Korzystanie z Wi-Fi może powodować spadek płodności, choroby nowotworowe, wzmożona apoptozę zdrowych komórek oraz zaburzenia neurologiczne!

Organizacje powiązane z branżą telekomunikacyjną twierdzą, że nie ma negatywnego wpływu na zdrowie związanego z korzystaniem z Wi-Fi. Kilka ostatnich badań wskazuje jednak, że jest odwrotnie. Ryzyko związane z technologią Wi-Fi staje się coraz bardziej niepokojące, ponieważ nasza ekspozycja na te sieci staje się coraz bardziej powszechna. Oprócz niemal stałej ekspozycji w środowisku miejskim, większość z nich odbywa się bez naszej wiedzy lub zgody.
Ponad 40 lat temu przeprowadzono badania na podobnych polach elektromagnetycznych (EMF) pochodzących z mikrofal, które miały niekorzystny wpływ na zdrowie. Innymi słowy podczas gdy wszystkie badania w ostatnim raporcie koncentrowały się na ekspozycji sygnału Wi-Fi, skutki zdrowotne podobnych ekspozycji EMF zostały potwierdzone wcześniej!
Jednym z głównych, negatywnych skutków korzystania z Wi-Fi jest zaburzenie spermatogenezy i zarazem spadek produkcji plemników, a co za tym idzie płodności. Myszy, które były narażone na wysoki poziom pól elektromagnetycznych, wytwarzały mniej potomstwa niż te nie wystawione na tego typu ekspozycję. Kolejne mioty od myszy wystawianych na szkodliwe działanie WI-FI były jeszcze mniejsze. Ostatecznie myszy te stawały się całkowicie sterylne lub miały bardzo niską płodność. Te niższe poziomy płodności nie ustąpiły po usunięciu ekspozycji na promieniowanie, co sugeruje, że skutki korzystania z Wi-Fi mogą być nieodwracalne!
Możliwe jest też wystąpienie mutacji w DNA plemników, a tego typu zmiany są dziedziczne. Mutacje te prawdopodobnie prowadzą do podwyższonego wskaźnika samoistnych poronień u myszy, które zaszły w ciążę (W organizmach kręgowców istnieją mechanizmy zabezpieczające, które powodują poronienia zmutowanych zygot. U ludzi obserwuje się wyższy wskaźnik poronień u kobiet po 40 roku życia w wyniku trisomii).
Badania sugerują również, że te mutacje mogą się kumulować, gromadząc się przez wiele pokoleń co może skutkować powstawaniem chorób wielogenowych, jak nowotwory złośliwe. Ekspozycji na oddziaływanie Wi-Fi może skutkować większym uszkodzeniem materiału genetycznego, co również może skutkować chorobą nowotworową. Istnieje związek między tego rodzaju uszkodzeniami, a rozwojem raka. Chociaż wskaźniki zachorowań na raka w USA gwałtownie spadły w latach 1991–2015, narażenie na oddziaływania pola elektromagnetycznego przez długi czas może odwrócić tą tendencję!
Stwierdzono również, że ekspozycja na Wi-Fi powoduje nadmierne obciążenie wapniem. Uważa się, że to przeciążenie zwiększa prawdopodobieństwo apoptozy, zaprogramowanej śmierci komórek, który to proces może być indukowany przez nadmierne stężenie wapnia w mitochondriach -apoptoza zaczyna się od sygnały wysyłanego z tych organelli. Ponieważ sygnalizacja wapniowa reguluje strukturę i funkcję synaptyczną, uważa się, że zwiększone stężenie wapnia może również powodować niekorzystne skutki neurologiczne.

W powyższym filmie z TED inżynier Jeromy Johnson omawia zagrożenia związane z coraz bardziej połączonym światem.
 
ŹRÓDŁA
MÓJ KOMENTARZ
W internecie, w tym na facebooku powstało wielu „obrońców nauki”, a tak naprawdę zwykłych głupków, którzy przepisując jeden od drugiego starają się przypodobać różnym koncernom w celu zdobycia ciepłej posadki. Tak było też z zagadnieniem negatywnego oddziaływania Wi-Fi na zdrowie ludzi. Powołując się na uczonych już dawno temu kupionych przez różne koncerny, którym zależy na zarabianiu pieniędzy a nie na zdrowiu ludzi, szydzili oni z osób postulujących możliwość szkodliwego oddziaływania Fi-Fi, zrównując ich z anty-szczepionkowcami czy zwolennikami płaskiej ziemi.
Wstydźcie się teraz wszyscy wy naiwniacy, którzy daliście się omamić takim pseudonaukowcom, jak twórca bloga „To tylko teoria”, który jest doktorem biologii! Ja mam czyste sumienie. Od początku wiedziałem, że to manipulant i amator, czemu dałem wiele razy wyraz w swoich postach na moich grupach czy na blogu: https://bioslawek.wordpress.com/2019/03/30/o-zaprzeczaniu-w-neuronauce-rozcom-plciowym-ideologia-gender-to-pseudonauka-denying-the-neuroscience-of-sex-differences/
Cytat z bloga: TO TYLKO TEORIA. Powołuje on się tam na biologa molekularnego Marka Glazera, twórcę bloga i strony na facebooku: Ciekawostki o poranku. Swego czasu polemizowałem z jego wypocinami, ale okazało się to rzucaniem grochem o beton, więc dałem sobie spokój. Dobrali się jak w korcu maku. Do tego zestawu można jeszcze dorzucić twórcę kanału na youtube i strony na facebooku: Naukowy bełkot i mamy full zestaw szarlatanów przyodzianych w naukowe piórka! 🙂
„Dla jednych oczywistym, a dla innych kontrowersyjnym tematem jest kwestia bezpieczeństwa używania mikrofalówek czy telefonów komórkowych, bazujących na promieniowaniu mikrofalowym. Jak jest w rzeczywistości? Czy promieniowanie mikrofalowe jest szkodliwe? Jak działa mikrofalówka? Czy rozmowa przez telefon komórkowy może uszkadzać DNA w mózgu? Jak to wygląda w przypadku Wi-Fi? Co na ten temat mówią badania naukowe? Tym razem artykuł odpowiadający na powyższe pytania przygotował Marek Glazer, biolog molekularny, autor fanpage Ciekawostki o poranku. [….] To co łączy te wszystkie urządzenia to to, że operują na mikrofalach. Wraz z popularyzacją technologii korzystającej z mikrofal pojawił się nowy trend społeczny: mikrofalowa fobia. Ludzie najczęściej obawiają się, że mikrofale mogą wywołać raka. O tym, że to prawdziwe zjawisko przekonać mogą poniższe przykłady wprost z sieci.
W tym miejscu muszę jasno powiedzieć: nie, mikrofale nie powodują raka. Rozumiem jednak skąd bierze się obawa przed nimi: są wszechobecne. Telefony komórkowe, mikrofalówki i WiFi to tylko popularne przykłady. Inne źródła mikrofal to na przykład: radary pogodowe, niektóre radary policyjne, prześwietlenia na lotniskach, maszty telekomunikacji komórkowej, broń paraliżująca tłumy dla wojska i policji, niektóre telewizory, mikrofalowe dezynfekcje domów itp. Mimo to nie ma racjonalnych przesłanek by bać się mikrofal. Spójrzmy na szczegóły.
Wiemy dokładnie ile energii posiadają fotony mikrofal z telefonów komórkowych, mikrofalówek i WiFi. Każdy może to policzyć samemu (linki do kalkulatorów znajdują się poniżej). Mikrofale są bardzo słabe. Nie są promieniowaniem jonizujacym. Foton mikrofalowy jest za słaby aby oderwać elektron od atomu, pozostawiając po sobie uszkodzoną cząsteczkę. WiFi, mikrofalówki i telefony komórkowe operują zazwyczaj na częstotliwości 2,45 GHz. To nasz punkt wyjścia. Wiedząc, że energia fotonu wyrażana jest wzorem: E=hf [4], możemy wyliczyć, że nasze urządzenia emitują kwanty światła o długości fali około 12,2 cm i energii 0,00001013 eV. […]”
I tak dalej….
„Naukowców” i „obrońców nauki” tego rodzaju nie brakuje. Są też tacy agitatorzy, którzy wbrew konsensusowi naukowemu usiłują dowodzić czegoś, co nazywają „propagandą antynikotynową”! 🙂
„Propaganda antynikotynowa i jej główny artykuł wiary
Autor tekstu: Marcin Dolecki
Celem każdej propagandy jest manipulowanie emocjami innych, nastawianie społeczeństwa przeciwko wybranej grupie ludzi lub ich niektórym czynnościom, wzbudzając ludzki strach lub gniew. Umiejętnie prowadzone działania propagandowe pozornie odwołują się przede wszystkim do logicznej argumentacji, jednak ich faktycznym celem jest wywołanie określonych emocji, dlatego często okazują się bardzo skuteczne. Propaganda antynikotynowa nie jest pod tym względem wyjątkiem. Jednym z jej skutków stało się solidarne przyjęcie w mediach oraz publikacjach w wielu krajach, m. in. w Polsce, niepisanej umowy, iż jeżeli ktoś ma potrzebę publicznego wypowiadania się o zjawisku używania tytoniu, powinien mówić o nim wyłącznie źle — zgodnie z prostą zasadą: im gorzej, tym lepiej.
Celem mojego tekstu nie jest pisanie pochlebnie o zwyczaju palenia liści rośliny o eleganckiej łacińskiej nazwie Nicotiana tabacum, którą delektowanie się przyczyniło się prawdopodobnie do śmierci wielu dziesiątków milionów ludzi, lecz przedstawienie wybranych typowych zabiegów propagandowych, często stosowanych przez osoby, zaangażowane w walkę z nikotynizmem.
Już przed II wojna światową prowadzono w III Rzeszy pierwsze poważne badania nad związkiem pomiędzy nowotworami płuc a paleniem, badania te były potem kontynuowane przede wszystkim w Anglii i USA. Propaganda antynikotynowa, istniejąca w Niemczech od czasu dojścia Hitlera do władzy, zaczęła być uprawiana coraz wyraźniej w krajach zachodnich po 1964 r., gdy Lekarz Naczelny USA (Surgeon General) opublikował pierwszy raport, dotyczący zdrowotnych skutków palenia . W jego tekście przytoczone zostały wyniki badań, świadczących o tym, że m. in. u osób nałogowo palących papierosy rak płuc występuje znacznie częściej niż u niepalących. Potem stopniowo był odkrywany niekorzystny wpływ palenia tytoniu na inne ludzkie organy oraz na fizjologiczne czynności organizmu.
Palenie od dawna jest rozpoznane jako jeden z głównych czynników decydujących o rozwoju wielu chorób (w szczególności nowotworów i układu krążenia), dlatego dosyć szybko w środowiskach naukowych i medycznych utarło się przekonanie, że dla społeczeństwa najlepiej będzie, gdyby zostało ono całkowicie wyeliminowane. Bardzo szybko również przydzielone zostały znaczne fundusze na dalsze badania szkodliwości palenia. Do gry włączyły się wielkie firmy farmaceutyczne, które dostrzegły możliwości ogromnych zarobków na sprzedaży preparatów wspomagających rzucanie palenia, oraz środków uspokajających i antydepresyjnych. Na horyzoncie walki z paleniem tytoniu pojawiły się wielkie pieniądze, a takie okoliczności niestety niezbyt sprzyjają rzetelności naukowej.
Ludzie zaangażowani w propagandę antytytoniową jako główną tezę przyjęli, że dym tytoniowy wywiera szkodliwy wpływ na ludzki organizm w każdej ilości. Takie twierdzenie jest jednak niemożliwe do udowodnienia empirycznymi metodami stosowanymi w naukach przyrodniczych, de facto jest jedynie artykułem wiary. Jak bowiem sprawdzić doświadczalnie, że przyczyną śmiertelnej choroby konkretnego człowieka było np. wypalenie przez niego przed laty kilku paczek papierosów czy kilku cygar? W naukach o przyrodzie od wieków przyjmowana była zasada, że to dawka decyduje o tym, czy dana substancja będzie działać na organizmy żywe jak trucizna. Nie jest znana substancja, która byłaby toksyczna w każdej ilości, dlaczego zatem dym tytoniowy (mieszanina substancji) miałby stanowić jedyny, makabryczny wręcz wyjątek? W praktyce bardzo trudne byłoby wyznaczenie granicznej ilości dymu i częstotliwości kontaktu z nim organizmu, powyżej której zaczyna on mieć zauważalny wpływ na zdrowie, dlatego większość środowiska medycznego — biorąc pod uwagę zdrowie ludzi — jest zdania, że najlepiej jest forsować dogmat, iż używanie tytoniu (pod każdą postacią) szkodzi w każdej ilości. [….]”
I tak dalej……
Na zakończenie dodam jeszcze, że wyżej wspomniany biolog molekularny Marek Glazer również się udziela dla racjonalisty.pl, którego to portalu redaktor naczelny Mariusz Agnosiewicz jest szarlatanem negującym fakt globalnego ocieplenia w wyniku działalności człowieka: http://www.klimatycznabzduraroku.pl/mariusz-agnosiewicz-tajemnicze-zlodowacenia
W zasadzie dobrze, że mi się przypomniało, bo napisałem dementi do artykułu Marka Glazera. Musze to poprawić i wrzucić na bloga. Wówczas każdy będzie mógł zobaczyć jaki z niego fachowiec 🙂

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s