyły dotychczas w tropikalnym klimacie daleko poza kołem podbiegunowym. Mamuty, zmywane przez potężne wody potopu w pradoliny obecnych rzek, ginęły tonąc w błocie, a bardziej na północy zamarzały, również w błocie, pod gwałtownie tworzącym się lodowcem. Doskonale zakonserwowane w zmarzlinie lodowej przetrwały aż do obecnych czasów. Wynika stąd, że lodowiec musiał tworzyć się w momencie zagłady mamutów. Wielkie cmentarzyska mamutów znaleziono w Europie, na Syberii i na Alasce z którą, przed potopem, było połączenie lądowe zwane Beringią. Kości mamutów znajdowano przeważnie w pradolinach rzek, gdzie były zmywane przez błoto potopu. Muł w drogach oddechowych zamrożonych mamutów świadczy, że wyginęły one przez utonięcie. Potop i związane z nim ogólnoświatowe zmiany klimatyczne na całej Ziemi spowodowały też zagładę wielu innych przedstawicieli przedpotopowej fauny plejstocńskiej: – nosorożców włochatych, niedźwiedzi jaskiniowych, lwów jaskiniowych, tygrysów szablastych, tygrysów szablozębnych, żubrów pierwotnych, jeleni olbrzymich, hien jaskiniowych, 4. metrowych wielbłądów żyjących na Alasce, osłów i koni amerykańskich, 6 metrowych leniwców brazylijskich i wielu, wielu innych zwierząt żyjących przed potopem od setek tysięcy i milionów lat.

    Mamuty zaczęły głodować ok. 10 tys. lat temu. Renomowane czasopismo „Science” z kwietnia 2003 r. podaje, że dziesięciu duńskim naukowcom dowodzonym przez Eske Willersleva z Uniwersytetu w Kopenhadze wystarczyły dwugramowe próbki zmarzłej na kość syberyjskiej gleby, by znaleźć DNA wymarłych mamutów i bizonów, do dziś żyjącego zająca, leminga (drobny gryzoń), konia i woła piżmowego sprzed 30 000 lat. A do tego plejady roślin – poczynając od mchów, a kończąc na trawach. Próbki osadu, w którym znaleziono kopalne DNA pobrano w Nizinie Kołymskiej we Wschodniej Syberii. Wielką zagadką paleontologii było na przykład, jak mamuty czy bizony mogły przetrwać okres maksymalnego zlodowacenia (ok. 22–16 tys. lat temu). Jeśli Azję porastała wówczas tak uboga, rzadka i twarda roślinność, jaka dziś tworzy tundrę na północnej Syberii, to czym żywiły się te wielkie ssaki? Z badań kopalnego DNA wynika jednoznacznie, że flora ówczesnej Syberii była zdominowana przez jadalne rośliny zielne i trawę. Pokarmu więc nie brakowało. Co ciekawsze, flora stała się mniej przyjazna zwierzętom ok. 10 tys. lat temu, gdy smaczne rośliny zielne zaczęły ustępować twardym krzewom. Mamuty zaczęły głodować. Być może dlatego nie dotrwały do naszych czasów. Tyle pisze „Science”. Referencje: Science News, April 19, 2003; Vol. 163, No. 16, p. 244

    Chociaż wraz z nastaniem holocenu nastąpiło ocieplenie klimatu, to jednak było wówczas o wiele chłodniej niż w tysiącleciach poprzedzających potop. A więc przed potopem, za kołem polarnym, musiał panować ciepły klimat, skoro była tam obfitość „smacznych roślin zielnych”, wśród których żyły mamuty i wiele innych zwierząt w górnym paleolicie (43–13 tys. lat temu). Odkrycia duńskich naukowców doskonale korespondują z Księżycową Hipotezą mówiącą, że maksymalnego zlodowacenia (22–16 tys. lat temu) po prostu nie było, skoro „flora ówczesnej Syberii była zdominowana przez jadalne rośliny zielne i trawę”, a daleko za kołem podbiegunowym pasły się mamuty, nosorożce, konie, łosie, bizony i żyły lwy, wilki, a także żyli kromaniończycy. Otóż wg przedstawionej w niniejszej pracy hipotezy, zarówno początek ostatniego wielkiego zlodowacenia, jak i jego maksymalny zasięg nastąpił ok. 13 tys. lat temu. Zaś w górnym paleolicie (45–13 tys. lat temu) lodowca być nie mogło.

    Renifery, jak wiadomo, są przystosowane do chłodnego klimatu. Jednakże w górnym paleolicie renifery żyły również na południu Europy. Malowidła naskalne kromaniończyka (sprzed 14 tys. lat) przedstawiają dwa renifery, znajdują się w grocie Font-de-Gaume w Dordogne, w płd. zachodniej Francji. Również w jaskini Cosquer, której wejście znajduje się 37 metrów poniżej poziomu Morza Śródziemnego, 10 km od Marsylii, odkryto naskalne malowidło przedstawiające renifera. Malowidło to wykonane zostało ręką kromaniończyka, którego obecność w jaskini datowana jest na okres górnego paleolitu – od 27 do 18,5 tys. lat temu. Otóż z chwilą, kiedy 13 tys. lat temu pojawił się lodowiec, to żadne zwierzęta na świecie nie były przystosowane do zimna i m.in. dlatego dziesiątki gatunków wyginęło. Renifery natomiast, spychane przez ludzi i zwierzęta drapieżne na północ, przystosowywały się do zimna wraz z ustępującym lodowcem. Natomiast przed potopem, w tym samym ciepłym środowisku w Europie (i na całym świecie) żyły obok siebie lwy, renifery, hieny plamiste, konie, mamuty, antylopy saiga, wilki, susły, tygrysy szablozębne, jelenie olbrzymie, lisy, niedźwiedzie, łosie i nosorożce włochate – a wśród nich żył nasz przodek – kromaniończyk. Nie było wtedy lisów polarnych ani niedźwiedzi polarnych, ponieważ panował wówczas przedpotopowy, ciepły klimat na ziemi, łącznie ze strefą podbiegunową.

    Epoka lodowa której nie było (45–13 tys. lat temu)

    13 tys. lat temu nastąpił potop, w rezultacie którego powstał wielki lodowiec w płn. Europie, Ameryce i Azji. W Europie, popotopowi już ludzie zaczęli stopniowo kolonizować polodowcowe tereny dopiero wtedy, kiedy lodowiec stopił się i wyparował z określonych obszarów.

    Polska. Na Pomorzu, w okolicach Szczecina, ok. 12 tys. lat temu żyli już polodowcowi ludzie.

    Litwa – została zamieszkana ok. 12 tys. lat temu.

    Szwecja. 13 tysięcy lat temu obszar dzisiejszej Szwecji przykrywała gruba pokrywa lodowa. W miarę topnienia i parowania lodowca pojawiają się pierwsi ludzie, przybyli prawdopodobnie z terenów Polski. Najstarsza siedziba ludzka w płd. Szwecji pochodzi sprzed 12 tys. lat.

    Anglia. Pierwsi ludzie pojawiają się w Anglii ok. 12 tys. lat temu, dokąd dotarli ówczesną drogą lądową, ponieważ poziom oceanów był wówczas o wiele niższy od obecnego.

    Norwegia – ok. 11 tys. lat temu.

    Finlandia – ok. 10 tys. lat temu.

    Irlandia. Pierwsi ludzie przyszli z Anglii do Irlandii ok. 8 tys. lat temu przez ówczesny pomost lądowy. Obecnie szelf.

    Islandia. Pierwsi ludzie, ze względu na zbyt zimny klimat, przybyli tu dopiero ok. XII w. nowej ery.

    Szwecja. Istnieniu ostatniej epoki lodowej Würm (która miała mieć miejsce ponoć od ok. 60 tys. lat temu do potopu) zaprzeczają znaleziska kości mamutów w Szwecji pochodzące sprzed 55–45, 32 i 22 tys. lat temu. Szwecja powinna być wtedy pod lodowcem… Pragnę przypomnieć, że największy zasięg ostatniego zlodowacenia przypada, wg obecnych przypuszczeń, właśnie na okres ok. 20 tys. lat temu! A więc mamuty pasły się w Szwecji prawie dokładnie w tym okresie, kiedy pokrywa lodowa sięgała w Polsce linii Zielonej Góry i prawie Warszawy! Oczywiście tak być nie mogło i nasze mamuty żyły w Szwecji co najmniej od 43 do 13 tys. lat temu, kiedy im żaden lodowiec nie przeszkadzał. Ogólnie znaleziono 24 stanowiska mamutów w środkowej i południowej Szwecji. Jedna grupa znalezisk datowana jest na ok. 55–45 tys. lat temu, inna na 32–22 tys. lat temu. Gdyby nawet w górnym paleolicie były pewne regresje lodowca, to i tak mamuty nie mogłyby żyć w Szwecji w żadnym okresie epoki lodowej, tak jak nie mogłyby żyć w Szwecji w cieplejszym (rzekomo) polodowcowym holocenie, jak również obecnie. Według obecnych przypuszczeń wygląda to tak, jakby szwedzkie mamuty przetrwały dziesiątki tysięcy lat epoki lodowej, kiedy cała Szwecja była pokryta lodem, a wymarły w początkowym okresie holocenu, kiedy klimat ocieplił się i lodowiec zaczął topnieć… W Finlandii także znaleziono kości i zęby mamuta.

    Anglia. Podobnie paradoksalna sytuacja była w Anglii. W czasie ostatniej epoki lodowej, kiedy ogromna część Anglii była pokryta lodowcem… żyli tam kromaniończycy, oraz żyły mamuty, nosorożce, konie, dziki, ogromne jelenie megaloceros, tury, renifery, łosie, bawoły, antylopy, wilki, rysie, rosomaki, niedźwiedzie i lwy, a kiedy lodowiec w Anglii znikł i klimat rzekomo ocieplił się w początkowym okresie holocenu – to duża część tych ssaków wymarła…

    Walia. Około 26,000 lat temu, grota Kendrick’s Cave Llandudno zamieszkana była przez kromaniończyków. W Goats Hole Cave on Gower (Red Lady of Paviland) odkryto szkielet kromaniończyka sprzed 25,000 lat. Krzemienne narzędzia znaleziono w Ffynnon Bueno i Cae Gwyn caves blisko Tremeirchion in Flintshire.

    Wilczyce k. Sandomierza. W obozowisku kromaniończyka sprzed 15 tys. lat, w Wilczycach koło Sandomierza, odkrytego w 1994 r. przez dr Hannę Kowalewską-Marszałek z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, natrafiono na kości mamuta, nosorożca włochatego, lisa, leminga, renifera, niedźwiedzia, bobra oraz konia, który okazał się głównym zwierzęciem spożywanym przez kromaniończyka. Ponadto znaleziono kamienne i kościane narzędzia i schematyczne figurki Wenus wykonywane w kości słoniowej, rogu, kamienia i gagatu, przedstawiające wizerunki kobiet. Naukowcy polscy uważają, że panował wówczas chłodny klimat – a środowisko przypominało lasotundrę. Stanowisko to stoi w sprzeczności do faktu, że w tym samym czasie kromaniończycy, a także mamuty, lwy, konie, łosie tury, rosomaki i nosorożce włochate, żyły w Berelekh, na Wschodniej Syberii 600 km na północ od koła podbiegunowego. A więc jeśli w strefie podbiegunowej panował wówczas klimat zbliżony do tropikalnego – to tym bardziej w Polsce. W Polsce istnienie mamutów stwierdzono w okresie 21–14 tys. lat temu.”

    Artykuł autora ukazał się w Serwisie PAP Nauka w Polsce 2010-X-06

    Komentarz do artykułu w Serwisie PAP Nauka w Polsce – Geolodzy potwierdzili obecność wiecznej zmarzliny na Suwalszczyźnie

    Dlaczego wieczna zmarzlina nie pochodzi sprzed 20–18 tys. lat, kiedy zasięg lodowca był największy na obu półkulach, tylko sprzed 13 tys. lat, kiedy klimat był już znacznie cieplejszy, a epoka lodowa dobiegała końca? Otóż wiele wskazuje na to, że maksymalnego zasięgu lodowca sprzed 20–18 tys. lat nie było. „Daily Mail” z dnia 4–IV–2010 r. informuje, że godzinne gradobicie z kosmosu zbombardowało Ziemię ponad 13 tysięcy lat temu i pogrążyło naszą planetę w mini epoce lodowej. Ta kolizja spowodowała śmierć ogromnej liczby gatunków zwierząt na całym świecie i spowodowała epokę lodową, która trwała ponad 1000 lat. Teoria ta jest dziełem profesora Billa Napier z Cardiff University, który twierdzi, że wyjaśnia ona tajemniczy okres sprzed około 13 tysięcy lat. Naukowcy od dawna zastanawiali się, co spowodowało nagłe ochłodzenie klimatu do 8 stopni Celsjusza.

    Czasopismo „Science” z kwietnia 2003 r. podaje, że dziesięciu duńskim naukowcom wystarczyły dwugramowe próbki zmarzłej na kość syberyjskiej gleby, by znaleźć DNA wymarłych mamutów i bizonów, do dziś żyjącego zająca, leminga (drobny gryzoń), konia i woła piżmowego sprzed 30 000 lat. A do tego plejady roślin – poczynając od mchów, a kończąc na trawach. Wielką zagadką paleontologii było na przykład, jak mamuty czy bizony mogły przetrwać okres maksymalnego zlodowacenia (ok. 22–16 tys. lat temu). Jeśli Azję porastała wówczas tak uboga, rzadka i twarda roślinność, jaka dziś tworzy tundrę na północnej Syberii, to czym żywiły się te wielkie ssaki? Z badań kopalnego DNA wynika jednoznacznie, że flora ówczesnej Syberii była zdominowana przez jadalne rośliny zielne i trawę. Pokarmu więc nie brakowało. Co ciekawsze, flora stała się mniej przyjazna zwierzętom ok. 10 tys. lat temu, gdy smaczne rośliny zielne zaczęły ustępować twardym krzewom. Mamuty zaczęły głodować. A więc można by postawić hipotezę, że przed potopem (przynajmniej od 30 tys. lat temu), panował klimat ciepły. Natomiast ostatnia epoka lodowa zaczęła się ok. 13 000 lat temu (i trwa do dzisiaj), a nie skończyła. Odkrycie polskich geologów z Państwowego Instytutu Geologicznego wydaje się być znaczącym potwierdzeniem tej hipotezy. Jerzy Kijewski

    Fauna plejstoceńska, która wyginęła wraz z nastaniem potopu

    Tygrys szablozębny. Machajrodon (Machairodus), zamieszkujący Europę i Azję, jeden z tygrysów szablozębnych (Machairodontidae), wymarłych wielkich kotów o wielkość zbliżonej do lwa. Ich przednie kończyny były wyższe od tylnych, miały krótki ogon i wyciągalne pazury. Najbardziej charakterystyczną cechą były jednak ogromne (do 20 cm długości) górne kły, bocznie spłaszczone i na krawędzi ząbkowane oraz brak kłów dolnych. Używanie tak ogromnych kłów możliwe było dzięki temu, że żuchwa kotów szablozębnych mogła się odchylać od szczęki górnej aż o 90°. Dla porównania – u współczesnych kotów szczęki rozwierają się tylko na 65°. Koty te nie były przodkami współczesnych nam gatunków. Wyginęły ok. 12 tys. lat temu. Jeleń olbrzymi (Megalocerous giganteus). Irish elk. Był największym jeleniem jaki kiedykolwiek żył; mierzył ponad 2,1 m wysokości i miał ogromne rogi 3,6 m szerokości (największe spośród wszystkich jeleni). Żył od 400 tys. lat w Europie, Azji i płn. Afryce. Często nazywany niesłusznie „Irish elk” (irlandzki łoś). Wyginął ok. 11 tys. lat temu.

    Mamuty włochate, wielkie (Mammuthus primigenius). Żyły od ok. 200,000 lat temu i wyginęły ok. 11,000 lat temu. Żyły w Europie od Półwyspu Iberyjskiego po wschodni kraniec syberyjskiej Azji i w Ameryce Północnej. Dorosły osobnik ważył ok. 6 ton i zjadał ok. 90 kg roślin dziennie. Długość kła dochodzi do 4,8 metra. Nieliczne przetrwały, w skarlałej fornie, na Wschodnio-Syberyjskiej wyspie Wrangel do ok. 3 800 lat temu. Mierzyły wówczas tylko 1,8 m wzrostu.

    Mamut kolumbijski (Mammuthus columbi). Mierzył 4,3 m w kłębie, ważył do 10 ton. Długość kłów do 4,5 m. Żył na obszarach Ameryki Północnej, na Florydzie, w Meksyku i w Hondurasie. Wyginął ok. 12,5 tys. lat temu.

    Mastodont amerykański (mammut americanum), nieco mniejszy od obecnych słoni. Mierzyl 2,4 m w kłębie. Żył od Alaski do środkowego Meksyku. Polowali na niego ludzie kultury Clovis. Wyginął ok. 11 tys. lat temu.

    13 500 lat temu, mamuty żyły w tropikalnej strefie w Hondurasie, zaś na ciepłej Florydzie żyły także mamuty i trzy gatunki mastodontów. Photo courtesy of David Reichelt, Curator the Pecos Rio Grande Museum of Early Man. Texas, USA.

    Tygrys szablastozębny (Smilodon fatalis). Żył na obszarze obu Ameryk. Wys. 1,2 m. Żył od 1,8 milliona lat. Długość kłów – do 18 cm. Wyginął ok. 12 tys. lat temu. http://members.aol.com/Dinofiles/saber.jpg

    Wielbłąd Amerykański (Camelops hesternus). Wys. 3,6 m, dużo większy od współcześnie żyjących wielbłądów. Żył od milliona lat w Ameryce Północnej – od Alaski do środkowego Meksyku. Wyginął ok. 11 tys. lat temu.

    Różnice poziomu oceanów po potopie

    Wraz z jednoczesnym nastaniem potopu i epoki lodowej, wody potopu zamieniające się w strefie podbiegunowej w gigantyczne opady gradu, potworzyły ogromne czapy lodowe, które na północy pokrywały wielkie obszary Europy, Azji i północnej Ameryki. W następnych tysiącleciach lodowce topniały i parowały, podnosząc stopniowo poziom oceanów. Badania próbek pobranych z dna Morza Czarnego wykazały, że zalanie tego przedpotopowego słodkowodnego jeziora nastąpiło około 7,500 lat temu. Wtedy to słone wody Morza Śródziemnego przelały się przez cieśninę Bosfor (której najwęższe miejsce miało mniej jak jeden kilometr szerokości) i wypełniły bardzo nisko położone (ponad 100 m niżej), słodkowodne „jezioro czarne” zamieniając je z czasem w słone Morze Czarne. Niedawno, Mark Siddall z Centrum Oceanograficznego Uniwersytetu Southampton przedstawił model komputerowy, którego wyniki ogłosił w „Paleooceanography”, w 2003 roku. Otóż wg symulacji komputerowych, zalanie „jeziora czarnego” nastąpiło 8,4 tys. lat temu. Brytyjski badacz uważa, że trzeba było ok. 34 lat, aby poziom obu mórz się wyrównał. Poziom oceanów podnosi się do chwili obecnej, ponieważ lodowce wciąż topnieją i wyparowują. Lodowa czapa na biegunie północnym zniknie w ciągu najbliższych 50 lat. Już za pięć lat arktyczna pokrywa lodowa stopi się na tyle, że statki handlowe będą mogły bezpiecznie przepływać przez morza na północ od Syberii i Kanady, które dziś jeszcze są skute lodem. „Wieczny lód” arktyczny wcale nie jest wieczny – twierdzą naukowcy z NASA, powołując się na analizę zdjęć satelitarnych. Średnia temperatura w tych rejonach Ziemi wzrasta o 1,2 °C na dekadę. To wystarczy, aby co dziesięć lat ubywało blisko 10 proc. arktycznego lodu! Jeżeli będzie on nadal znikał w tym tempie, najpóźniej do końca stulecia może go już nie być wcale. Wszystko wskazuje na to, że lodu ubywa coraz szybciej. Źródło: Josefino Comiso z Centrum Lotów Kosmicznych NASA w Greenbelt w stanie Maryland.

    Wyniki badań opublikował październikowy numer czasopisma „Geophysical Research Letters” w 2002 roku.

    Niedawno odkryto podwodne ruiny dwóch miast: Kanopos i Menutis, w zatoce Aboukir, kilka kilometrów na północ od Aleksandrii w Egipcie. W czerwcu 2001 r. w zatoce Aboukir u wybrzeży Aleksandrii w Egipcie francuski archeolog dr Franck Goddio odkrył miasto Heraklejon ok. 6 km od brzegu. W Zatoce Aleksandryjskiej znajduje się ponad 2,500 bloków skalnych, z których niektóre ważą ponad 70 ton. Bloki te leżą 5–10 m poniżej poziomu morza. Najstarsze głazy należą do XII dynastii faraonów i mają prawie 4000 lat a najmłodsze pochodzą z XXVI dynastii i mają ok. 2,600 lat.

    Podwodny Monument Yonaguni. Przy brzegach japońskiej wyspy Yonaguni odkryto znajdujący się pod powierzchnią morza olbrzymi monument wykonany ręką człowieka. Wyspa Yonaguni należy do archipelagu Yaeyama i jest najdalej na zachód wysuniętą wyspą w Japonii. Yonaguni znajduje się 520 km na płd. zachód od wyspy Okinawa. Monument Yonaguni mierzy ok. 120 metrów długości i ponad 40 metrów szerokości. Najwyższe fragmenty monumentu znajdują się 4,8 m pod powierzchnią morza, natomiast podstawa znajduje się około 25 metrów poniżej powierzchni morza. A więc wysokość tej megalitycznej struktury wynosi ok. 20 m. Wiek monumentu oszacowano na ok. 12–8 tys. lat, co wydaje się mało prawdopodobne, ponieważ nigdy nie znaleziono ani jednego megalitu, który by odpowiadał temu przedziałowi czasowemu. Wiek Monumentu Yonaguni przypada przypuszczalnie na okres 5,5–4 tys. lat temu – tak jak wszystkich innych tego typu ogromnych wyrzeźbień megalitycznych. Monument Yonaguni udowadnia ponad to, że wczesna epoka megalitów przypada na okres, kiedy poziom mórz światowych był przynajmniej 25 m niższy od obecnego.

    Archipelag Bahamów. Zatopione bloki skalne odnaleziono także w 1969 blisko Florydy w archipelagu Bahamów, przy brzegach wysp Bimini i Andros na głębokości od 6 do 30 metrów. Jest to rząd wielkich megalitów rozciągających się jako dwie równoległe ściany na długości ok. 600 metrów.

    Wyjątkowa jaskinia Cosquer. W roku 1985 Hénri Cosquer, zawodowy nurek francuski, odkrył 175 metrowej długości jaskinię (jaskinia Cosquer), której wejście znajduje się 37 metrów poniżej poziomu Morza Śródziemnego, 10 km od Marsylii. Na ścianach jaskini (częściowo zalanej wodą morską), ponad poziomem wody, odkrył wiele malowideł prehistorycznych zwierząt wykonanych ręką kromaniończyka. Obecność kromaniończyków w jaskini datowana jest na okres górnego paleolitu od 27 do 18,5 tys. lat temu. W jaskini znaleziono ślady trzech ognisk z licznymi pozostałościami węgla drzewnego. Znaleziono również sześć wiórowych narzędzi krzemiennych, czyli krzemiennych nożyków-żyletek (blades). Nie znaleziono natomiast żadnych przemysłów drewnianych, ceramicznych ani skórzanych.

    Poziom oceanów po potopie (wg przypuszczeń autora):

    9 tys. lat temu -70 m

    4,5 tys. lat temu -30 m

    i przed potopem, w górnym paleolicie:

    od 45 tys. do 13 tys. lat temu -125 m

    Poziom Morza Bałtyckiego (wówczas słodkie jezioro) niższy od obecnego o ok. 60 m.

    Poziom Morza Czarnego (wówczas słodkie jezioro) niższy od obecnego o ok. 100 m.

    Sahul i Sunda

    Przed potopem było znacznie więcej powierzchni lądowej na Ziemi, ponieważ poziom oceanów był ok. 125 m niższy od obecnego. Kontynent Australijski był wówczas większy i obejmował dodatkowo Nową Gwineę i Tasmanię. Ten plejstoceński kontynent nazywa się Sahul i był oddzielony od drugiego – również nieistniejącego dziś subkontynentu Sunda – wąską, ok. 80 km cieśniną.

    Istnienie subkontynentu Sunda również powodował ten sam niższy poziom oceanów. Przedpotopowy subkontynent Sunda stanowił południowo–wschodnią Azję połączoną z wielkimi wyspami dzisiejszej Indonezji jak Borneo, Sumatra, Jawa, Celebes oraz dzisiejszych Filipin, jak Luzon, Mindanao i inne. Między Sundą i Sahulem pozostawała cieśnina o bardzo głębokich wodach, z małym archipelagiem wysp, noszących nazwę Wallace (od nazwiska angielskiego paleontologa A. Wallace’a). Subkontynent Sunda (a zwłaszcza Borneo) był zasiedlony już przez pitekantropa (Homo erectus) ok. 300,000 lat temu, natomiast na Sahul kromaniończyk dotarł ok. 40,000 lat temu, pokonując jakoś ok. 80 km przestrzeń morską jaka dzieliła Sundę od Sahula. 40 tys. lat temu nie było przypływów ani odpływów mórz światowych, ponieważ nie było Księżyca na orbicie Ziemi. Oceany przed potopem przypominały gigantyczne jeziora o dużo większym zasoleniu niż obecnie. Bez przypływów i odpływów wody mieszały się w dużo mniejszym stopniu. W takiej sytuacji na powierzchni mórz mogły tworzyć się wokół wysp, których jest wielka ilość w Indonezji, gigantyczne nawodne pola roślinności i gleby, łączące wyspy pomiędzy sobą. Być może po takich właśnie nawodnych polach przeszedł kromaniończyk z Sundy na Sahul – a więc z Azji do Australii. Niektórzy badacze utrzymują, że człowiek pojawił się w Australii 50 a nawet 60 tys. lat temu. Jest to mało prawdopodobne, ponieważ kromaniończyka wóczas jeszcze nie było na świecie, a neandertalczyk nigdy nie dotarł nawet do wschodniej Azji. Na skutek topniejących, popotopowych lodowców i podniesienia poziomu oceanów, Tasmania oddzieliła się od kontynentu Sahul ok. 8–7 tys. lat temu. Po tym okresie aborygeni tasmańscy nie byli już prawdopodobnie odwiedzani przez aborygenów australijskich, ani nikogo innego, aż do pojawienia się Europejczyków. Nowa Gwinea i Australia były połączone także aż do ok. 8–7 tys. lat temu.

    Jakieś 125 tys. lat temu, podczas cieplejszego okresu pomiędzy zlodowaceniami, kiedy bieguny Ziemi były o 3-5 °C cieplejsze niż dziś, średni poziom morza był o mniej więcej osiem metrów wyższy niż obecnie – piszą naukowcy w „Nature”. styczeń 2010 r.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80355,7434537,Zaleje_nas_morska_fala_.html

    To na tyle, być może da ci ten artykuł więcej do myslenia, to znaczy jak możesz być wprowadzany w błąd przez oficjalną filozofię nauki, usiłującą przeprowadzić rekonstrukcje w skali geologicznej nie tak dawnej historii naszej planety.

  4. Skywalker:

    Witam!

    Oto odpowiedzi na fragmenty które najbardziej wzbudziły moje
    kontrowersje

    Pan Jerzy:

    Poziom mórz światowych byłby wówczas ok. 60–62 m wyższy od obecnego
    i olbrzymia część terenów, na których żyły wymienione wyżej ssaki,
    byłyby pod wodą. A więc olbrzymie masy wód musiały znajdować się w
    atmosferze.

    Skywalker:

    Obawiam się że nasza atmosfera nie byłaby w stanie przyjąć tak
    ogromnych ilości pary wodnej. Dopuszczalne by to było w mniejszym stopniu
    ale wówczas doszłoby do masowaego wymierania spowodowanego przerwaniem
    fotosyntezy wynikającego ze szczelnego zachmurzenia.

    Pan Jerzy:

    Opisane w niniejszej pracy stanowisko odnośnie tej kontrowersji jest
    następujące: – jeśli mamuty, lwy, nosorożce, konie, łosie i
    kromaniończycy przetrwały najmroźniejsze czasy epoki lodowej (60–13
    tys. lat temu) żyjąc daleko poza kołem polarnym, to musiał panować tam
    klimat ciepły lub tropikalny i lodowce wokół obu biegunów Ziemi nie
    mogły w ogóle istnieć.

    Skywalker:

    Klimat ciepły i tropikalny można wykluczyć biorąc pod uwagę dłogość
    sierści większości tych ssaków. Ta cecha wyraźnie miała na celu
    zatrzymywanie ciepła ciała.

    Pan Jerzy:

    Wydaje się, że stanowisko takie nie wytrzymuje krytyki, jeśli zdamy
    sobie sprawę z tego, że mamuty żyły również w ciepłych krajach,
    gdzie lodowca nigdy nie było – a więc na terenach dzisiejszej
    Hiszpanii, południowych Włoch, na Sycylii, na Bałkanach, w Grecji,
    wokół północnej części Morza Czarnego i jeziora Kaspijskiego, a w
    Ameryce Północnej żyły w okolicach Nowego Jorku, który znajduje się
    na poziomie Rzymu.

    Skywalker:

    To prawda. Nie wiadomo jednak nic na temat długości sierści tych ssaków
    gdyż w tamtejszym wilgotnym klimacie nie mogła się ona zachować. Można
    więc spekulować że była ona dużo krótsza niż u ich północnych
    odpowiedników.

    Pan Jerzy:

    Opisane w niniejszej pracy stanowisko odnośnie tej kontrowersji jest
    następujące: – jeśli mamuty, lwy, nosorożce, konie, łosie i
    kromaniończycy przetrwały najmroźniejsze czasy epoki lodowej (60–13
    tys. lat temu) żyjąc daleko poza kołem polarnym, to musiał panować tam
    klimat ciepły lub tropikalny i lodowce wokół obu biegunów Ziemi nie
    mogły w ogóle istnieć.

    Skywalker:

    Część tych znalezisk rzeczywiście jest zastanawiająca ale tylko te
    które dotyczą Europy. Można się jednak zastanawiać czy podane przez
    autora datowania nie są błędne. A muszą być z uwagi na to że
    lądolód istotnie w podanych zakresach czasowych tam przebywał. O czym
    napiszę później. Jeśli chodzi o Syberię to życie faktycznie mogło
    tam kwitnąć gdyż nie ma śladów kopalnych świadczących o istnieniu
    tam lodowca. Najprawdopodobniej było to spowodowany (podobnie jak dziś)
    suchym klimatem. A przy niskich opadach lądolód nie powstanie.

    Pan Jerzy:

    Tak jednak nie było, skoro niektóre mamuty zostały wręcz nagle zabite
    przez lodowiec i zamrożone tak szybko, że ich mięso nie zdążyło się
    nawet zepsuć.

    Skywalker:

    To już lekkie naciąganie faktów. Mamuty znajdywano w zmarzlinie a ta
    może być zamrożonym fragmentem np. bagien. Na co wskazują wypełnione
    mułem trąby (utopienie się).

    Pan Jerzy:

    Otóż lodowce nie przynosiły „głazów narzutowych”, skoro identyczne
    głazy znajdujemy również w rejonach Ziemi, gdzie lodowca nigdy nie
    było.

    Skywalker:

    O drugiej części zdania nic mi nie wiadomo natomiast wiem jedynie że
    skład petrograficzny eratyków nie jest podobny do niczego co mamy w
    Polsce natomiast identyczne skały występąją właśnie w Skandynawii.
    Autor który stwierdził potem że były one w ziemi „od zawsze” napisał
    kompletnie ignorującą zdrowy rozsądek nieprawdę (!). To dowodzi
    dobitnie że autor aby dążyć do celu posługuje się miejscami bzdurami.
    A to nie jest metodologia naukowa. Poza tym na terenie Polski morenny
    denne, pradoliny, jeziora zastoiskowe, rynny erozyjne. Skały osodowe
    występują w cyklotemach w zleżności od tego ile było w danym miejscu
    zlodowaceń. Datowane one były klasycznymi metodami geologicznymi
    (korelacja oraz radiometria). Dopiero bezpośrednio pod tymi sekwencjami
    występują osady wczesnoplioceńskie i mioceńskie o składzie i teksturze
    typowej dla klimatu umiarkowanie ciepłego i subtropikalnego. Człowiek
    który nie ma pojęcia o sedymentologii (nauce o osadach) rzeczywiście
    może osady glacjalne tłumaczyć potopem. Ale tekstura tych osadów oraz
    typy erozji wskazują jednoznacznie na działalność lodowca, nie zaś
    wielkich mas wody oraz dodatkowo informują nas o polarnym a nie
    tropikalnym klimacie.
    Cytat: Nie mogło być tak, że gigantyczny lodowiec „nasuwał się”
    się na Polskę, podobnie jak nie „nasuwał się” na olbrzymie równiny
    środkowo-wschodniej Europy, płn. Syberii i Kanady – bo skąd miałaby
    się „nasuwać” gigantyczna pokrywa lodowca mająca do 3 km grubości
    – z jakich gór?

    Lód ma właściwości plastyczne. Jeżeli lądolód powstał w Skandynawi
    i zasilały go intensywne opady śniegu to mógł się rozrastać podobnie
    jak wylewany na stół jogurt (nie mam lepszego porównania). Podobnie jak
    dziś zachowują się na przykład górskie jęzory lodowcowe czy płaty
    antarktycznego lądolodu „spływające” do oceanu.

    Pan Jerzy:

    oczywiście nie mógł się także „cofać”, lecz jedynie topnieć i
    parowć.

    Skywalker:

    Geolodzy mówiąc o cofaniu się lodowca mają na myśli właśnie jego
    parowanie.

    Pan Jerzy:

    Należy tu postawić pytanie, dlaczego mamuty europejskie, syberyjskie i
    północno-amerykańskie nie wyginęły 20–18 tys. lat temu, tylko
    13–11 tys. lat temu, kiedy epoka lodowa miała się ku końcowi i klimat
    zaczął rzekomo ocieplać się?

    Skywalker:

    Powody była dwa. Pierwszy powód to ludzie. Nie muszę chyba się dalej
    rozpisywać. Drugi to nagły zanik tundry wraz z ociepleniem i zajęcie
    tych terenów przez tajgę. A to właśnie tundra była naturalnym
    siedliskiem dla tych przedtsawicieli megafauny.

    Pan Jerzy:

    A więc, wraz z potopem nastąpił koniec epoki charakteryzującej się
    klimatem bardzo ciepłym i wilgotnym, nastało wielkie ochłodzenie klimatu
    ziemi i nastąpił początek epoki lodowej, która trwa do chwili obecnej

    Skywalker:

    Autor popełnia bardzo podstawowy błąd! Swoje rozważania na temat na
    temat klimatu prowadzi w sposób bardzo poszlakowy i niejasny kiedy to
    geolodzy mają bardzo dobre wskaźniki dotyczące paleoklimatu.
    Najważnieszym jest badnie mikroskamieniałości. Wiemy doskonale które z
    nich występują w wodach ciepłych i zimnych, natlenionych i
    nienatlenionych i za pomocą tego można miejscowo wykreślić
    przybliżoną krzywą termiczną. Pobierane są one z rdzeni osadów
    oceanicznych. Drugim narzędziem jest wyznaczanie stosunku tlenu do
    dwutlenku węgla w atmosferze w rdzeniach lądolodów. Metody
    palinologiczne (badanie nasion kopalnych) niszczą hipotezę o tropikalnym
    klimacie w plejstocenie. W polskich osadach plejstoceńskich (tych
    reprezentujących cykle glacjalne) dominują nasiona takich roślin
    krzaczastych jak betula nana (brzozy karłowate) czy dryas octopetala
    (dębik ośmiopłatkowy). Każdy florysta zdaje sobie z tego sprawę że
    są to rośliny występujące w klimacie wybitnie tundrowym. Dla okresów
    interglacjalnych były to nasiona takich drzew jak brzozy, dęby, olsze,
    leszczyny, graby czyli typowe lasy liściaste dzisiejszej Europy
    środkowej. Nie ma mowy o żadnych tropikach.

    Autor dysponuje tylko gdybaniem. Geolodzy mają kilka niezależnych metod
    które wyraźnie wskazują na arktyczny klimat w trakcie EL. Nie można
    naginać faktów dla usprawiedliwienia rzekomej prawdziwości dla historii
    znanej jedynie z antycznych źródeł. Trzeba się raczej zastanawiać co
    autor miał tak naprawdę na myśli a geologię pozostawić tym którzy
    się na niej znają.

    Odpisywałem bardzo krótko i zwięźle i tylko na najbardziej istotne,
    kontrowersyjne lub sprzeczne z prawdą wątki.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s