Na bezdrożach hipotezy wieloświatów

Multiwersum to zbiór wszystkich możliwych wszechświatów, także tych równoległych do naszego. Naukowcy od wielu lat zastanawiają się nad prawdopodobieństwem jego istnienia i dochodzą do wniosku, że wszechświat, w którym żyjemy, może być zaledwie jednym z wielu.

http://odkrywcy.pl/kat,11…4sticaid=61162e
„Wszechświaty równoległe
Kolejnym pomysłem, który wynika z teorii strun, jest pojęcie „braneworlds”, czyli wszechświatów równoległych, które unoszą się poza zasięgiem naszego własnego. Koncepcja ta przewiduje, że przestrzeń, w której żyjemy, ma 10 (lub 26) wymiarów, przy czym trzy z nich (długość, szerokość i wysokość) oraz czas są otwarte, natomiast pozostałe są zakrzywione (zwinięte) do rozmiarów subatomowych i dlatego ich nie dostrzegamy. Z teorii tej wynika możliwość istnienia oprócz naszego trójwymiarowego świata innych, podobnych.



Inne rozważania związane z tą koncepcją sugerują, że nie zawsze są one równoległe i poza naszym zasięgiem. Czasami mogą się zderzać, wywołując powtarzające się Wielkie Wybuchy, które przesuwają inne wszechświaty. „

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wieloświat

„Wieloświat (multiwersum, multiświat, metawszechświat, super-wszechświat, multiwszechświat, ultrawszechświat) – zbiór wszelkich możliwych wszechświatów[1], zawierający w sobie wszystko inne (w tym wszystkie możliwe, potencjalne – niezależnie od rozważanych czasoprzestrzeni lub wymiarów, w których się znajdują – wszechświaty; w tym także tak zwane wszechświaty równoległe). Do powstania tej definicji doprowadziła idea istnienia innych wszechświatów oprócz naszego. […..] Według kwantowej teorii wielu światów Hugh Everetta III, nazywanej przez niego „Wieloświatową Interpretacją Mechaniki Kwantowej” (ang. The Many-Worlds Interpretation of Quantum Mechanics), wszystko co może się zdarzyć, zdarza się na pewno w którejś z odnóg rzeczywistości, która przypomina wielkie, rozgałęziające się w każdej chwili drzewo życia. U Everetta każdy stan superpozycji jest jednakowo realny, lecz zdarza się w innym, równoległym wszechświecie. Kwantowy multiwszechświat (termin zaproponowany przez Deutscha) jest jak rozgałęziające się w nieskończoność drzewo. Oznacza to między innymi, że i my, przebywający na takim drzewie, chcąc nie chcąc także się rozgałęziamy ”

Dostępne nauce dowody wskazują na fakt, że materialny wszechświat, w którym żyjemy miał początek. Obecnie się uważa, że powstał w wyniku wielkiego wybuchu. Istnieje też alternatywna do standardowej teorii wielkiego wybuchu; http://pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_Wybuch

Czy koncepcja wieloświatów daje podstawy do wiary w abiogenezę (w powstanie życia na drodze samodziejstwa)?

Mawia się, że koncepcja wieloświatów w jakiś sposób uprawdopodabnia możliwość spontanicznego powstania życia, jakie znamy. To nieprawda, bo nawet jeśli istniałaby  niekończona, to każdy z nich – w którym obowiązywałyby stałe fizyczne, jakie istnieją w naszym wszechświecie (http://pl.wikipedia.org/wiki/Sta%C5%82e_fizyczne) – byłby skończony ponieważ dysponowałby określoną ilością czasu swojego istnienia. Jak i ewentualne planety w nim istniejące.

Nieredukowalna złożoność,  magia czasu

Jakie to warunki mogłyby doprowadzić do ominięcia problemu nieredukowalnej złożoności przez stopniową ewolucję i jaką role w ominięciu tego problemu mógłby odegrać czas? Ludzie, którzy chcą dowodzić możliwości abiogenezy poprzez odwoływanie się do koncepcji wieloświatów, usiłują udowodnić, że to czego nie mogą dowieść raz, poprzez zastosowanie szczegółowego modelu teoretycznego, stało się, dalej się staje i będzie się stawać nieskończoną ilość razy.

Prawdopodobieństwo zdarzenia nie musi być zerowe, żeby nie mogło zajść

W znanym nam wszechświecie, w pewnych warunkach (w tym przypadku w praoceanicznej mieszaninie zbędnych i niezbędnych konfiguracji), pewne zdarzenia nie miały prawa zajść, choć prawdopodobieństwo takiego zdarzenia nie jest równe zeru.

Jeżeli zajście prawdopodobieństwa każdego zdarzenia było by możliwe, ponieważ nie jest równe zeru, to mielibyśmy w naszym Wszechświecie naturalne kopalnie złotych monet, samoistnie powstałe studnie z piwem, na jakiejś planecie istnieliby ludzie podobni do nas (powstali poprzez konwergencję) i mogłoby się nawet zdarzyć na którejś planecie, że wszyscy jednego dnia prawidłowo wypełnią kupon umożliwiający główną wygraną.Sam fakt, że takie zdarzenia nie mają miejsca pokazuje, że pewne zdarzenia są tak mało prawdopodobne, że nie mają szans zajść w naszym Wszechświecie. Czy ktoś widział dwie takie same góry Mount Everest, albo inny taki sam łańcuch górski, jak Himalaje?

Prawie każdemu znane są cztery rzezby obrazujące czterech prezydentów, wykute w na stoku góry Rushmore. Można by się pokusić o zadanie następującego pytania: gdyby przez bardzo długi czas naturalne żywioły (woda, ogień i wiatr) oddziaływały na zbocze góry Rushmore, to czy istniałaby jakaś szansa, żeby powstały takie podobizny prezydentów bez udziału inteligentnego rzezbiarza?Żeby powstały cztery podobizny George Washingtona , Thomasa Jeffersona , Theodore Roosevelta oraz Abrahama Lincolna, czyli ludzi, którzy żyli i którzy chodzili po ziemi? Czy istnieje jakakolwiek szansa, żeby woda, ogień i wiatr samoistnie wyrzezbiły odpowiedniki  tych czterech prezydentów?

Czy ktoś uwierzy, że komputer może powstać samoistnie z  losowej mieszaniny podzespołów elektronicznych? A przecież możliwości zajścia takich zdarzeń nie są równe zeru! Każdy przechodząc koło kiosku , gdzie sprzedaje się kupony może znajdować przez 20 dni z rzędu jakieś wypełnione i porzucone, pojedyncze kupony totolotka. Może też po fakcie znalezienia takiego kuponu policzyć jakie było prawdopodobieństwo znalezienia tych, w jakiś sposób wypełnionych kuponów i te prawdopodobieństwo może okazać się rzeczywiście krańcowo małe. Ale czy ktoś znajdzie 20 razy z rzędu – dzień po dniu –  kupony z główną wygraną? Czy takie coś może się zdarzyć? Dlaczego pierwsza możliwość jest do przyjęcia, natomiast druga nie? Dlatego, że zawiedzeni ludzie wyrzucają nietrafnie wypełnione kupony, a takich jest przytłaczająca większość, ale nie wyrzucają prawidłowo skreślonych. Pilnują ich, ponieważ są dla nich cenne i rzadko się zdarza,że ktoś taki kupon zgubi, czy przypadkowo wyrzuci. Nawet jakby zgubił, czy wyrzucił, to rzadko się zdarzy, że ktoś znajdzie go pośród tysięcy kuponów bezużytecznych, które walają się po ulicy. Najtrudniejsze etapy ewolucji prebiotycznej wymagałyby (z założenia) takich właśnie szczęśliwych ciągów zdarzeń, jak znalezienie 20 razy z rzędu kuponu z loterii z główną wygraną.W rzeczywistości prawdopodobieństwo samoistnego powstania życia możemy przyrównać do prawdopodobieństwa znalezienia kuponu z wygraną miliona złotych każdego kolejnego dnia milion razy z rzędu. Warto też przypomnieć, że takie prawdopodobieństwo nie jest równe zeru. Ale czy znajdzie się jakiś rozsądny człowiek, który będzie propagował pomysł, że takie zjawisko jest możliwe, tylko dlatego,że nie jest równe zeru? Niestety takich nierozsądnych osób dzisiaj nie brakuje. Są to ci, którzy propagują pogląd zakładający możliwość przypadkowego powstania żywego organizmu.Oczywiście nie propagują oni poglądu, że żywy organizm mógłby powstać za jednym zamachem (za pomocą doboru jednorazowego). Wbrew empirii głoszą oni, że życie powstało STOPNIOWO i na tym gołosłownym stwierdzeniu się ich argumentacja urywa. Niestety żywa komórka nie mogła powstawać stopniowo, ponieważ w przypadku żywej komórki obowiązuje zasada wszystko albo nic.

Bajkowy świat wieloświatów

Jeżeli hipoteza wieloświatów byłaby słuszna – w wersji proponowanej przez jej zwolenników,-to można by się było spodziewać, że gdzieś w jakichś wymiarach istnieje nieskończona liczba wszechświatów o takiej samej naturze jak nasz – pod względem obowiązujących w nich praw fizycznych, z nieskończoną liczbą identycznych układów słonecznych i planet, gdzie istnieją naturalne pokłady złotych monet z wytłoczoną na awersie podobizną papieża Jana Pawła II, lub naturalne kopalnie szampanów napoleońskich/ rosyjskich/ polskich, z wizerunkiem Napoleona Bonapartego/ Józefa Stalina/ Józefa Piłsudskiego na nalepce.

Innymi słowy hipoteza wieloświatów zakłada, że proces powstawania i zagłady różnych wszechświatów o takiej samej naturze jak nasz, nie miał początku i nie będzie miał końca. Więc nie można by też było mówić o jakimkolwiek czasie, gdy podczas cyklów powstawania i zagłady wszechświatów, z takimi samymi prawami fizycznymi jakie istnieją w naszym, był taki moment, kiedy nie istniało w nich życie, jakie znamy i to we wszelkich możliwych przejawach. Po prostu ta hipoteza sugeruje, że znane nam życie nie miało początku i nie będzie mieć końca. Ludzie, którzy przyjmują, że hipoteza multiwszechświatów jest prawdziwa muszą wierzyć, że na przykład prawdziwe jest założenie, iż nie było w nim czasu, gdy nie byłoby gdzieś w multiwszechświecie naturalnych pokładów radzieckich zegarków kieszonkowych, kości dinozaurów czy ludzi.

Czy taka bajkowa hipoteza może być uznawana za naukową? Nic dziwnego, że w świecie nauki jest traktowana, jako fantastyczna ciekawostka. A posiłkują się nią (‚na bezrybiu i rak ryba’) tacy powodowani ideologicznie ateo-teoretycy, jak Richard Dawkins, Jerry Coyne, czy PZ Myers.

http://autodafe.salon24.pl/495603,wszechswiat-samo-powstajacy-z-niczego

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s